Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

Digitalizacja dzieł sztuki - jak to się robi w XXI wieku?

1

Autor: Redakcja Fotopolis

30 Październik 2020
Artykuł na: 17-22 minuty

Digitalizacja to dziedzina, o której mówi się niewiele, bo niewiele jest też firm, które są w stanie realizować ją na światowym poziomie. Z czego to wynika, i jak od kuchni wygląda praca dla dużych instytucji, sprawdzał Paweł Baldwin

Firmę 6x7 Fotografia Profesjonalna kojarzyłem przede wszystkim ze sprzedażą marek premium, jak Leica, Gitzo czy Hasselblad. Jednak Gdy odwiedziłem jej warszawskie biuro i studio przekonałem się, że to tylko czubek góry lodowej. Digitalizacja zbiorów muzealnych to bowiem druga, mocno rozwijająca się i przede wszystkim bardzo ciekawa z punktu widzenia fotografa gałąź działalności firmy. Oto dlaczego...

Digitalizacja, nie dokumentacja

Tak się złożyło, że miałem w życiu okazję liznąć temat fotografii technicznej. Myślę, że jeszcze pamiętam jak zabrać się do zreprodukowania obrazu lub stworzenia duplikatu slajdu. Jednak to co prezentuje 6x7 Fotografia Profesjonalna, to zupełnie inna bajka.

Pierwszą i najistotniejszą kwestią różniącą dawną fotografię dokumentacyjną od digitalizacji, jest cel tych działań. Istotą digitalizacji jest nie samo uwiecznienie obiektów na zdjęciu, a możliwość udostępnienia ich w formie cyfrowej. Udostępnienia zwykłemu „Kowalskiemu”, by mógł obejrzeć – na przykład – obraz podczas wirtualnej wycieczki po muzeum. Dwa, by ów „Kowalski” mógł przyjrzeć mu się dokładniej niż tam.

Przykład obiektu ze zbiorów Muzeum Chopina w Warszawie sfotografowane z sygnaturą, miarką i obowiązkowym X-Rite ColorChecker co pozwala odtworzyć dokładne parametry fotografowanego obiektu

Dlatego właśnie digitalizacja odbywa się z bardzo wysoką rozdzielczością. Oczywiście zapewnia się ją głównie nie dla „Kowalskich”, a dla fachowców, którzy nie muszą już przyjeżdżać do miejsca, przechowywania dzieła, by bardzo dokładnie je poznać - obejrzeć zbliżenia istotnych detali, uszkodzeń, elementów świadczących o technice wykonania lub konserwacji. Wszystko zdalnie, bezkontaktowo i bez ograniczeń czasowych. Daje to potężne możliwości badań nad dziełami sztuki znacznej liczbie osób.

Trzy dni nad jednym maleństwem

Digitalizacją zbiorów zasadniczo zajmują się odpowiednie działy poszczególnych placówek muzealnych. Tyle, że nie każdą stać na zbudowanie i utrzymanie wyrafinowanego, specjalistycznego studia. Stąd pomysł firmy 6x7 Fotografia Profesjonalna na oferowanie tego typu usług. Podstawy do tego są.

Przykładowy plan zdjęciowy
1. Aparat średnioformatowy Hasselblad X1D II z obiektywem XCD 120 mm Macro. 2. Obiekt - w tym przypadku fotel Fryderyka Chopina. 3. Jednolite tło o neutralnym kolorze, szare lub białe. 4. Zestaw oświetlenia błyskowego - generator Broncolor z głowicami, tu użyte 4 źródła światła. 5. Stanowisko do tetheringu: komputer, monitor graficzny, serwer NAS, statyw z akcesoriami Tether Tools - szybki podgląd na monitorze i sterowanie aparatem z programu Phocus bardzo przyspiesza proces fotografowania.

Raz, zespół fotografów doświadczonych w tej dziedzinie. Dwa, dostęp do najwyższej klasy sprzętu fotograficznego wymaganego przy tego typu pracach. Trzy, możliwość zaprojektowania i wykonania elementów systemu, które nie są dostępne na rynku, bądź nie spełniają wszystkich wymagań. Cztery, kontakty w branży fotograficznej i muzealnej, wynikające z 20 lat działalności na rynku.

Podczas moich odwiedzin studio pracowało akurat nad zleceniem dla Muzeum Fryderyka Chopina. Do digitalizacji otrzymali ponad 400 eksponatów. Digitalizacja była realizowana w ramach projektu Dziedzictwo Chopinowskie w otwartym dostępie (Program Operacyjny Polska Cyfrowa). 

Przykład obiektu ze zbiorów Muzeum Chopina w Warszawie sfotografowane z sygnaturą, miarką i obowiązkowym X-Rite ColorChecker co pozwala odtworzyć dokładne parametry fotografowanego obiektu

Duża liczba to jedno, czym innym jest różnorodność artefaktów - od medali pamiątkowych, po meble i obrazy. Od maleństw, do ważących setki kilogramów rzeźb. Od prostych, niesprawiających problemów eksponatów, do takich nad którymi można spędzić nawet trzy dni.

Jak sfotografować sztandar?

Same zdjęcia to zaledwie początek, jeden z wielu etapów procesu digitalizacji. Moim przewodnikiem po temacie był Marek Mikołajczyk, który oprowadził mnie po studiu i zagadnieniach digitalizacji w przerwie fotografowania sztandaru. No właśnie. Sztandar jak sztandar, eksponat w zasadzie nieskomplikowany, ale okazuje się, że i taki może sprawić niespodziankę. Ten na przykład, miał na drzewcu nabite kilkanaście metalowych plakiet pamiątkowych, stąd było przy nim naprawdę dużo pracy.

Mocy błysku nigdy nie jest za dużo. Inne rodzaje oświetlenia nie wchodzą w grę

Każdy eksponat standardowo fotografuje się z ośmiu kierunków (co 45°), dochodzą rzuty ukośne i zdjęcia numeru inwentarzowego. Ale to nie wszystko, gdyż trzeba też udokumentować stan obiektu, czyli na przykład uszkodzenia. Bywa, że trzeba sfotografować punce, certyfikaty, opakowania. A na koniec wykonać jedno zdjęcie, mniej techniczne, po prostu ładne, by dobrze prezentowało się choćby w katalogu.

Przykład obiektu ze zbiorów Muzeum Chopina w Warszawie sfotografowane z sygnaturą, miarką  i obowiązkowym X-Rite ColorChecker co pozwala odtworzyć dokładne parametry fotografowanego obiektu

Zdarzają się więc eksponaty, które wymagają aż kilkudziesięciu zdjęć. W kadrze musi znaleźć się Color checker, miarka dla oceny wielkości obiektu oraz jego numer inwentarzowy. Muszą też być umieszczone w taki sposób, by prostokątnym kadrowaniem dało się wyizolować sam obiekt.

Aparat robi ukłon

Jednak zanim przystąpimy do fotografowania, trzeba przygotować stanowisko do zdjęć. W studio 6x7 są takie trzy. Na pierwszym z nich podwieszona krótka kolumna służy do fotografowania z góry dużych eksponatów, na przykład obrazów. Podczas mojej wizyty, zamocowany na niej był 100-milionowy Hasselblad H6D.

Stanowisko drugie to kolumna reprodukcyjna, czyli też zdjęcia z góry, ale mniejszych obiektów. Tu rządził Hasselblad X1D z przypiętą „stodwudziestką” makro.

Na stanowisku trzecim stał sprzęt kombinowany: Fujifilm GFX 50S dołączony do wielkoformatowego Cambo. Tu fotografowane są obiekty, które wymagają „pogięcia” osi optycznej aparatu. Czyli na przykład obiekty z połyskiem - błyszczące medale, szkło itp., wymuszające fotografowanie z boku, by aparat nie odbił się na ich powierzchni.

Tradycyjny mieszkowy aparat Cambo w połączeniu z nowoczesnym aparatem średnioformatowym Fujifilm GFX 50R. Taki zestaw daje olbrzymie możliwości: precyzyjne ustawienie głębi ostrości, równanie linii prostopadłych i likwidowanie odblasków. Całość sterowana  z komputera za pomocą kabla Tether Tools

Drugi przypadek, to konieczność zapewnienia większej głębi ostrości, niemożliwej do uzyskania w „prostym” aparacie. Głębia musi obejmować cały obiekt, a utrudnieniem nietypowym w epoce fotografii cyfrowej, jest niedopuszczalność stackingu. W każdym razie jeśli chcemy zachować najwyższe standardy.

Jednocześnie wymagane jest utrzymanie możliwie jak najwyższej rozdzielczości, więc silne przymykanie przysłony, grożące wystąpieniem dyfrakcji, też nie wchodzi w grę. Jednak zasadniczo i tak pracuje się niedużymi otworami przysłony (w średnim formacie f/11-22), gdyż drugim wymogiem co do rozdzielczości, jest jej wyrównanie w całym kadrze.

Zdarzają się eksponaty, które wymagają aż kilkudziesięciu zdjęć

Mocne przymknięcie obiektywu to pierwszy aspekt wymuszający korzystanie z potężnych źródeł światła. Drugim jest konieczność silnego jego rozproszenia. To w celu zapewnienia równomiernego oświetlenia oraz uniknięcia odblasków.

Przykład obiektu ze zbiorów Muzeum Chopina w Warszawie sfotografowane z sygnaturą, miarką i obowiązkowym X-Rite ColorChecker co pozwala odtworzyć dokładne parametry fotografowanego obiektu

Duże softboksy, czasem dwie płaszczyzny rozpraszające – mocy błysku nigdy nie jest za dużo. Błysku, gdyż inne rodzaje oświetlenia praktycznie nie wchodzą w grę. Światło żarowe może zbyt mocno ogrzewać eksponaty, a LED-y świecą zbyt słabo, by ich światło dało się intensywnie modyfikować. Plus niepełne, poszarpane ich widmo, utrudniające uzyskanie idealnych kolorów.

Photoshop surowo zakazany

Ale przecież żyjemy w epoce „cyfry”, od czego jest Photoshop? Nie w tym wypadku, gdyż digitalizacja nie dopuszcza jakiejkolwiek istotniejszej ingerencji w obraz. Tu nie ma mowy o zrobieniu zdjęcia byle jak, bo „potem i tak wyciągnie się z RAW-a”. Musimy przed wciśnięciem spustu ustawić wszystko niemal idealnie.

Co to znaczy „idealnie” określają standardy digitalizacji: amerykański FADGI oraz europejski (konkretnie, holenderski) Metamorfoze. Równomierność oświetlenia kadru oraz stała, powtarzalna barwa światła to podstawy. Stąd korzystanie z odpowiednich wzorników, oraz oprogramowania, jest po prostu niezbędne. Nie mówiąc już o takim „drobiazgu”, jak kalibracja zestawu: matryca aparatu plus obiektyw, pod kątem sposobu reprodukcji barw.

To wszystko trzeba jeszcze przenieść do softu wywołującego RAW-y, by od razu uzyskać zdjęcie „na gotowo”. Możliwie na gotowo, gdyż pewne drobne korekty bywają konieczne. Okazuje się bowiem, że nawet dobór intensywności błysku z dokładnością do 0,1 EV nie zawsze pozwala spełnić wymagania co do równomierności oświetlenia.

Kompletne stanowisko do reprodukcji: kolumna reprodukcyjna  i stół - Reprobot. Oświetlenie: generator Profoto Pro 10 2400  z dwiema głowicami, softboksy Profoto RFI 1x3’, kompletne stanowisko Tether Tools z monitorem Eizo i aparat średnioformatowy Hasselblad X1D II z obiektywem 120 mm Macro.

W tej roli najlepiej sprawdza się oprogramowanie Hasselblada – Phocus, który – jako jedyna aplikacja tego typu na rynku – dysponuje wbudowanym modułem do budowania profili kolorystycznych. Pozwala to błyskawicznie tworzyć profile ICC dla każdego zdjęcia, na którym znajduje się wzornik kolorów. Ułatwia to uzyskanie powtarzalnych efektów i spełnienie wyśrubowanych wymagań „czterech gwiazdek”.

Oczywistością jest korzystanie z lamp zapewniających bezbłędną powtarzalność błysku, zarówno pod względem energii, jak i barwy. Studio 6x7 pracuje z fleszami Broncolor oraz Profoto – to jedne z bardzo niewielu lamp na rynku, gwarantujących powtarzalność parametrów błysku (moc i temperatura barwowa). A i tak trzeba je przygotować do pracy rozgrzewając kilkunastoma błyskami na sucho. I fotografować bez dłuższych przerw by zachować zbliżone warunki ich pracy.

Konserwator patrzy!

Wspomniałem wcześniej o niemożności stosowania oświetlenia żarowego z powodu ryzyka przegrzania, a więc i niszczenia, czy też przyspieszonego starzenia fotografowanych eksponatów. To rzecz jasna dla każdego, ale są też aspekty dbania o eksponaty, których jesteśmy mniej świadomi.

Bywa więc, że logistyka sprawia więcej kłopotów niż samo fotografowanie

Każdy z nich, od początku do końca procesu digitalizacji, traktowany jest jak zabytek. Czyli zanim wyjedzie z muzeum do studia musi zostać zapakowany zgodnie z procedurami i pod nadzorem konserwatora. Następnie przewieziony przez certyfikowanego przewoźnika, w pewnych wypadkach w warunkach kontrolowanej temperatury i wilgotności. To samo w studio, zarówno podczas zdjęć jak i przechowywania – nie ma mowy o wykroczeniu poza ustalone ich wartości.

Przykład obiektu ze zbiorów Muzeum Chopina w Warszawie sfotografowane z sygnaturą, miarką  i obowiązkowym X-Rite ColorChecker co pozwala odtworzyć dokładne parametry fotografowanego obiektu

W czasie fotografowania nawet nie myślmy, by w jakiś sposób ułatwić sobie zadanie, na przykład przez psiknięcie na błyszczący medal sprayem matującym. To nie packshoty! Bywa więc, że logistyka sprawia więcej kłopotów niż samo fotografowanie, szczególnie gdy mamy do czynienia z bardzo ciężkimi eksponatami, wymagającymi podnośnika lub dźwigu.

Kolumnę zbudowaliśmy sami

Większość problemów da się pokonać z pomocą gotowych rozwiązań, czyli przez zakup odpowiedniego sprzętu czy oprogramowania. Czasem jednak okazuje się, że istniejące rozwiązania nie spełniają wszystkich naszych wymagań. Pracownia 6x7 napotkała taki problem w dość niespodziewanym – w każdym razie dla mnie – miejscu.

Kompletne stanowisko do reprodukcji: kolumna reprodukcyjna  i stół - Reprobot.

Chodziło o kolumnę reprodukcyjną, element absolutnie niezbędny podczas digitalizacji. Okazało się, że żaden model nie zapewnia odpowiedniego połączenia wysokości, sztywności, precyzji działania oraz wygody obsługi. Skoro takiej kolumny nie ma, trzeba było ją zbudować.

Dzięki inżynierskiemu wykształceniu właściciela firmy, Rafała Łochowskiego, rzecz była do ogarnięcia. Trzecia już wersja wciąż nie jest doskonała, ale sprawdza się wystarczająco dobrze, by pracować. Wysokość robocza 2,5 metra, przekrój kolumny 20 × 20 cm, bezprzewodowe sterowanie z aplikacji. Wszystkie ruchy wykonywane są z dokładnością do 0,2 mm.

Autorska aplikacja do sterowania kolumną i stołem - Reprobot. Pozwala za pomocą przeglądarki na dowolnym urządzeniu mobilnym lub komputerze sterować pracą kolumny i precyzyjnie ustawić położenie aparatu.

Drugim projektem Rafała Łochowskiego, jest laserowy kolimator o nazwie Pentalimator, pozwalający ustawić oś aparatu idealnie prostopadle do fotografowanej płaszczyzny. To kolejny przyrząd, którego jakoś nie dało się kupić, a jest niezbędny przy zdjęciach wymagających najwyższej precyzji. I o ile kolumna reprodukcyjna jest klasycznym, solidnym „narzędziem”, o tyle kolimator to zgrabne, eleganckie akcesorium. Wzornictwo pierwszej klasy!

Wrażenie to jedno, przydatność drugie, a tej nie można odmówić ani jednemu, ani drugiemu urządzeniu. Nic dziwnego, że firma planuje rozpocząć produkcję i sprzedaż obydwu.

Na oczach publiczności

Inne plany? Szykuje się ciekawa digitalizacja znanego i ważnego obrazu. Nie mogę jeszcze pisać o szczegółach, ale co nieco zdradzę. W użyciu będzie aparat o rozdzielczości 400 Mp, a obraz zostanie sfotografowany po kawałku – będzie ich kilkadziesiąt. Wyobrażacie sobie sumaryczną rozdzielczość docelowego zdjęcia?!

Kompletne stanowisko do reprodukcji dużych obiektów.

Co ciekawe, 6x7 Fotografia Profesjonalna planuje wykonywać digitalizację na oczach publiczności. Oczywiście w muzeum, gdyż ranga obrazu praktycznie wyklucza opcję fotografowania go w zewnętrznym studiu.

To świetny pomysł na odkrycie przed szerszym gronem nawet nie tyle warsztatu, co w ogóle samego zagadnienia digitalizacji dzieł sztuki. Szczególnie, że mało kto zdaje sobie sprawę jak jest to ważne, i jak szerokie możliwości otwiera przed nami – szarymi gośćmi muzeów oraz nami – badaczami, naukowcami, fachowcami różnych dziedzin. Szczęściem w nieszczęściu trwającej epidemii koronawirusa jest to, że owe możliwości prezentacji dzieł z pewnością dostrzeżemy i docenimy.

Artykuł powstał we współpracy z firmą 6x7 Fotografia Profesjonalna

Komentarze
Więcej w kategorii: Analizy
Monitor graficzny dla fotografa - co musisz wiedzieć, zanim kupisz
Monitor graficzny dla fotografa - co musisz wiedzieć, zanim kupisz
Co to jest gamut i Delta E? Czy rozdzielczość 4K UHD sprawdzi się w edycji zdjęć? Po co Ci pivot? Rozszyfrowanie parametrów monitora dla amatora może być nie lada wyzwaniem. Dlatego...
37
3
Synology DS1618+ w pracy fotografa. Studium przypadku Marty Ponsko
Synology DS1618+ w pracy fotografa. Studium przypadku Marty Ponsko
W przypadku codziennej pracy dyski zapełniają się wyjątkowo szybko, a z czasem coraz większym problemem staje się archiwizacja, wyszukiwanie i bezpieczeństwo materiałów. Oto jak poradziła sobie z...
64
6
Pół roku z plecakiem fotograficznym Manfrotto Chicago 50 - opinia Michała Lei
Pół roku z plecakiem fotograficznym Manfrotto Chicago 50 - opinia Michała Lei
Michał Leja przez 6 miesięcy intensywnie korzystał z plecaka fotograficznego Manfrotto Chicago 50. Sprawdźcie, dlaczego nazwał go swoim przyjacielem...
30
0