Florence Pernet: "Dobre zdjęcie sportowe to uchwycenie celebracji"

Dobra fotografia sportowa to celebracja - przynajmniej zdaniem większości klientów. Florence Pernet od dawna patrzy w inną stronę. W rozmowie z Julią Kaczorowską mówi o tym, co widać z poziomu oczu zawodnika, jak muzyka nauczyła ją fotografować sport i gdzie szuka kadru, gdy mecz nie idzie po jej myśli.

Dodaj do źródeł Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Pamiętasz swój pierwszy prawdziwy kontrakt w fotografii sportowej? Byłaś zestresowana?

Mam mgliste wspomnienia, ale wydaje mi się, że były to buty do piłki nożnej Adidasa. Kompletnie nie znałam zasad tego typu „sesji”, postanowiłam więc iść na żywioł. Dziś czasem za tym tęsknię - tak po prostu wyjść i fotografować. Teraz każda sesja musi być dobrze zaplanowana i perfekcyjnie zorganizowana, przez co traci trochę autentyczności. Mam ochotę znowu robić takie spontaniczne zdjęcia, to było fajne!

fot. Florence Pernet

Gdybyś miała opisać swoje zdjęcia trzema słowami - bez „sportu”, „akcji” ani „ruchu” - jakie by to były?

Emocje, czyli spojrzenia i wyraz twarzy. Detale, takie jak skarpetki, koszulki, dłonie. Oraz kolory, a więc edycja i postprodukcja. Miękki styl bez krzykliwych barw, ale z dobrym kontrastem i spójnością.

Praca z kolorem wyróżnia Twoje zdjęcia. Kiedy poczułaś, że znalazłaś własny język wizualny? Nie chodzi o technicznie udane zdjęcia, ale o poczucie, że Twoje fotografie są od razu rozpoznawalne jako Twoje.

Chyba od igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Udało mi się wtedy znaleźć to, co lubię w fotografii: ruch, detale, kompozycje, kolory. Zaakceptować własną tożsamość, idąc trochę „pod prąd” wobec tego, czym miała być fotografia sportowa na igrzyskach. Móc zostawiać swój ślad niezależnie od dyscypliny i być rozpoznawalną - to daje mi niesamowitą satysfakcję.

fot. Florence Pernet

Czy zdarza Ci się wracać do starych zdjęć, żeby je ponownie edytować?

Robię to bardzo, bardzo rzadko, choć absolutnie powinnam. Mam taką przypadłość, że nie lubię spędzać tygodni, pracując na tych samych zdjęciach, bo z czasem się nudzę i zaczynam widzieć w nich tylko wady. Więc kiedy zdjęcia są już obrobione i opublikowane, raczej już do nich nie wracam.

fot. Florence Pernet

Fotografia sportowa często kojarzy się z zatrzymanym momentem: ostra, szybka, precyzyjna. Ty często robisz odwrotnie. Jak klienci na to reagują?

Teraz klienci przychodzą do mnie właśnie po ten styl - artystyczny, a nie idealnie zamrożony moment. Zazwyczaj są to klienci z segmentu marek, które szukają takiego podejścia. Próbuję nie dać się ponieść ich presji, utrzymać swój kierunek i nie wpaść z powrotem w klasyczną fotografię sportową. W końcu to po to przyszli właśnie do mnie.

Czy któraś z marek dała Ci kiedyś prawdziwą swobodę twórczą - carte blanche - czy pracujesz głównie według konkretnego briefu?

Kiedy marki do mnie przychodzą, zawsze stoi za tym brief. Zwłaszcza w przypadku wydarzeń sportowych. Ale szczerze, dość łatwo mi go zrozumieć i wdrożyć, i to jest naprawdę bardzo pomocne.

fot. Florence Pernet

Co oznacza „dobre zdjęcie sportowe” z perspektywy klienta? A co znaczy dla Ciebie osobiście? Czy te dwie wizje się pokrywają?

Na eventach „dobre zdjęcie sportowe” to uchwycenie celebracji. To słowo wraca najczęściej i mimo szerszych briefów zawsze się pojawia. Rozumiem tę potrzebę - marki chcą świętować zwycięstwo. Ale do mojego obecnego stylu doprowadziło mnie właśnie to, że już nie boję się, że przegapię tę celebrację. Oraz patrzenie na to, co dzieje się poza nią, dookoła.

fot. Florence Pernet

Dokopałam się do informacji, że kiedyś w Twoim portfolio były setki zdjęć muzyków. Dziś już tak nie jest. Czy to był świadomy skręt w kierunku fotografii sportowej i odcięcie się od tamtej ścieżki? Czy coś z fotografii koncertowej nadal wpływa na Twój sposób pracy w terenie?

Faktycznie (śmiech). Przez długi czas pracowałam jednocześnie w muzyce i sporcie. Jeździłam w trasy, robiłam teledyski dla wielu artystów, ale wymagało to dużo zaangażowania przy stosunkowo niewielkim zwrocie finansowym. Świat muzyki i sportu, wbrew pozorom, wizualnie są do siebie bardzo podobne - wymagające światło, emocje, dużo ruchu, brak pełnej kontroli, bo to dynamiczne wydarzenie. Okoliczności sprawiły, że zwróciłam się niemal wyłącznie w stronę sportu. I nie jest gorzej - przyznam, że świat muzyki jest dość trudny finansowo i bardzo wyczerpujący psychicznie i fizycznie. Naprawdę lubię to, co teraz robię, czuję się doceniana, czego dowodem są kolejne projekty i zlecenia.

fot. Florence Pernet

Parc des Princes, hale NBA, igrzyska olimpijskie w Paryżu - każde z tych miejsc ma inne światło, atmosferę i ograniczenia. Jak przygotowujesz się do zdjęć, żeby nic Cię nie zaskoczyło?

Staram się mieć jak najbardziej optymalny i lekki workflow. Mogłabym nosić mnóstwo szkieł i testować różne ogniskowe, ale wolę podejście praktyczne. Na dużych eventach zawsze mam przy sobie dwa korpusy, żeby móc reagować szybko - jeden z szerszym obiektywem, a drugi z dłuższym.

To jaki dokładnie sprzęt masz w torbie na takim zleceniu?

Dwa korpusy Nikon Z8 i obiektywy: Nikkor Z 24-70 mm f/2,8 oraz Z 70-200 mm f/2,8. Często zabieram też Nikkora Z 400 mm f/4.5. Do tego używam dwóch kart CFexpress typu B, co jest bardzo przydatne przy fotografowaniu serią i do szybkiej obróbki.

fot. Florence Pernet

Podczas meczów masz często dostęp do miejsc, których zwykły widz nigdy nie zobaczy. Co możesz obserwować z tych pozycji?

Oglądając z trybun albo w telewizji, widzi się wszystko z dużej odległości - to tworzy dystans między zawodnikiem a widzem. Kiedy jestem przy linii bocznej, mam zupełnie inny kąt widzenia. Jestem na poziomie oczu zawodników i dzięki temu na zdjęciach pojawia się bliskość, której gdy patrzymy z góry, po prostu nie ma.

Igrzyska olimpijskie to szczególny przypadek: setki fotografów w tych samych miejscach, z podobnym sprzętem. Jak tworzysz zdjęcie, które wygląda jak Twoja praca, a nie po prostu „zdjęcie z igrzysk”?

Postprodukcja to ważna część mojego workflow. Bardzo lubię obrabiać zdjęcia tak, żeby widz widział je tak, jak ja je sobie wyobrażam w momencie naciśnięcia migawki - żeby poczuł to, co ja czuję. Lubię też szukać nieoczywistych pozycji. Tam, gdzie większość fotografów ustawiłaby się po „idealne” zdjęcie do agencji, ja wolę miejsca, gdzie nie ma nikogo - i często wychodzi z tego kadr, którego nikt inny nie pokazał.

fot. Florence Pernet

Czy jest jakiś sport, który uważasz za niedoceniany lub za mało fotografowany pod względem wizualnym?

Generalnie sport kobiecy. Piłka nożna, rugby, tenis - ale kobiecy. Reprezentacja ma znaczenie.

A zdarzyło Ci się wrócić z meczu bez ani jednego zdjęcia, z którego byłaś zadowolona?

Tak, wiele razy! (śmiech) Bo za bardzo wyobrażam sobie przed meczem to, co chciałabym uchwycić, a potem dana sytuacja się nie wydarza albo po prostu nie stoję w odpowiednim miejscu. W takich momentach zawsze staram się opowiedzieć jakąś historię - i zawsze się da, naprawdę! To zmusza mnie do szukania innych perspektyw, o których bym nie pomyślała. Wchodzę w detale, w kompozycje, które ostatecznie lepiej opowiadają ten moment.

fot. Florence Pernet

Jakie masz plany fotograficzne na najbliższe miesiące?

Roland Garros, a potem... jeszcze nie wiem! Moje projekty są często bardzo last minute. Jeśli wiem o czymś dwa tygodnie wcześniej, to już prawie cud!

Dziękuję za rozmowę.

Florence Pernet
Florence jest francuską fotografką sportu współpracującą z markami takimi jak Adidas, Nike czy On, a także z Komitetem Olimpijskim. W swojej pracy stawia na emocje, detal i nieoczywisty kadr - zamiast klasycznego, zatrzymanego momentu szuka tego, co dzieje się na marginesie akcji. Wypracowany przez nią styl, oparty na spójnej kolorystyce i kompozycjach bliskich estetyce filmowej, sprawia, że jej zdjęcia są rozpoznawalne niezależnie od dyscypliny.
www.flopernet.com
ig: flo_pernet
Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Fotopolis do ulubionych źródeł
Komentarze
Zobacz więcej z tagiem: fotografia sportowa
Magazyny
Zamów