Hobolite - testujemy nowe uniwersalne lampy LED

Hobolite to nowa, plasująca się w segmencie premium marka oświetleniowa, która za cel stawia sobie wszechstronność zastosowań. Możliwości nowych lamp przetestowaliśmy w zastosowaniach fotograficznych.

Autor: Maciej Luśtyk

31 Marzec 2023
Artykuł na: 29-37 minut

W połowie marca na rynku europejskim zadebiutowała marka Hobolite, która chce zaproponować wysokiej jakości rozwiązania w szybko rozwijającym się w ostatnim czasie segmencie LED-owych lamp COB - nowoczesnej alternatywie dla halogenowych lamp światła ciągłego. Zanim jednak zajmiemy się poszczególnymi modelami z oferty, warto napisać dwa słowa o samej marce.

Hobolite to marka-córka firmy AEC Lighting Solutions - działającego od 2000 roku chińskiego producenta lamp roboczych, który za cel stawia sobie jakość wykonania. W ostatnich latach firma dokonała ekspansji na rynki rozwiązań do sterylizacji, a teraz postanowiła wykorzystać swoją wiedzę do stworzenia oświetlenia dla twórców kreatywnych.

Mamy więc do czynienia z kolejną na rynku fotograficznym chińską marką chcącą wejść w segment premium. Choć dla nieco starszych, pamiętających lata 90. użytkowników takie określenie może wydawać się oksymoronem, w ostatnich latach otrzymaliśmy przynajmniej kilka dowodów na to, że produkty z Kraju Środka są w stanie przebić zachodnie rozwiązania zarówno pod względem funkcjonalności, jak i jakości. Wystarczy wymienić tu choćby rozwiązania marek DJI, Sirui czy chyba najbardziej zbliżonej do Hobolite pod względem grupy docelowej firmy Leofoto.

Czy Hobolite okaże się tak samo pozytywnym zaskoczeniem jak wspomniany powyżej producent statywów, którego sprzęt mieliśmy okazję sprawdzić w zeszłym roku? Z jednej strony można oczekiwać, że pozycję w segmencie premium powinno budować się latami, z drugiej twórcy marki Hobolite jasno wskazują, że ich rozwiązania czerpią pełnymi garściami z know-how wypracowanego przez ponad 2 dekady działalności AEC i są gotowe godnie rywalizować z najlepszymi produktami na rynku. Jak jest w rzeczywistości?

Początkowo miałem zamiar sprawdzić jedynie możliwości 100-watowego modelu Hobolite Avant, który wydał mi się najbardziej wyważonym i praktycznym wyborem z katalogu producenta w zakresie codziennych realizacji foto-wideo średniego szczebla. Dystrybutor przysłał nam jednak wszystkie trzy modele z oferty i w sumie dobrze się stało, bo dopiero możliwość porównania całej palety produktów daje nam dobry wgląd w niuanse techniczne i konstrukcyjne lamp.

Na dzień dzisiejszy Hobolite ma nam do zaoferowania 3 lampy różniące się rozmiarami i możliwościami: 20-watowy, kompaktowy model Mini, 100-watowy model Avant i 300-watowy model Pro. Wszystkie one wyposażone są w tak samo zaawansowane diody LED (współczynniki CRI i TLCI na poziomie 96) o identycznym zakresie temperatur barwowych (2700-6500 K), są zbudowane z takich samych materiałów (aluminium klasy lotniczej) i wykorzystują bardzo podobne zestawy akcesoriów, co zapewni nam zarówno spójny charakter oświetlenia, jak i ujednolicony sposób pracy w przypadku korzystania z kilku z nich. Modele Hobolite Mini, Avant i Pro znacznie różnią się jednak mocą, możliwościami zasilania czy gabarytami, przez co sprawdzą się w odmiennych zastosowaniach.

Już na pierwszy rzut oka widać, że producent robi dużo żeby zasłużyć sobie na miano marki premium. Wszystkie lampy i akcesoria otrzymujemy w eleganckich, szarych, wytrzymałych materiałowych futerałach ze „skórzanymi” wstawkami (syntetyczna imitacja skóry). Materiał wygląda elegancko i solidnie, ale z doświadczenia wiem, że nie był to akurat najlepszy wybór.

Dokładnie tym samym (lub bardzo podobnym) materiałem pokryte jest etui ładujące moich słuchawek Sennheiser Momentum True Wireless. Po 3 latach użytkowania, gdzie etui większość czasu spędzało dosyć bezpiecznie w kieszenie kurtki czy spodni, lub ładując się na półce w sypialni, materiał jest cały poplamiony, m.in. naturalnym sebum z naszych palców. Podejrzewam, że w przypadku futerałów, które będą często przewożone w bagażniku samochodu czy stawiane na ziemi, materiał ten przestanie prezentować się atrakcyjnie dużo szybciej.

Diametralnie lepsze wrażenie robi na szczęście jakość wykonania samych lamp i akcesoriów. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku statywów Leofoto, tak i tutaj zaraz po otwarciu pudełka widzimy, że mamy do czynienia z produktem wysokiej klasy. Srebrne matowione aluminium sprawia wrażenie bardzo wytrzymałego i jest podstawą konstrukcji nie tylko samych lamp, ale i większości akcesoriów wchodzących w skład zestawu. Metalowe clampy z mocowaniem V-lock to prawdopodobnie najlepiej wykonane akcesoria tego typu, jakie do tej pory widzieliśmy. Warto też dodać, że wszystkie elementy mechaniczne akcesoriów poruszają się z dużą precyzją i świetnie dopasowanym oporem.

W tym miejscu pora na dygresję. Otóż należy pamiętać, że choć lampy Hobolite możemy kupić osobno, ich prawdziwą siłą są właśnie dedykowane zestawy akcesoriów, które ze zwykłych głowic LED zamieniają je w bardzo wszechstronne narzędzia i które są w zasadzie niezbędne do skutecznego z nich korzystania (no bo po co komu sama głowica, gdy w paczce nie będzie nawet zasilacza). Niestety oznacza to też, że podstawowy zestaw do efektywnej pracy okaże się sporo droższy niż wynikałoby to z ceny samych lamp, które i tak nie należą do niskich. W końcu konkurencyjne modele o zbliżonych możliwościach z podstawowym zestawem akcesoriów możemy kupić dziś nawet 2 razy taniej.

Podstawowy zestaw modyfikatorów modeli Mini i Avant. W zestawie modelu Pro nie uświadczymy kolorowych filtrów.

Same zestawy akcesoriów robią jednak bardzo dobre wrażenie. Standardowo, lampy mają nam do zaoferowania: soczewkę skupiającą, wrota z możliwością wygodnego wpięcia nakładki dyfuzyjnej, grida (nakładka honeycomb) i filtrów kolorystycznych (tylko modele Mini i Avant) oraz zasilacz sieciowy. W bardziej rozbudowanych setach z linii Creator otrzymujemy też softboxy (dostępne także do kupienia osobno). Te ostatnie, w przypadku modeli Avant i Pro, z bardzo wygodnym mechanizmem rozkładania na pojedynczy klik. Nie ma więc mowy o uciążliwym i czasochłonnym wpinaniu pojedynczych tyczek - wystarczy jedynie naciągnąć znajdującą się w środku dyfuzora obręcz z tyczkami na trzpień z blokadą. (W modelu Mini softbox ma formę rozkładającej się teleskopowo silikonowej nakładki z dyfuzyjnym plexi)

Tak wyposażone, lampy Hobolite mogą być w teorii wykorzystywane w naprawdę wielu scenariuszach oświetleniowych, zarówno przy doświetlaniu planów wideo, jak i podczas sesji fotograficznych, pretendując do miana jednych z najbardziej uniwersalnych lamp na rynku. Czy jednak ich moc i wydajność rzeczywiście na to pozwalają? O tym mogliśmy przekonać się podczas sesji zdjęciowej w warszawskim studiu Chmury.

Hobolite Mini - uniwersalne światło na małe potrzeby

Najmniejsza z lamp, Hobolite Mini, to ciekawy pomysł na zamknięcie możliwości lamp studyjnych w miniaturowym zestawie, który bez problemu wrzucimy do plecaka. W zestawie, oprócz wspomnianych wyżej modyfikatorów, mamy też uchwyt ułatwiający operowanie lampą w ręce, adapter na statywy oświetleniowe oraz mocowanie do stopki aparatu (gdyby ktoś miał kaprys użycia lampy w zastępstwie mocowanych na aparat płaskich paneli oświetleniowych).

To  bardzo zgrabny i praktyczny zestaw, ale jeśli nastawiacie się na bardziej wymagające realizacje, jak choćby sesje portretowe, swoje kroki zdecydowanie powinniście kierować w stronę modeli Avant i Pro. Hobolite Mini jest co prawda naprawdę zgrabna i bardzo mała, ale jeśli nie fotografujecie w kontrolowanych warunkach, oferowana moc 20 W może być zwyczajnie zbyt mała, by uczynić z niej światło kluczowe.

Specyfikacja podaje co prawda, że lampa oferuje imponujące natężenie światła 7,199 lux w odległości 1 m, ale to jedynie w przypadku, gdy ustawimy wbudowaną soczewkę skupiającą tak, aby lampa emitowała snop światła o kącie 15°. Dodatkowo należy pamiętać, że wykorzystanie każdego z modyfikatorów obniża efektywną moc lampy także wartość podaną w specyfikacji powinniśmy traktować z dystansem.

1/100 s, f/4, ISO 1250. Lampa Hobolite Mini, 100% mocy. Jak widać, lampę Mini wykorzystamy również w sesjach portretowych, ale raczej tylko w kontrolowanych warunkach (lub po zmroku) i z koniecznością wchodzenia na wyższe czułości.

Hobolite Mini może być więc ciekawą propozycją do oświetlania sesji produktowych, lub kulinarnych, opcją na oświetlenie małego studia do vlogowania czy też ciekawym światłem kontrowym. Może przydać się też jako światło wypełniające na obejmujących stosunkowo niewielką przestrzeń ujęciach wideo, ale gdy dana scena wymaga ustawienia światła nieco dalej od obiektu, jej możliwości mogą okazać się niewystarczające. W określonych sytuacjach, ze względu na swoje wymiary, Hobolite Mini może być też praktycznym światłem efektowym, ale raczej nie powinniśmy zakładać, że na bazie wyłącznie tego modelu będziemy w stanie zbudować praktyczny i wszechstronny zestaw oświetleniowy.

Z tego też powodu, lampy Mini użyłem głównie do doświetlenia niektórych zdjęć produktowych w tym artykule. To, co pozytywnie zaskakuje, to zdecydowanie jej niska waga i kompaktowe gabaryty, dzięki którym dobrze sprawdza się jako źródło światła, które możemy trzymać w ręce. Dzięki prostej obsłudze bazującej na dwóch pokrętłach jest też wygodna i szybka w użyciu, a co szczególnie spodoba się osobom szukającym niewielkiego, przenośnego źródła światła to fakt, że oferuje wbudowany akumulator, który możemy ładować przez USB-C, choćby z powerbanku.

Hobolite Avant - uniwersalne światło o wielu zastosowaniach

Prawdziwa fotograficzna zabawa zaczyna się wraz ze 100-watową lampą Hobolite Avant, która to już przy standardowych ustawieniach zaoferuje nam natężenie światła na poziomie 7969 lux w odległości 1 m. To już wystarczająca jasność, by skutecznie zbalansować oświetlenie w przypadku większości węższych ujęć wideo i wygodnie doświetlać filmowane osoby, np. podczas  rejestracji wywiadów, także w przypadku wnętrz, do których wpada nieco światła dziennego. Czy jednak wystarczy to, by za jej pomocą kreować oświetlenie w fotografii, gdzie pracujemy na krótszych czasach migawki i gdzie często chcemy, by źródło światła przeważało nad oświetleniem dziennym?

Wykonując poniższe portrety chciałem skupić oświetlenie na głowie i torsie modela oraz „wygasić” tło oświetlane przez światło dzienne wpadające przez okno częściowo przysłonięte zasłonami. Jak widać, zamierzony efekt uzyskałem, ale nie bez konieczności chodzenia na kompromisy. Aby było to możliwe w przypadku korzystania z softboxa z założonym gridem, lampę musiałem ustawić na maksymalną moc i przysunąć na odległość około 30 cm od głowy modela - na tyle blisko, że przy niektórych ujęciach wykonywanych obiektywem 50 mm część softboxa wchodziła w kadr.

1/160 s, f/2.2, ISO 200, Lampa Hobolite Avant z softboxem i gridem, ustawiona na 100% mocy.

 

1/160 s, f/2.2, ISO 200, Lampa Hobolite Avant z softboxem i gridem, ustawiona na 100% mocy.

Oczywiście w przypadku korzystania z lampy bez dyfuzorów czy też przy użyciu samej nakładki grid, swoboda fotografowania z lampą Avant będzie dużo większa, ale jeśli lubimy miękkie światło studyjne, jej możliwości ograniczą nas głównie do tradycyjnej fotografii portretowej (oraz do korzystania z szeroko otwartej przysłony). Na skutecznie oświetlenie w ten sposób większej części sylwetki raczej nie ma co liczyć, choćby ze względu na stosunkowo niewielki rozmiar softboxa oraz fakt, że standardowa soczewka skupiająca emituje światło pod kątem raptem 45°. A na pewno nie powinniśmy liczyć, że podobne efekty uda nam się uzyskać podczas fotografowania w plenerze, z większym natężeniem światła dziennego. Choć Avant pozwala na zasilanie z baterii V-Lock/D-Tap jest to zdecydowanie lampa do użytkowania wewnątrz pomieszczeń (wyjątkiem będzie oczywiście fotografowanie nocą czy o zmroku).

Opisując lampę Avant warto wspomnieć także o kilku niuansach jej konstrukcji. Lampa ta także jest imponująco kompaktowa, ale swoje gabaryty przypłaca koniecznością korzystania z zewnętrznego zasilacza, lub baterii V-Mount. Co prawda w zestawie otrzymujemy świetny, opisywany wcześniej clamp z mocowaniem V-Lock, który możemy zamocować na statywie i do którego możemy podpiąć wspomniane akcesoria, ale jednocześnie wydłuża to proces rozstawiania i pakowania lampy, a przy okazji zwiększa liczbę elementów możliwych do zgubienia (lub zapomnienia). Biorąc pod uwagę, że większość zastosowań Avanta i tak obraca się wokół mocowania lampy na statywie, wolelibyśmy by lampa była nawet większa i cięższa, ale żeby oferowała zbudowany zasilacz lub też możliwość bezpośredniego wpięcia baterii V-Mount, jak ma to miejsce np. w lampach Rotolight.

Zasilacz sieciowy, wchodzący w skład zestawów AC Kit i AC/DC Kit

Firmowa bateria V-Mount Hobolite. Oferuje złącze D-Tap i pozwala na ładowanie przez USB-C.

W pracy z lampami w oczy rzuciło nam się także mało praktyczne dostosowanie ruchu pokręteł sterujących. Choć obydwa prezentują się bardzo elegancko, oferują wygodny chwyt i przyjemnie wyczuwalny skok podczas ich obracania, to zwyczajnie trzeba nimi strasznie długo kręcić, by dotrzeć do pożądanej mocy czy temperatury barwowej. Co prawda każdorazowe wciśnięcie pokrętła pozwala na szybkie zwiększenie mocy o 25%, ale nie powinno być tak, że w przypadku płynnej kontroli musimy wykonać kilkanaście obrotów by przejść przez cały zakres mocy czy temperatur barwowych (problem ten dotyczy wszystkich modeli lamp Hobolite).

Na filmie lampa Hobolite Mini. Problem ze zbyt małą czułością pokręteł występuje jednak także w modelu Avant i Pro (choć w tym ostatnim w najmniejszym stopniu)

To jednak rzecz, którą z pewnością producent poprawi przy aktualizacji firmware’u (uaktualnień możemy dokonywać za pośrednictwem aplikacji mobilnej), a sama aktualizacja powinna pojawić się dosyć szybko, bo to nie jedyny software’owy mankament nowych lamp. Podczas przełączania się pomiędzy funkcjami lamp natrafiliśmy chociażby kilkukrotnie na sytuację, w której na ekranie wyświetlały się jednocześnie nałożone na siebie dwie plansze menu.

Wracając do samej lampy, warto mieć też na uwadze to, że choć wygląda ona jakby oferowała mocowanie Bowensa, jest to mocowanie dużo mniejsze (autorskie mocowanie Hobolite), do którego, aby korzystać z modyfikatorów Bowens trzeba będzie dokupić opcjonalny adapter w cenie 45 euro.

Mimo tych kilku minusów, Hobolite Avant to jak najbardziej lampa godna polecenia, zwłaszcza jeśli szukamy głowicy, która sprawdzi się przede wszystkim w pracy wideo, a przy okazji pozwoli realizować niewielkie sesje fotograficzne. Jest to lampa kompaktowa, charakteryzując się wysokiej jakości wykonaniem, a dodatkowo oferuje dobrze zoptymalizowany pobór mocy - po około 2-godzinnej sesji na pełnej mocy, wskaźnik naładowania akumulatora V-lock wskazywał jeszcze 25%. Jeśli tylko nie przerażają nas cena i koszt dodatkowych akcesoriów, Hobolite Avant będzie ciekawą alternatywą dla innych rozwiązań tego segmentu.

Zwłaszcza, że jak do tej pory bardzo niewiele modeli jest w stanie zaoferować nam taką moc i regulowaną temperaturę barwową przy takich gabarytach. Warto też zwrócić uwagę na naprawdę cichy system chłodzenia, który nie powinien dawać się zbytnio we znaki w przypadku realizacji ujęć z wykorzystaniem mikrofonu pojemnościowego, a w razie czego wentylator możemy też zupełnie dezaktywować w menu lampy. Wisienką na torcie będzie też tryb zaprogramowanych efektów specjalnych, które pozwolą imitować np. światło ognia, błyskawicy, czy telewizora.

Hobolite Pro - LED większego kalibru

Najwięcej z całej trójki lamp ma nam do zaoferowania model Hobolite Pro. Przy mocy 300 W to już poważna głowica, której dość swobodnie możemy używać w większości zastosowań, jakie przyjdą nam do głowy i której możliwościom dorównują obecnie jedynie profesjonalne głowice wideo takich marek, jak Aputure. Jest to już jednak model dosyć duży i ciężki (3,7 kg), co przy wadze całego zestawu z akcesoriami dosyć mocno ogranicza naszą mobilność.

Do jego zasilania, tak jak w modelu Avant służy osobny, ale sporo cięższy zasilacz zewnętrzny (około 3 kg), a w przypadku pracy „na lokacji” należy do tego doliczyć jeszcze wagę dwóch baterii V-Mount o wadze ok. 0,8 kg każda. Jednym słowem raczej nie będzie to lampa, którą zabierzemy na bardziej odległe lokacje, a zwłaszcza jeśli chcielibyśmy wziąć więcej niż jedną głowicę.

Zasilacz sieciowy i bateryjny modelu Hobolite Pro

Zasilacz sieciowy i bateryjny modelu Hobolite Pro z podłączonymi akumulatorami V-Mount

Na szczęście minus jakim jest konieczność noszenia i mocowania zewnętrznego zasilacza producent wynagradza nam ciekawym, magnetycznym panelem kontrolnym, który możemy zamocować zarówno na lampie, jak i na zasilaczu, co ułatwi regulacje parametrów, gdy głowica umieszczona jest wysoko na statywie. To bardzo wygodne rozwiązanie, szkoda tylko jedynie, że ekran LCD nie jest zbyt jasny i w przypadku pracy plenerowej, lub w jasno oświetlonych pomieszczeniach trzeba się czasem przypatrzeć, co pokazuje.

Tak czy inaczej, na rynku obecnie mamy bardzo niewiele lamp o podobnej mocy, które oferowałyby możliwość regulacji temperatury barwowej, mocowanie Bowensa (w tym modelu otrzymujemy już w standardzie bagnet tego typu), a do tego pozwalały na zasilanie akumulatorowe. Niestety cieniem na tej ciekawej konstrukcji kładzie się fakt, że w przypadku pracy na firmowych bateriach V-Mount, lampa będzie w stanie zaoferować nam jedynie 60% swojej maksymalnej mocy, o czym producent nigdzie nie wspomina i co widocznie ograniczy możliwości pracy w plenerze (maksymalna moc w tym wypadku będzie jedynie o ok. 50% większa od opisywanej wyżej lampy Avant).

Jak wygląda to w praktyce mogliśmy przekonać się zabierając model Pro w plener. Czytając w specyfikacji o mocy 300 W liczyłem na to, że lampa z założonym softboxem pozwoli oświetlić większą część sylwetki i widocznie „wygasić” tło podczas pracy w terenie. Jednak z racji dostępności tylko 60% mocy, nawet w zacienionym lesie założenia te udało mi się zrealizować tylko połowicznie. Owszem, można w ten sposób uzyskać ładnie oświetlony portret z temperaturą światła dobrze zbalansowaną względem cery i oświetlenia tła, ale pod względem pracy fotograficznej na pewno nie możemy oczekiwać tu swobody rodem z plenerowych głowic błyskowych z trybem HSS, nawet tych stosunkowo niewielkich. O ile pracujemy w cieniu, we wnętrzach, lub w pochmurne dni, możemy być spokojni, ale raczej nie jest to lampa, która byłaby skuteczna podczas pracy w jasny słoneczny dzień.

1/2000 s, f/1.8, ISO 200, Lampa Hobolite Pro z dyfuzorem softbox, ustawiona na 60% mocy

1/2000 s, f/1.8, ISO 200, Lampa Hobolite Pro z dyfuzorem softbox, ustawiona na 60% mocy

Jeśli jednak pracujemy w kontrolowanych warunkach, lampa Hobolite Pro daje nam dużą swobodę pracy i umożliwia dość wygodne fotografowanie na niskich czułościach nawet z bardziej przymkniętą przysłoną. Jednym słowem, jeśli nie zależy nam na mrożeniu ruchu, model Pro będzie w stanie zaspokoić większość naszych studyjnych zapotrzebowań. Poniżej kilka zdjęć wykonanych z wykorzystaniem lampy Pro, jako światła kluczowego.

1/250 s, f/1.6, ISO 200, Lampa Hobolite Pro z Softboxem i gridem, ustawiona na 45% mocy

1/200 s, f/2.8, ISO 200, Lampa Hobolite Pro z plastrem miodu, ustawiona na 40% mocy. Doświetlane od drugiej strony lampa Avant z Softboxem 

1/125 s, f/4, ISO 500, Lampa Hobolite Pro z Softboxem i Gridem, ustawiona na 45% mocy. Lampa Avant bez modyfikatora jako kontra

1/200 s, f/4, ISO 400, Lampa Hobolite z softboxem, ustawiona na 45% mocy

Podsumowanie

Czytając powyższe opisy można być może odnieść wrażenie, że lampy Hobolite w zakresie realizacji fotograficznych mogą być w jakiś sposób niezadowalające. Nic bardziej mylnego. LED-y producenta to naprawdę solidne, dobrze skonstruowane głowice, z bardzo atrakcyjnym i przemyślanem designem, które oferują wygodną ergonomię, niezłą moc i duże możliwości kontroli nad światłem. Na rynku mamy naprawdę niewiele konkurencyjnych modeli oferujących tak bogatą funkcjonalność, a większość wspomnianych mankamentów wynika po prostu z faktu wykorzystania w fotografii światła ciągłego zamiast standardowego błysku.

Specjalnie jednak wybrałem takie, a nie inne scenariusze, gdyż sam producent proponuje te lampy zarówno do realizacji wideo, jak i fotografii, a wiele fotografujących zwyczajnie przecenia możliwości lamp LED, oczekując od nich efektywności zbliżonej do studyjnych głowic błyskowych. Decydując się na oświetlenie LED, które nie jest tak mocne jak błysk, musimy pójść na pewne kompromisy, ale ma to miejsce w przypadku wszystkich lamp tego typu.

Lampy Hobolite to więc przede wszystkim oświetlenie kierowane do filmujących, którzy potrzebują zwykle jedynie doświetlić daną scenę, lub też do fotografujących, którzy pracują w kontrolowanych warunkach i lubiących pracować z szerzej otwartą przysłoną. Zdecydowanie nie są to lampy do pracy w otwartym terenie w świetle dnia, ale po zmroku czy na planach znajdujących się w pomieszczeniach zaoferują nam dużą swobodę pracy, którą potęgują tylko praktyczne dedykowane zestawy akcesoriów. Dobrze sprawdzą się w doświetlaniu większości mniejszych scen, wywiadów czy studiów nagraniowych i ze względu na dużą liczbę modyfikatorów spodobają się też osobom, które lubią mieć pełną kontrole na charakterem oświetlenia. W tego typu zastosowaniach, ze względu na swoja wszechstronność staną się wygodnymi towarzyszami naszych kreatywnych bojów.

Jednocześnie sprzęt Hobolite cierpi na pomniejsze choroby wieku dziecięcego, jakie często doskwierają wielu produktom pierwszej generacji. Mamy więc m.in. za mało czułe pokrętła regulujące moc, drobne problemy z wyświetlaniem interfejsu, nieco zbyt ciemny ekran LCD w magnetycznym module sterującym czy choćby opisaną wyżej kwestię braku możliwości uzyskania pełnej mocy modelu Pro podczas pracy na akumulatorach.

Wiele z tych problemów będzie w stanie naprawić nowe oprogramowanie, pozostałe zostaną zapewne zaadresowane w kolejnych generacjach lamp producenta. Wystarczy choćby spojrzeć wstecz na to, jak długą drogę na przestrzeni kilku lat przeszły konkurencyjne lampy Rotolight. Biorąc pod uwagę obecny stopień zaawansowania, Hobolite ma szansę wyrosnąć na bardzo atrakcyjnego producenta lamp premium.

Przeszkodą na tej drodze może być jedynie fakt, że modele o podobnych możliwościach oferują nam dziś w niższych cenach renomowane marki ze świata wideo, jak choćby Aputure, Nanlite czy Smallrig. W sytuacji, gdy za niekiedy dwukrotnie wyższą ceną przemawia właściwie jedynie oryginalny design, Hobolite dość mocno ogranicza swoją grupę docelową. A szkoda, bo to naprawdę ciekawie przemyślany system, który miałby szansę mocno konkurować w nieco niższej półce cenowej. Z pewnością do wyższej ceny mógłby przekonać niektórych tryb błysku (jak w lampach Rotolight), ale modele Hobolite niestety go nie oferują.

Plus image
plusy:
  • Jakość wykonania
  • Oryginalne wzornictwo
  • Praktyczne zestawy akcesoriów
  • Wysoka jakość światła
  • Kompaktowe wymiary
  • Regulowana temperatura barwowa
  • Tryby efektów specjalnych
  • Dobre ergonomia
  • Możliwość pracy na akumulatorach
  • Dobra optymalizacja poboru mocy
  • Cichy system chłodzenia
Minus image
minusy:
  • Wygórowana cena
  • Mała czułość pokręteł sterujących
  • Drobne problemy firmware'owe
  • Brak mocowania Bowens w standardzie modelu Avant
  • Tylko 60% mocy na akumulatorach V-Lock w modelu Pro
  • Szare materiałowe futerały narażone na zabrudzenia
  • Brak trybu błysku

 

 

Skopiuj link

Autor: Maciej Luśtyk

Redaktor prowadzący serwisu Fotopolis.pl. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem.

Komentarze
Więcej w kategorii: Akcesoria
Leofoto Ranger LSR-324C + LH-40 - test statywu dla każdego
Leofoto Ranger LSR-324C + LH-40 - test statywu dla każdego
To pełnowymiarowy ale nadal kompaktowy i stosunkowo lekki karbonowy statyw o uniwersalnym zastosowaniu. Być może najlepszy w swojej klasie, choć mamy pewne zastrzeżenia. Oto nasze wnioski po...
38
Wygodnie z aparatem podczas górskich wędrówek? Test uchwytu Peak Design Capture V3
Wygodnie z aparatem podczas górskich wędrówek? Test uchwytu Peak Design Capture V3
W góry jeżdżę kilka razy w roku, ale przyznam się, że aparat nie zawsze mi towarzyszy. Mój plecak, mimo posiadania komory na aparat, nie zachęca mnie do sięgania po sprzęt w trakcie wędrówki....
44
Wandrd Rogue Sling 6L - test torby fotograficznej
Wandrd Rogue Sling 6L - test torby fotograficznej
Wandrd Sling to rozbudowana i wytrzymała „nerka” przystosowana do przenoszenia również cięższego zestawu fotograficznego lub filmowego. Sprawdzamy jak taki koncept radzi sobie w praktyce.
39
Powiązane artykuły