Opinia Pawła Weredy o Sony HX1

Dziś prezentujemy obszerną opinię Pawła Weredy o Sony Cyber-shot HX1. Autor jest aktywnym użytkownikiem naszego forum i z niecierpliwością czekał na możliwość przetestowania i opisania swoich wrażeń. W zgłoszeniu do konkursu obiecywał porównać HX1 do modelu Sony Cyber-shot H50 i nas nie zawiódł.
Witam wszystkich!
Bardzo się cieszę, że wybór redakcji Fotopolis dał mi możliwość przyjrzenia się bliżej konstrukcji HX1 - przed taką konfrontacją skazany byłem jedynie na domysły jak parametry papierowe przekładają się na praktyczną przewagę nad H50. Dzięki temu mogę podzielić się swoimi obserwacjami z Wami - po raz pierwszy nie przez forum, a bezpośrednio z serwisu.

Krótko o sobie - nie jestem zawodowym fotografem, traktuję to jako hobby. Zazwyczaj nie ingeruję w swoje zdjęcia po wykonaniu. To chyba przyzwyczajenie z czasów, kiedy nie było aparatów cyfrowych. Każde pstryknięcie miało swój koszt, dzięki temu dużo bardziej myślało się nad doborem kadru, nie było też zbyt wielu możliwości ingerencji w zdjęcie po wykonaniu. Oczywiście naturalnie pchało to do "zapanowania nad aparatem", wyostrzało zmysł obserwacji, ale bardzo ograniczało eksperymenty i zabawę fotografią. Teraz oczywiście mamy możliwości pełnej obróbki zdjęcia także w domu, możemy wykonywać dowolne ilości zdjęć praktycznie bez kosztów, ale nikt nie dobierze za nas kadru czy tematu zdjęcia. I to jest wymiar fotografii, który na zawsze chyba pozostanie niezależny od doskonalenia technologii.

Drugie moje hobby to filmowanie - w zasadzie nie jestem nawet pewien czy więcej pstrykam czy kręcę. W związku tym szukam zawsze narzędzia, które dałoby maksymalne możliwości uchwycenia obrazu czy ruchu w sposób możliwie nieskrępowany. W którymś momencie doszedłem do wniosku, że jakość filmów rejestrowanych przez aparaty już mnie zadowala i postanowiłem uwolnić się od kamery. Naturalnym kierunkiem były tu kompakty z długim zoomem a pierwszym wyborem była Minolta Z1, którą bardzo cenię do dziś. Ponieważ ostatnie dwa modele, których użytkowałem, to już modele H9 i H50 firmy Sony, skupię się na odniesieniach Cyber-shota HX1 do H50. H9 wchodząc na rynek rozpętał burzę na forach dyskusyjnych, bo przy bardzo ciekawej funkcjonalności, sugerującej także dobrą jakość zdjęć, niestety zbyt mocno czy też wadliwie kompresował zdjęcia, co było bardzo widoczne. Jego następca - H50 - wszedł już na rynek cicho, bez rozgłosu i mało jest testów tego aparatu w sieci. Faktem jest, że nie wnosił nic przełomowego, wręcz odnosiło się wrażenie, że to H9 bez jego wad - gdyby H9 pracował tak jak H50 z pewnością wielu użytkowników H9 nie było by tak dalece niezadowolonych.

Korpus
Trzymając w reku H50 i HX1, w pierwszym momencie odnosi się wrażenie, ze to ten sam aparat. W zasadzie identyczne wymiary i waga, bliźniaczo ukształtowany korpus aparatu i proporcje. Oba aparaty mają identyczny wyświetlacz na takim samym ruchomym mocowaniu. Grip wygodny w uchwycie, ale raczej dla osób o szczupłych palcach, bo uchwyt jest głęboki, lecz wąski. Bez problemu można operować aparatem jedną ręką.

Mimo podobieństw szybko dają się zauważyć istotne różnice. Przede wszystkim w nowym modelu przeniesiono sterowanie zoomem z tylnej ścianki pod palec wskazujący, obok spustu migawki. Do tej pory byłem zwolennikiem sterowania spustu pod kciukiem, dzięki temu mogłem cały czas zmieniać kadr i jednocześnie w dowolnym momencie zrobić zdjęcie. Faktem jest, że przez umiejscowienie zoomu w H50, mocniejszy uchwyt aparatu czasem przypadkowo powodował kciukiem zmianę kadru, a teraz takiego ryzyka nie ma. Miałem już wcześniej do czynienia z takim umiejscowieniem sterowania z przodu w FZ7 Panasonica, ale tam nigdy mi to nie pasowało. W HX1 natychmiast przestawiłem się na takie rozwiązanie i to mimo dwuletnich przyzwyczajeń z H9 i H50. Po namyślę dochodzę do wniosku, że jest to efekt bardziej ergonomicznego rozwiązania - neutralna pozycja sterowania zoomu nie jest na wprost (jak w FZ7), ale przesunięta nieco w lewo, co jest bardziej naturalne w obsłudze przy takim ułożeniu dłoni.

Inna rzucająca się natychmiast w oczy zmiana to rezygnacja z obrotowej tarczy wyboru z H50, a przeniesienie sterowania przesłoną, czasu, czułości na obrotowe kółko pod kciuk (podobnie jak stosuje to Nikon). Nie miałem wcześniej doświadczeń z tymi aparatami, w sumie nie narzekałem na rozwiązanie tarczy z H50, ale błyskawicznie doceniłem tę modyfikację - zmiana parametrów jest po prostu szybsza i naturalnie prosta.

Zniknął też z obudowy przycisk uruchamiania odtwarzania slajdów (nareszcie!), a obok przycisku uruchamiania trybu przeglądania pojawił się klawisz definiowalny. Przyznam, że przez okres testów nie czułem potrzeby "wyrzucania" jakiejś funkcji z menu na korpus, ale najbardziej przydatny byłby chyba balans bieli. Z HX1 zniknął nightshot, w tym miejscu w aparacie jest przełącznik podglądu wizjera i wyświetlacza. Choć funkcjonalność podczerwieni w H9/H50, w stosunku do tego co prezentują amatorskie kamery wideo jest pozorna, osobiście żałuję, że tej funkcji nie ma w HX1. Czasem można było sobie w ten sposób rekompensować kiepskie warunki oświetleniowe, było to też źródło dość ciekawych efektów, ale pewnie ciężko było to upakować w nowej konstrukcji. Tak czy inaczej w efekcie nie ma tu funkcji która z całej gamy megazoomów na rynku wyróżniała model Sony - szkoda.

Obiektyw
Przede wszystkim HX1 na szerszy kąt widzenia i dłuższy zakres ogniskowych. Poza faktem, że możemy robić większe zbliżenia, istotne jest to, że łatwiej robić szerokie kadry w ciasnych pomieszczeniach. W H50 czasem czuło się potrzebę zastosowania konwertera szerokokątnego, tu takiej potrzeby raczej nie ma i chyba dlatego w ofercie akcesoriów dla HX1 Sony nie ma już takiego konwertera. Ważna sprawa - podgląd ujęcia zarówno dla H50 jaki HX1 wyraźnie pokazuje wyraźną dystorsję beczkowatą dla szerokiego kadru, ale tylko w H50 widać to na zdjęciach. W HX1 soft aparatu niweluje te niedoskonałości i na zdjęciu pionowe linie są już dobrze oddane. Niestety nawet obiektyw klasy G nie uchroni nas od efektu aberracji chromatycznej - być może efekt jest nieco słabszy jak w H50, ale jest obecny.




I tu dochodzimy do istotnej kwestii - dostępne akcesoria dla HX1. W H9/H50 była dodawana osłona przeciwsłoneczna, do której można było dokręcać filtry. Co prawda 74 mm wyprowadzonego gwintu wymuszało bazowanie wyłącznie na akcesoriach Sony, ale taka możliwość była. Można też było ratować się pierścieniami redukcyjnymi, aby stosować inne rozmiary filtrów. W HX1 takiej osłony na wyposażeniu nie ma. W praktyce też nie będzie jak zamocować filtru na obiektywie. Powodów sytuacji jest kilka - po pierwsze wszystkie obiektywy, H9/H50 jak i HX1 dość dobrze pracują pod światło, a przez 2 lata użytkowania poprzednich modeli nie odczułem potrzeby nakręcenia osłony. Już wtedy taka osłona wyglądała dość absurdalnie - 74 mm to duża średnica. Jeśli zauważymy, że HX1 ma szerszy kąt widzenia oraz fizycznie dalej wysuwany jest obiektyw z korpusu, mamy odpowiedź dlaczego tego typu akcesorium fima nie oferuje. Średnica gwintu musiałaby mieć sporo ponad 80 mm. Ja np. osobiście nie chciałbym z tym paradować po mieście.

Natomiast konsekwencją braku takiego elementu w zestawie jest, że nie da się stosować filtrów w tym aparacie. W HX1 jest gwintowana osłona obiektywu (prawdopodobnie 57mm - rozmiar nie jest opisany, taki rozmiar jest niestandardowy w fotografii), gdzie Sony oferuje wyłącznie telekonwerter x1.7, bo tylko on daje się zastosować w tej sytuacji. Jedynym rozwiązaniem mogłaby tu być konstrukcja typu Galileo II oferowana w Internecie dla H50 - ruchoma przejściówka na filtry poruszająca się wraz ze zmianą długości obiektywu. Pytanie tylko czy takie rozwiązanie nie byłoby to za dużym obciążeniem dla silniczka obiektywu.

Zdjęcia
Ogólnie sposób pracy aparatu w stosunku do poprzedników z serii H nie zmienił się. Zaawansowaną kontrolę nad ustawieniami aparatu mamy tylko w trybach PASM. Przy czym już w trybach PAS są ograniczenia, a pozostałe pozycje koła nastaw w dużej mierze dobierają parametry automatycznie pozwalając już na bardzo niewiele. Konsekwentnie też w HX1 nie ma możliwości dobierania poziomu kompresji.

To co interesowało mnie najbardziej w porównaniach zdjęć HX1 z H50, to sprawdzenie jak zachowuje się HX1 przy wyższych czułościach. Czy zastosowanie matrycy CMOS poprawia stosunek sygnału do szumu, jak również czy w nowym modelu zdjęcia będą charakteryzowały się lepszym oddaniem szczegółów niż w H50.

Aby spróbować wydobyć różnice pracy z wysokim ISO, wykonałem kilka zdjęć w trybie P ze zredukowaną siłą odszumiania w czułościach ISO 800 i 1600





Efekt takiego porównania nie jest piorunujący, ale widoczny: CMOS szumi zauważalnie mniej, do tego przy czułościach 1600 H50 oddaje znacznie gorzej szczegóły. Natomiast to co naprawdę uwidacznia prawdziwą siłę HX1 w takich warunkach jak na zdjęciach, to użycie trybu "z ręki o zmierzchu".



Oczywiście ktoś porównując te zdjęcia może powiedzieć - nic dziwnego, drugie zdjęcie jest wykonane z niższym ISO więc naturalne, że mamy mniej szumów. Zwróćcie uwagę, że przy trybie "zmierzch z ręki" nie należy chyba przywiązywać się do wartości ISO która jest na zdjęciu "wynikowym". W końcu powstała ze złożenia z 6 zdjęć prawdopodobnie wykonanych z wyższym ISO. Na wybór czułości w tym trybie nie mamy wpływu, ale bardzo często jest to czułość niższa niż na zdjęciach wykonywanych innymi trybami aparatu. Gdy w danych warunkach próbowałem użyć takiego ISO jako ustawienia aparatu, w efekcie próba dawała rozmazane zdjęcie.

Efekt użycia "zmierzchu ręki" jest tak wyraźny, że często widać to nawet bez powiększeń. Zdecydowanie użycie tej funkcji znacznie ułatwia wykonanie zdjęcia w warunkach gorszego oświetlenia. Wspaniale używa się tego trybu przy zdjęciach nocnych, właściwie zbędny staje się statyw, bo nawet złapanie wyraźnie odległej iglicy Pałacu Kultury nie nastręczało trudności.




Przy okazji mały konkurs dla spostrzegawczych - ile wskazówek ma zegar na PKiN w Warszawie - tyle co na zdjęciu czy mniej? Czyżby HX1 się pomylił?! Pozostawiam to wam do samodzielnego sprawdzenia!

W aparacie jest jeszcze jedna funkcja pracująca podobnie jak zmierzch z ręki, gdzie 6 szybko wykonanych ujęć składanych jest w jeden obrazek - "korekcja drgań". W praktyce nie udało mi się jednak użyć funkcji tak, by uwidoczniły się jakieś szczególne zalety tego trybu. Porównując oba aparaty zauważyłem też, że w trybach wysokiego ISO automatyka HX1 często w identycznych warunkach proponowała wyższe ISO niż H50. Jednak ze względu na lepszą pracę matrycy i dobre odszumianie w konsekwencji zdjęcia były lepsze. Ciekawostką jest, że w trybie portretu i wykrywania twarzy HX1 często wykonuje dwa zdjęcia zapisując to na którym fotografowana osoba ma otwarte oczy - odpowiada za to dodatkowa funkcja aparatu.

To natomiast co zaniepokoiło mnie w HX1 to fakt, że w trybach automatycznych, w pełnym słońcu, jeśli występowała dużo rozpiętość tonalna, to aparat często przepalał jasne fragmenty zdjęcia.




Nie podejmuję się wyrokować na ile jest to konsekwencja niedoskonałej pracy automatyki, a na ile wysokiej czułości minimalnej dla tego aparatu (ISO125). Dość łatwo zniwelować ten efekt zdejmując ekspozycję o jakieś - 0,3-0,7 EV, ale byłem zdziwiony, bo przez cały okres fotografowania H9 i H50 nigdy nie byłem zmuszony do ręcznej korekty zdjęć. Nawet zdjęcia wykonane w afrykańskim słońcu były wolne od takiej wady.

W trybie zdjęć seryjnych dla HX1 przewidziano 3 tryby pracy z prędkościami 10, 5 i 2 kl/s. Za każdym razem są to zdjęcia pełnej jakości, nie zauważyłem tutaj żadnego wzrostu kompresji w stosunku do zdjęć pojedynczych czy zależnie od trybu serii czego się trochę obawiałem. Zmiana trybów pozwala nam jedynie na objęcie serią dłuższego czasu rejestracji, od 1 do 5 sekund i za każdym razem aparat robi maksimum 10 zdjęć. To co denerwujące, to fakt, że nawet jeśli przerwiemy rejestrację np. po 3 klatkach, to aparat nie czeka na zapełnienie bufora przez kolejne zdjęcia, a przechodzi do zapisu na karcie co blokuje aparat na kilka do kilkunastu sekund




Panorama bez użycia komputera - ten tryb to zupełny unikat w aparatach. Ale aby się cieszyć naprawdę dobrymi panoramami wykonanymi HX1, trzeba złapać nieco wprawy i przestrzegać kilku zasad: unikać panoramowania bliskich obiektów, zwłaszcza architektury; wystrzegać się długich, poziomych linii w kadrze; poruszających się ludzi i samochodów, zwłaszcza tych którzy poruszają się zgodnie z kierunkiem robienia panoramy; falującej wody. Jeśli te warunki spełnicie efekt może być bliski ideału. Jeśli nie, to pozornie dobrze wyglądająca panorama szybko uwidoczni miejsca łączenia:


Polecam robienie panoramy aparatem obróconym o 90 stopni - efekt będzie znakomity!

Filmowanie
Obserwując co ciekawego pokaże następca modelu H50, doszedłem do wniosku, że jedną z rzeczy której oczekiwałbym od takiego aparatu byłaby możliwość nagrywania płynnych filmów rozdzielczości HD. Dlatego wiadomość, że HX1 nagrywa filmy 1080p z jakością 30 klatek zdecydowanie wymagała przetestowania. Od razu przyznam, że źle nastawiła mnie wiadomość, że nie jest to rozdzielczość 1920x1080 jakiej można by oczekiwać po reklamie opisującej możliwości jako FullHD, ale 1440x1080. Znaczy to, że nie jest to proporcjonalny obraz 16:9 i długość tej panoramy została w HX1 skrócona. W praktyce okazało się, że efekt skrócenia panoramy nie jest tak widoczny jak można się było obawiać. Przy odtwarzaniu filmu bezpośrednio z aparatu złączem HDMI, film jest bardzo ładnie interpolowany na cały ekran telewizora, dzięki temu nie widzimy czarnych pasów po bokach, nie ma też nieprzyjemnego wrażenia sztucznego rozciągnięcia obrazu. Z kolei przy odtwarzaniu filmu z komputera dużo zależy od sposobu współpracy karty graficznej z telewizorem, ustawień programu w komputerze więc wynik finalny jest wypadkową wielu czynników. Oczywiście trzeba sobie zapewnić dobrą współprace kodeka AVCHD i rozpoznawanie formatu MP4 w komputerze. Tak czy inaczej finalnie odbiór filmu jest bardzo dobry, jakość nagrywanych filmów z HX1 jest rewelacyjna, stereofoniczny dźwięk jest bez zarzutu, nie słychać też pracy zoomu. Zarówno H9 jaki i H50 miał częste problemy z pracą autofokusa w trybie filmu, działał on wolniej lub też mylił się. W HX1 również autofokus działa wolniej niż trybie zdjęć, ale raczej jest precyzyjniejszy.
Niestety jedna rzecz wypada tu znacznie gorzej niż w H50 - chociaż w trybie zdjęć oba aparaty zmieniają ogniskową bardzo sprawnie, zoom w trybie filmu HX1 działa bardzo powoli! Pełny przejazd od szerokiego kadru do maksymalnego zbliżenia w trakcie filmu zajmuje H50 ok. 4 sek., natomiast w HX1 musimy na to czekać aż całe 10 sek. - to naprawdę bardzo odczuwalna różnica. I nie ma tu znaczenia, że HX1 ma dłuższy zoom, bo zbliżenie x15 osiąga w ok. 9 sekund. Początkowo myślałem, że jest to konsekwencja wymuszona poprawieniem precyzji autofokusa, prawdopodobnie przyczyną jest jednak głośny napęd obiektywu w HX1. Niestety pracuje on znacznie głośniej niż w H50, zwłaszcza w pierwszej fazie x1 - x5, później do końca zakresu x20 jest znacznie ciszej. Prawdopodobnie takie spowolnienie obiektywu było jedynym sposobem na zapewnienie jego cichej pracy w trakcie nagrywania filmu. Oczywiście nie ma to znaczenia przy filmowaniu statycznych ujęć, ale jeśli ktoś zamierza filmować np. rajdy, sporty motorowe, czy - jak często bywa w moim przypadku - zawody narciarskie, będzie miał kłopot, bo ciężko będzie śledzić przejazd zawodnika na trasie, zoom za nim nie nadąży.

Na koniec jeszcze dwa słowa o zastosowanej baterii - ogniwo dłużej wytrzymuje niż te którymi było zasilane H9 czy H50, to co jednak najbardziej spodobało mi się w akumulatorze do HX1 to system STAMINA znany z kamer Sony. Na bieżąco informuje on na ile minut pracy starczy zasilania, to znacznie precyzyjniejsze niż iluzoryczne kreski wskaźnika. Do tego nawet jeśli stan pokazywał "0", udało mi się zrobić jeszcze wiele zdjęć zanim zasilanie się skończyło, z ogniwem BH1 z H50 taka sztuka się nie udawała.

Podsumowanie
Muszę przyznać, że HX1 bardzo zyskał u mnie przy bliższym poznaniu. Panorama z ręki, 10 kl/s, eliminacja szumu poprzez analizę kilku zdjęć składanych w jedno - do czasu testu parametry te same w sobie nie robiły na mnie takiego wrażenia. Albo wydawało mi się, że ich nie potrzebuję, albo też nie wierzyłem w ich sprawne działanie. Jednak w praktyce jako największą zaletę aparatu wymieniłbym właśnie "zmierzch z ręki" i 10 klatek na sekundę - powiązanie tych dwóch cech powoduje, że kompakty zbliżyły się do lustrzanek. W gorszym świetle również jesteśmy w stanie zrobić dobre zdjęcie które nie zdyskwalifikuje się szumami, a do tego dysponujemy długim zoomem i możliwością nagrywania rewelacyjnych filmów jakości HD. Niedostatki pracy automatu w słoneczne dni, które zaobserwowałem dają się łatwo skorygować, z kolei powolny zoom przy filmowaniu będzie przeszkadzać tylko w specyficznych sytuacjach.

Cena HX1 - jak to zwykle bywa przy nowościach - jest nieco wysoka. Za jednego HX1 możemy obecnie kupić prawie dwa H50. Ale do wakacji cena zapewne spadnie. Z kolei H50 za moment pewnie zniknie z rynku. Być może serii H przydałby się nieco pośredni model, coś tańszego, może nie tak zaawansowanego jak HX1, ale oferującego daleko więcej niż H20. Dzięki temu Sony oferowałoby swoim klientom wybór w rodzaju Canona: wypasiony SX1 IS (w sumie mający bardzo wiele cech wspólnych z HX1) jak również skromniejszy SX 10 IS. Kto wie, może Sony czymś jeszcze nas zaskoczy?






Zdjęcia i tekst: Paweł Wereda
słowa kluczowe:
 
Komentarze
Polecane artykuły
Polacy wśród finalistów Urban Photo Awards 2018. Zobaczcie nagrodzone zdjęcia
20 Wrz 2018
Międzynarodowy konkurs fotografii miejskiej Urban 2018 wchodzi w fazę finałową. Poznaliśmy nagrodzone cykle i nazwiska finalistów sekcji pojedynczej. Wśród nich znalazło się aż 5 Polaków.
0
Leica Oskar Barnack Award 2018 - oto zwycięskie prace
18 Wrz 2018
Poznaliśmy wyniki jednego z najbardziej prestiżowych konkursów poświęconych fotografii dokumentalnej. Tegoroczną nagrodę główną Leica Oskar Barnack Award otrzymał belgijski fotograf Max Pinckers. Natomiast wyróżnienie dla wschodzącego talentu powędrowało w ręce pochodzącej z Rosji Mary Gelman. Niestety w tym roku na podium zabrakło Polaków.
1
Fotografia przyrodnicza na luzie. Oto najlepsze zdjęcia z konkursu Comedy Wildlife Photography Awards 2018
17 Wrz 2018
Naturze nie brakuje poczucia humoru! Jeśli nie wierzycie, zobaczcie zdjęcia finalistów konkursu Comedy Wildlife Photography Awards, który od 4 lat nagradza najzabawniejsze zdjęcia przyrodnicze.
1
Eduardo Asenjo Matus: “Na zdjęciach staram się pokazać swoją rzeczywistość”
12 Wrz 2018
Przed wejściem do świata fotografii Chilijczyk Eduardo Asenjo Matus zajmował się malarstwem, ale wkrótce w jego domu zaczęło brakować już ścian do powieszenia obrazów. Dziś jako fotograf mierzy się ze swoją chorobą, starając się opowiedzieć o niej za pomocą zdjęć.
0