Sony A7S III - pierwsze wrażenia i materiały przykładowe

Na rynku pojawia się wreszcie chyba najbardziej i najdłużej wyczekiwany aparat ostatnich lat - kierowany do filmowców Sony A7S III. Czy w ciągu tego czasu inżynierom udało się dokonać rewolucji, która znów wyznaczy kierunek rozwoju filmujących aparatów innym producentom?

5

Autor: Maciej Luśtyk

28 Lipiec 2020
Artykuł na: 23-28 minut

Pokazany dziś oficjalnie Sony A7S III to aparat, który wywoływał wiele emocji jeszcze długo przed swoją premierą i zapewnie wywoła ich wiele także po niej. W końcu na kolejną, ukierunkowaną przede wszystkim na filmowanie puszkę użytkownicy musieli czekać aż 5 lat. Niestety (dla producenta) w tym czasie konkurencja nadrobiła niemal wszystkie zaległości.

Mamy świetnie wypadający tryb filmowy w najnowszych aparatach Fujifilm, bezpośredniego konkurenta linii A7S w systemie Mikro Cztery Trzecie (Lumix GH5S), pełnoklatkowego Panasonica S1H, który jako pierwszy aparat na rynku zyskał aprobatę Netflixa w zakresie preferowanych przez platformę kamer, a przed chwilą mieliśmy okazję oglądać premierę imponujących pod względem możliwości filmowych, bezlusterkowych potworów Canona. Do tego segment wideo atakowany jest nawet przez modele średnioformatowe (GFX 100), a na rynku pojawia się coraz więcej kompaktowych, profesjonalnych konstrukcji pokroju „kieszonkowych” kamer Blackmagic czy Z-Cam.

Jak w tym krajobrazie odnajduje się najnowszy Sony A7S III? Cóż, pierwszy rzut oka na specyfikację sprawia wrażenie, że jest to aparat delikatnie spóźniony (przynajmniej na tyle by z miejsca wywoływać efekt wow). W końcu wydaje się, że konkurencja wszystko to już ma, a czasem nawet i więcej. Diabeł jednak jak zawsze zawsze tkwi w szczegółach i nawet mimo braku możliwości zapisu filmów 8K RAW, nowy korpus Sony może okazać się najbardziej praktycznym pod względem filmowania aparatem na rynku. Przyjrzyjmy się zatem, co w trawie piszczy.

Na wstępie musimy jednak zaznaczyć, że aparat, z którym mieliśmy do czynienia był modelem przedprodukcyjnym z wczesną wersją firmware’u, w którym nie wszystko, łącznie z wyjściową jakością obrazu, może odpowiadać wersji rynkowej, która trafi do sprzedaży we wrześniu.

A7S III oferuje widocznie poprawioną ergonomię i kilka konstrukcyjnych niespodzianek

Pierwsze, co zauważamy po wzięciu aparatu do ręki, to nieco zmieniona budowa i poprawiona ergonomia. Otrzymujemy widocznie większy, anatomiczny grip, który sprawi, że filmowanie z ręki stanie się dużo wygodniejsze. Aktualizacji uległ także system obsługi, który niemal w całości odpowiada temu, który znamy z modelu A7R IV. Wyjątkiem jest tu jedynie duży i dobrze wyczuwalny przycisk nagrywania na górnym panelu, umieszczony w miejscu jednego z przycisków funkcyjnych, występujących w innych modelach.

Względem modelu Sony A7S II, krok naprzód w ergonomii i wygodzie obsługi jest tu ogromny i będzie zauważalny już przy pierwszym kontakcie z aparatem. Wreszcie wszystko jest na swoim miejscu, a poszczególne kontrolery są wystarczająco duże i komfortowe w obsłudze. Wygoda pracy z aparatem nie sprowadza się jednak wyłącznie do systematyki obsługi. Korpus otrzymał jeszcze innych kilka kluczowych usprawnień.

Przede wszystkim, jest to wreszcie obracany, a nie odchylany mechanizm ekranu, który bez problemu możemy odwrócić o 180 stopni, tak by skierowany był w stronę filmowanej osoby. Sam ekran jest jasny i czytelny, choć wydaje się trochę mały względem niektórych 3,2-calowych ekranów konkurencji. Ale to też pewnie wrażenie spowodowane przez zaśmiecające ekran ikony, których układu producent zupełnie nie stara się zmienić. Ekran ma jednak dla nas ważną niespodziankę, którą odkryjemy przechodząc do ustawień.

Breaking News! Po latach próśb i narzekań Sony wreszcie przeprojektowało system menu

Teraz jest ono posortowane w formie pionowych zakładek i w pełni dotykowe! Jak nowy układ sprawdza się w praktyce? Nasze uczucia są mieszane. Przedstawiciele firmy zaznaczali, że menu jeszcze nie działa jak należy i może niekiedy się zawieszać, co było zauważalne podczas obsługi dotykowej, ale nie to wydaje się tu problemem. Choć nowe rozplanowanie zakładek wydaje się dużo bardziej logiczne i wygodne, a producent postarał się pogrupować poszczególne funkcje, cały system jest tu podobnie zagmatwany jak wcześniej, z setką podzakładek i średnio czytelnie posegregowanymi pozycjami. Menu nie należy też do najpiękniejszych - do subtelności designu z niedawno opublikowanego fanowskiego wideo jeszcze daleko.

Być może jest to jednak kwestia krótkiego czasu obcowania z nowym aparatem i w boju nowe menu okaże się bardziej praktyczne od poprzedniego. Trzeba też pamiętać, że do czasu wersji produkcyjnej, sporo może jeszcze ulec poprawie. Na pewno ogromnym plusem jest możliwość pełnej obsługi dotykowej, a co za tym idzie błyskawicznego dotarcia do pożądanej zakładki, a później funkcji. To rzecz, której w aparatach Sony brakowało od lat i której korzyści są zauważalne od razu. Szkoda jedynie, że nie otrzymujemy osobnych układów menu dla trybu foto i wideo, które lepiej pozwoliłyby odnaleźć się w gąszczu funkcji.

Taką możliwość otrzymujemy natomiast w przypadku menu podręcznego Fn, którego 10 pozycji możemy dowolnie personalizować osobno dla obydwu trybów, co powinno znacznie ograniczyć konieczność udawania się na wycieczki do menu głównego.

Nowy wizjer elektroniczny deklasuje wszystko, co do tej pory widzieliśmy. Tylko kto będzie z niego w tym aparacie korzystał?

Korpus aparatu ma dla nas jeszcze jedną niespodziankę - wizjer elektroniczny o niebywałej rozdzielczości 9,44 Mp, powiększeniu 0,9 x i częstotliwości odświeżania 120 Hz, które czynią z niego obecnie najbardziej zaawansowany układ na rynku. Wizjer robi fenomenalne wrażenie i wydaje się być tak zbliżony "wrażeniowo" do wizjera optycznego, jak to tylko możliwe. Już w przypadku Sony A7R IV, który wykorzystywał układ o rozdzielczości 5,76 Mp, twierdziliśmy, że możemy zapomnieć o jakimkolwiek dyskomforcie, tutaj wkraczamy już jednak w zupełnie nowe realia.

To zdecydowanie najdoskonalszy wizjer elektroniczny jaki do tej pory powstał. Pozostaje jedynie pytanie na ile przydatny okaże się w aparacie, który 90% użytkowników będzie wykorzystywać do filmowania, używając do podglądu ekranu LCD czy tez zewnętrznego monitora. Rozumiemy jednak, że jest to zapowiedź zmian, które uświadczymy także w kolejnych generacjach pozostałych bezlusterkowców z linii A7.

Pełnowymiarowe HDMI z możliwością eksportu materiałów RAW, UBS-C z opcją stałego zasilania i nowe superszybkie karty CFexpress typu A

Ciekawie prezentuje się także kwestia portów, a przede wszystkim slotów na karty pamięci. Aparat wreszcie wyposażony został w pełnowymiarowe złącze HDMI 2.1, które sprawi, że praca z rekorderami i monitorami będzie wygodniejsza, a połączenie bardziej pewne. Dodatkowo pozwoli ono na wypuszczenie 16-bitowego materiału 4K 60 kl./s RAW na rejestratory Atomos Ninja (stosowna aktualizacja firmware'u pojawić ma się jeszcze w tym roku), co na pewno nie ujdzie uwadze osób, pragnących wykorzystać zarejestrowany aparatem materiał w profesjonalnych produkcjach.

Oprócz tego, otrzymujemy złącze USB-C, które pozwoli nie tylko szybko ładować baterię, ale także oferuje możliwość stałego zasilania z zewnętrznego akumulatora lub sieci, co w przypadku pracy filmowej na pewno okaże się zbawienne.

Rewolucyjne dla niektórych może natomiast okazać się zastosowanie dwufunkcyjnych wejść na karty, które mogą obsługiwać karty SD UHS-II, lub też zaprezentowane dziś po raz pierwszy nośniki CFexpress typu A, które są jednocześnie mniejsze i dużo szybsze od kart SD. Mówimy tu o prędkościach odczytu i zapisu rzędu 800 i 700 MB/s i dużych pojemnościach - karty oferowane będą w wariantach o pojemności 80 lub 160 GB, w cenach odpowiednio 230 i 440 euro. Nie będzie to więc tania zabawa, ale na pewno ułatwi ona życie osobom, dla których praca z materiałami wideo w dużych rozdzielczościach to chleb powszedni.

Co jednak ważne, posiadanie kart CFexpress typu A nie będzie konieczne, by wykorzystywać pełny potencjał kamery (z małym wyjątkiem). We wszystkich rozdzielczościach i ustawieniach, oprócz 10-bitowego zapisu 4:2:2 slow-motion w rozdzielczości 4K i kompresją All-i, wystarczy nam karta SDXC klasy V90. Nie zostajemy więc skazani na korzystanie z kosztownych kart, których produkcją zajmuje się obecnie tylko Sony.

Oprócz tego, według producenta, magnezowy korpus otrzymał doskonalsze uszczelnienia, które lepiej niż wcześniej mają zabezpieczać go przed kurzem i zachlapaniami. Niestety nie otrzymujemy tu żadnej gwarancji którejś ze standardowo używanych klas odporności, toteż póki co musimy wierzyć producentowi na słowo.

Król ciemności powraca i nie bierze jeńców także w zakresie wydajności

To tyle jeśli chodzi o konstrukcję, najważniejsze zmiany zaszły jednak we wnętrzu konstrukcji. Choć sercem konstrukcji nadal pozostaje 12-megapikselowa pełnorklatkowa matryca Exmor R, ma być ona dużo bardziej zaawansowana od układu stosowanego w modelu A7S II. Przede wszystkim jest to teraz matryca w technologii BSI, która zapewnić ma jednocześnie lepszą jakość obrazu i 2-krotnie krótszy czas próbkowania, a tym samym znacznie mniejszy, lub nawet niewidoczny efekt rolling shutter. Jest to także zasługą nowego procesora Bionz XR, który oferować ma do 8 razy większą wydajność niż wcześniejsze układy.

W praktyce otrzymujemy zakres czułości ISO 80 - 102,400 (rozszerzane do ISO 40-409,600), ponad 15-stopniowy zakres dynamiczny dla filmów (przy wykorzystaniu płaskich profili S-Log) i bezprecedensowe osiągi podczas pracy w słabym świetle. Do jakiej wartości możemy mówić o używalnych czułościach? Zobaczcie sami.

1/8 s, f/1.4, ISO 800, ogniskowa: 85 mm

1/100 s, f/1.4, ISO 6400, ogniskowa: 85 mm

1/125 s, f/1.4, ISO 12800, ogniskowa: 85 mm

1/400 s, f/1.4, ISO 25600, ogniskowa: 85 mm

1/1250 s, f/1.4, ISO 102 400, ogniskowa: 85

1/2000s, f/1.4, ISO 204 800, ogniskowa: 85

1/8000s, f/1.4, ISO 409 600, ogniskowa: 85 mm

Zastosowanie nowego procesora pozytywnie odbiło się także na wydajności aparatu. System wykrywania oka Real Time Eye AF działać ma teraz o 30% szybciej niż we wcześniejszych konstrukcjach producenta, a system dotykowego śledzącego systemu AF dużo lepiej radzić ma sobie z blokowaniem ostrości na danym obiekcie. Prawdopodobnie jest to także zasługa nowego, pokrywającego 92% kadru systemu AF, opartego o 759 punktów detekcji fazy i 425 punktów detekcji kontrastu. W praktyce system AF robi doskonałe wrażenie i wydaje się bardzo dobrze śledzić nawet w warunkach szczątkowego oświetlenia. Sam producent deklaruje zresztą skuteczność rzędu -6 EV, mierzoną z obiektywem o jasności f/2.0, co powinno dać nam rzeczywistą skuteczność większą od systemu EOS-ów R5 i R6, które zrobiły na nas ostatnio świetne wrażenie, a których wydajność (także -6 EV) liczona jest dla obiektywów f/1.2.

Poprawę wydajności widzimy także w zakresie trybu seryjnego. Połączenie superwydajnego procesora i niewielkiej rozdzielczości matrycy sprawiło, że aparatem możemy wykonać nawet 1000 nieskompresowanych RAW-ów w serii o prędkości 10 kl./s, z pełnym wsparciem AF (w przypadku kart CFexpress typu A). Nie jest to więc najszybszy tryb seryjny jaki widzieliśmy, ale dla większości zastosowań powinien okazać się w zupełności wystarczający, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę pojemność bufora.

Warto też nadmienić, że nowy A7S III to kolejny po ostatnich produkcjach Canona aparat, który oferuje możliwość zapisu plików w 10-bitowym formacie HEIF, który zapewni nam wiekszą dynamikę od plików JPEG i z czasem zapewne na dobre wyprze ten format. Niestety, póki co, pliki HEIF z przedprodukcyjnego modelu aparatu były niemożliwe do otwarcia, także trudno nam się na ich temat wypowiedzieć.

Usprawnieniu wreszcie uległa także sama stabilizacja sensora, która teraz wspierana będzie także systemem stabilizacji cyfrowej w celu zapewniania rezultatów zbliżonych do gimbala w przypadku bardziej dynamicznych ujęć (tryb Active). W tym wypadku będziemy mieć zapewno do czynienia z lekkim cropem, ale póki co nie otrzymaliśmy dokładnych danych na ten temat.

Poprawie uległ także czas pracy na baterii. Choć aparat wykorzystuje takie samie jak wcześniej akumulatory NP-FZ100, optymalizacja poboru mocy jest o ponad 60% lepsza niż w przypadku modelu A7S II. I tak na jednym ładowaniu nagramy około 95 minut materiału filmowego (60 min w modelu A7S II), lub też wykonamy około 600 zdjęć (370 w przypadku A7S II). Podczas względnie krótkiego obcowania z aparatem trudno było nam to rzetelnie sprawdzić, ale na pewno akumulator nie jest drenowany równie szybko co w poprzedniej generacji aparatu. W czasie godzinnej pracy z aparatem, gdy na przemian filmowaliśmy, wykonywaliśmy zdjęcia, uruchamialiśmy podgląd i zagłębialiśmy się w menu, poziom naładowania akumulatora spadł o około 20%. To zupełnie dobry wynik.

Sony A7S III nie nagrywa w 8K. Zamiast tego wyciska ostatnie soki z rozdzielczości 4K, co w ostatecznym rozrachunku okaże się zapewne bardziej praktyczne

No dobrze, ale przejdźmy wreszcie do sedna czyli do możliwości filmowych nowego korpusu. Choć może się wydawać, że nowy A7S III nie oferuje nic ponad to, co w ostatnim czasie pokazała konkurencja (filmy zapiszemy w maksymalnej rozdzielczości 4K z prędkością 120/100 kl./s), Sony ma kilka asów w rękawie.

Przede wszystkim, w każdym z trybów nagrywania obraz będzie próbkowany z całej powierzchni sensora, bez pomijania linii pikseli, co zapewnić ma najwyższą możliwą wyjściową jakość obrazu, a dodatkowo w każdej opcji zapisu, także w kompresji Long GOP będziemy mogli materiały zapisywać wewnętrznie, z 10-bitowym próbkowaniem 4:2:2. Jeżeli zaś chodzi o przepływność, wszystko zależy od kompresji. W przypadku standardu All-i, materiały 4K osiągać będą zawrotne bitrate'y rzędu 500-600 Mb/s, ale już zejście do kompresji Long GOP da nam bardziej przyjazne, choć nadal wysokie wartości na poziomie 200-280 Mb/s. O tym jak wyglądają materiały nagrywane nowym korpusem możecie dowiedzieć się z poniższego filmu.

Co ważne, jak już wspomnieliśmy, w każdym z trybów rejestracji zapis będzie możliwy na zwykłych kartach SD (klasa V60/V90). Wyjątkiem jest zapis slow motion S&Q 4K 100/120 kl./s z kompresją All-i, gdzie materiał spowalniany jest bezpośrednio w aparacie, ale nawet zwolnione tempo nie będzie problemem dla kart SD, na których możemy nagrać standardowe klipy 4K z prędkością 100 kl./s i dopiero później spowolnić je na etapie postprodukcji, co oznacza także normalną rejestrację dźwięku. Dla porównania, konkurencyjny Canon EOS R5 zapis 4K 100 kl./s oferuje tylko w specjalnym trybie slow motion, w którym dźwięk nie jest nagrywany, a wyjściowy materiał automatycznie, 4-krotnie spowolniany jest do wyjściowego klatkażu 25/30 kl./s. Jednym minusem w przypadku Sony będzie 10-procentowy crop nakładany przy zapisie 100/120 kl./s, ale w przypadku szerokokątnych szkieł nie powinno być to problemem.

Do tego otrzymujemy poprawiony płaski profil obrazu S-Log3, który korespondować ma z tym w profesjonalnych kamerach filmowych Sony, a także możliwość zapisu filmów HLG, o rozszerzonej dynamice. Otrzymujemy także szereg nowych profili kolorystycznych, które pozwolą nadać materiałom charakter już podczas rejestracji, możliwość zapisu filmów w bardziej przyjaznym dla kart pamięci i dysków kodeku H.265 (HEVC) a także usprawniony system pasywnego chłodzenia, który według danych producenta umożliwić ma godzinę rejestracji materiałów 4K 60 kl./s, zanim wystąpią jakiekolwiek ewentualne problemy z przegrzewaniem się matrycy.

Na koniec warto wspomnieć o nowym interfejsie audio XLR-K3M, który pozwoli na 4-kanałową rejestrację dźwięku w 24 bitach. W przypadku mniej wymagających produkcji, producent ma dla nas z kolei mikrofon kierunkowy ECM-B1M, zaprojektowany specjalnie do współpracy z nowym aparatem.

Wszystko to powinno czynić nowy aparat Sony bardziej praktycznym i użytecznym narzędziem do filmowania od większości konkurencyjnych modeli. Czy potwierdzą to testy w praktyce? Przekonamy się już niebawem.

Pierwsze wnioski

Choć premierę modelu Sony A7S III przyćmiły nieco niedawne prezentacje Canona, a także możliwości aparatów konkurencji, która stara się nadrabiać filmowe zaległości tak szybko, jak to tylko możliwe, wiele wskazuje na to, że to właśnie najnowszy korpus Sony stanie się standardem pracy doświadczonych filmowców i będzie równie chętnie wykorzystywany jak przed laty model A7S II.

Praktycznie z całą konkurencją nowy korpus wygrywa pod względem możliwości pracy w słabym oświetleniu, a także dostępnymi możliwościami zapisu. Oferuje wyjątkowo sprawny i czuły system AF, udoskonalony system stabilizacji a także najlepiej z całej filmowej stawki zoptymalizowany pobór mocy (przynajmniej wg oficjalnych deklaracji) oraz możliwość bezpośredniego zasilania przez USB-C. Dla wymagających przygotowano też możliwość wypuszczenia materiału 4K 60 kl./s RAW na zewnętrzne rekordery, co z pewnością okaże się bardziej praktyczne niż wewnętrzny zapis 8K RAW oferowany przez Canona.

Wszystko to okraszone bardzo dobrą ergonomią, która znacznie wyewoluowała względem poprzedniej generacji korpusu i sprawia, że z aparatu korzysta się zwyczajnie dużo wygodniej. Jeśli mielibyśmy się do czegoś przyczepić, wskazalibyśmy na nowy układ menu, który choć lepiej rozplanowany, nie wydaje się wnosić widocznej rewolucji względem poprzednika, ale być może jest to spowodowane wczesną wersją firmware’u. Nieco dziwi też implementacja wizjera elektronicznego o tak ogromnej rozdzielczości w aparacie, w którym korzystać będzie z niego garstka osób, a bez którego dałoby się pewnie jeszcze lepiej zoptymalizować pobór mocy. Biorąc pod uwagę jego wygodę, trudno jednak uznać to za minus.

Podsumowując, Sony A7S III zapowiada się na wyjątkowo solidny aparat, który choć na pierwszy rzut oka może nie powalać na kolana ogólną specyfikacją, to został tak pomyślany, by użytkownik był w stanie z tej specyfikacji wyciągnąć maksimum możliwości. Szkoda jedynie, że nie pojawił się wcześniej, bo być może oszczędziłby on niektórym wydatków na konkurencyjne, wymagające do pogodzenia się z pewnymi kompromisami filmujące aparaty. Zanim jednak sprzedamy dotychczasowy sprzęt i zainwestujemy w nowy korpus Sony, należy zadać sobie pytanie czy nasz komputer będzie w stanie uciągnąć bitrate'y rzędu 500-600 Mb/s, towarzyszące zapisowi 4K w najwyższej jakości. Może się bowiem okazać, że nowe body to dopiero początek wydatków.

A cena? Na europejskim rynku aparat został wyceniony na 4200 euro, co daje nam cenę rzędu 18,5 tys. złotych. Czy w Polsce zapłacimy więcej? Tego na ten moment jeszcze nie wiemy, ale nawet jeśli cena miałaby oscylować w granicach 20-22 tys. złotych, można spodziewać się, że korpus będzie cieszył się większą popularnością niż np. EOS R5. Z drugiej strony wiele filmujących aparatów o zbliżonych możliwościach, a nawet kamer, możemy dziś kupić już sporo taniej, dlatego A7S III pozostanie raczej wyłącznie „zabawką” dla najbardziej wymagających. Ci jednak będą dobrze wiedzieć, na co wydają wspomnianą kwotę.

[AKTUALIZACJA] - Na polskim rynku body zadebiutuje w cenie 19 499 zł.

Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska

Autor: Maciej Luśtyk

Redaktor prowadzący serwisu Fotopolis.pl. Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Słowa kluczowe:
Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Leica M10-R - zdjęcia przykładowe
Leica M10-R - zdjęcia przykładowe
Znana konstrukcja i nowa 40-megapikselowa matryca. Zobaczcie jak najnowsze cacko Leiki sprawdza się w praktyce.
12
3
Sony A7S III - pierwsze spojrzenie [WIDEO]
Sony A7S III - pierwsze spojrzenie [WIDEO]
Wszystko, co musisz wiedzieć o nowym korpusie Sony A7S III w pigułce.
10
0
Canon EOS R5 i R6 - pierwsze wrażenia
Canon EOS R5 i R6 - pierwsze wrażenia
Pod względem specyfikacji nowe korpusy Canona prezentują się jako najbardziej kompletne bezlusterkowce, które mają szansę zmienić układ sił na rynku. Czy jednak praca...
30
23
Powiązane artykuły