Materiał zrealizowany w ramach współpracy z marką Huawei
Jeśli kiedykolwiek trafiliście na moje teksty dotyczące smartfonów, to wiecie, że jestem ich gorącym orędownikiem i już od lat staram się Was przekonywać, że w zakresie hobbystycznego, niezobowiązującego fotografowania w podróży czy na wakacjach porządny smartfon to dużo bardziej praktyczny wybór niż jakikolwiek tradycyjny aparat.
Wszystko ze względu na wszechstronność i wygodę. Podczas gdy w przypadku tradycyjnych aparatów zawsze musimy iść na jakieś kompromisy (chyba że zdecydujemy się na karkołomny pomysł podróżowania z plecakiem wyładowanym sprzętem), ze smartfonem wszystko, co niezbędne, otrzymujemy w kieszonkowej formie, którą mamy zawsze pod ręką. W końcu każdy z nas doskonale zna powiedzenie, że najlepszy aparat to ten, który mamy zawsze przy sobie.
O ile jednak powiedzenie to przez lata kojarzyło się głównie właśnie z kompromisami, o tyle w czasach współczesnych smartfonów zaczyna mieć zupełnie inne konotacje. Dziś to urządzenia, które doskonale rozpoznają potrzeby fotografujących hobbystów, oferując im prawdziwy kombajn możliwości. Osiągnięcie ich w przypadku tradycyjnych zestawów foto wiązałoby się z ogromnymi nakładami sprzętowymi, na które - umówmy się - większości amatorów fotografii zwyczajnie nie stać.
Twierdzenie to jest tym bardziej prawdziwe w ostatnim czasie, gdy flagowe smartfony zaczęły ujednolicać jakość osiąganą przy pomocy poszczególnych modułów fotograficznych i wreszcie zaczęły oferować naprawdę wysokiej klasy teleobiektywy. W końcu dojrzewający rynek mobile sprawił, że najlepsze rozwiązania nie są już zarezerwowane wyłącznie dla trudno dostępnych serii Ultra, ale spływają również do standardowych linii fotograficznych flagowców.
W tym roku ich miejsce zajmują nowe linie Pro Max, które, balansując niejako pomiędzy dwoma segmentami, starają się znaleźć idealny kompromis między wydajnością, ceną i możliwościami, i do których należy właśnie najnowszy Huawei Pura 90s Pro Max - jeden z czarnych koni wśród tegorocznych fotograficznych flagowców, który może okazać się także jednym z najprzyjemniejszych zaskoczeń. Choć Huawei nie był być może ostatnimi czasy wymieniany jednym tchem z czołówką fotograficznych smartfonów na polskim rynku, to ma kilka bardzo istotnych kart przetargowych - od jednej z największych w tym segmencie matryc teleobiektywu aż po atrakcyjną cenę, która w ramach startowych promocji wynosi raptem 5499 zł (oferta ważna do 15 listopada). Choć nie znamy jeszcze dokładnych cen wszystkich konkurentów, wydaje się, że nikt tej oferty raczej nie przebije.
Huawei jest również interesujący dlatego, że korzystając z autorskich procesorów Kirin i systemu przetwarzania obrazu XMAGE, oferuje nieco odmienny „pipeline” przetwarzania zdjęć niż firmy korzystające ze standardowych układów Qualcomm czy MediaTek, a sama marka historycznie odpowiedzialna jest za wiele z najważniejszych innowacji w segmencie mobile. To właśnie Huawei należał do pionierów wprowadzania do smartfonów dodatkowych modułów fotograficznych, trybu nocnego wspieranego AI czy peryskopowych teleobiektywów. Za tym wszystkim stoi również ogromne, budowane przez lata know-how w zakresie tego, jak powinien działać fotograficzny smartfon.
Czy więc Huawei Pura 90s Pro Max to godny kontynuator tego dziedzictwa i prawowity rywal dla reszty tegorocznych „Promaxów”? Aby się o tym przekonać, nowego flagowca zabrałem w roli głównego aparatu na mój tegoroczny urlop w Albanii, gdzie towarzyszył mi podczas górskich wędrówek, nadmorskich spacerów, podróży samochodem i oczywiście - picia wszechobecnej kawki (kto wie, ten wie) oraz próbowania lokalnych specjałów. Zobaczcie więc, jak poradził sobie z tym typowo wakacyjnym, ale nie zawsze łatwym zadaniem. Traktowałem go bowiem jak każdy inny aparat i zmuszałem do pracy również w niesprzyjających warunkach.
Jak już wspomniałem, w smartfonach przede wszystkim cenię sobie uniwersalność, za którą w dużej mierze odpowiada zasięg obiektywów. W przypadku Huawei Pura 90s Pro Max otrzymujemy 3 fizyczne moduły fotograficzne, które w aplikacji aparatu przełożono na 6 „podstawowych” ogniskowych, pokrywających bardzo wszechstronny zakres ekwiwalentów 13-240 mm.
O jaką konkretnie wszechstronność chodzi, możecie zobaczyć poniżej - to, że tak niewielkie urządzenie pozwala nam atrakcyjnie uchwycić zarówno spektakularną „vistę”, jak i odległy detal krajobrazu, jest rzeczą, którą producenci podkreślają zdecydowanie zbyt mało. Osiągnięcie podobnych możliwości w przypadku klasycznego aparatu wymagałoby bowiem dźwigania ze sobą zestawu dwóch lub trzech sporych szkieł.
W tym miejscu warto wspomnieć o jednej z największych zalet nowego Huaweia, jaką jest teleobiektyw, a konkretnie towarzyszący mu sensor. Jak pisałem, matryca w rozmiarze 1/1,28” należy do największych, jakie kiedykolwiek zastosowano w module tele - jej rozmiar pokrywa się tu z matrycą modułu głównego. W efekcie ujęcia wykonywane przy pomocy zoomu powinny charakteryzować się ponadprzeciętną jakością, zbliżoną do tej uzyskiwanej przez standardowy moduł szerokokątny. A to rzecz szczególnie ważna dla każdego, kogo interesuje fotografia podróżnicza i krajobrazowa.
Choć pozornie dziedzina ta kojarzy nam się z szerokimi ujęciami czy wartką akcją, często to właśnie ujęcia z długiego obiektywu okazują się najlepsze - węższy kąt widzenia pozwala nam odciąć niepotrzebny "szum" i skupić uwagę widza na konkretnym detalu, a fotografowanie z większej odległości daje atrakcyjny efekt „kompresji” perspektywy. A przynajmniej tak jest w moim wypadku. Ujęcia, które wykonałem teleobiektywem, zdecydowanie należą do moich ulubionych z tego wyjazdu.
Co cieszy najbardziej, to fakt, że o ile nie fotografujemy w bardzo niesprzyjających warunkach, w rozmiarach ekranowych dobrze wyglądają tu nawet ujęcia wykonane przy powiększeniu 10× (największym spośród podstawowych ustawień), co dla wielu smartfonów nadal bywa problemem. To zasługa 200-megapikselowej matrycy fizycznego modułu tele 4× - docięcie obrazu do realizacji zasięgu 10× nadal pozostawia około 30 Mp danych. Wystarczająco dużo, by zachować sporo szczegółów na potrzeby dalszego przetwarzania obrazu.
Teleobiektyw pełni tutaj jeszcze jedną ważną rolę. Jest bowiem wykorzystywany także do realizacji ujęć makro (możliwość ostrzenia z 5 cm). O ile być może nie jest to najczęściej wykonywany typ zdjęć podczas podróżowania, to czasem potrafi dodać niezbędnego kontekstu przy budowaniu wielozdjęciowych opowieści. Przykładem niech będzie poniższy dyptyk. Ciężarówka z kolorowymi drzwiczkami na szczycie wzgórza nie mówi nam wiele, ale gdy zestawimy ją ze zdjęciem makro, zaczynamy kojarzyć, że patrzymy tu na mobilny ul.
W przypadku modelu Huawei Pura 90s Pro Max szczególnie urzekły mnie jednak nie tyle same możliwości optyki, ile to, jak smartfon pracuje z kolorem i scenami o szerokiej dynamice. Dzięki osobnemu, zaktualizowanemu czujnikowi True-to-Colour 2.0 otrzymujemy tu bowiem niemal perfekcyjne zbalansowanie i odwzorowanie kolorystyki, niezależnie od warunków. Poza niektórymi skrajnymi, bardzo trudnymi sytuacjami kolor na zdjęciach wygląda dokładnie tak, jak w rzeczywistości, co nie tylko cieszy oko, ale przede wszystkim potrafi oszczędzić sporo czasu na edycji.
Barwy są soczyste, ale nie przejaskrawione czy nierealne. W większości sytuacji Huawei jest w stanie zaskakująco skutecznie oddać nawet drobne niuanse poszczególnych tonów, co dla stosunkowo niewielkich matryc smartfonów bywa czasem trudne.
Do tego dochodzi imponująca kontrola kontrastu w scenach o dużej rozpiętości tonalnej. Dzięki zastosowaniu w module głównym sensora w technologii LOFIC, w którym dodatkowe kondensatory pozwalają zmagazynować nadmiar ładunku elektrycznego generowanego pod wpływem światła (w dużym uproszczeniu), możliwa jest rejestracja scen o szerokiej dynamice (według deklaracji producenta ok. 16 EV), w mniejszym stopniu oparta na wieloklatkowym przetwarzaniu HDR. W efekcie otrzymujemy naturalnie wyglądające zdjęcia nawet w trudnych warunkach. Sztucznie rozjaśnione czy wygaszone partie obrazu, które często kojarzą nam się właśnie z mobilnymi systemami przetwarzania, praktycznie się tutaj nie przytrafiają.
Zdjęcia wyglądają świetnie prosto z aparatu i naprawdę rzadko kiedy wymagają jakiejkolwiek bardziej intensywnej obróbki. Bez problemu od razu możemy się nimi podzielić, co ucieszy osoby publikujące często w social mediach. Nie wiem, jak wy, ale ja raczej nie pałam przesadnym entuzjazmem do wizji wielogodzinnej obróbki, której jedynym celem jest przywrócenie zdjęć do stanu używalności. A zwłaszcza gdy dotyczy to zdjęć prywatnych, które raczej nigdy nie zrobią kariery poza ekranem smartfona i których liczba - w przypadku swobodnego fotografowania telefonem - nierzadko idzie w tysiące.
Magię kolorów i przetwarzania Huawei dostrzegamy jednak moim zdaniem przede wszystkim podczas fotografowania w okolicach zmroku i nocą. Raz za razem szybko i łatwo dostarcza nam zdjęć, których wykonanie tradycyjnymi sposobami oznaczałoby konieczność łączenia wielu ekspozycji czy intensywnej pracy w postprodukcji. Tutaj dzieje się to po prostu samo.
O ile jednak Pura 90s Pro Max bryluje w kolorze, inżynierzy Huaweia nie zapominają również o fanach czerni i bieli. Tryb Monochromatyczny w ramach bazowych ustawień przetwarzania XMAGE jest bodaj jednym z ciekawszych tego typu podejść do tematu w świecie mobile. Nie mamy tu bowiem do czynienia ze zwykłym, płaskim filtrem, na jakim zazwyczaj opiera się konwersja do monochromu.
Silnik XMAGE analizuje informacje o świetle i barwie, a następnie mapuje je na precyzyjnie dobrane odcienie szarości tak, by zachować wysoki mikrokontrast, a jednocześnie nie utracić informacji w światłach czy cieniach. W efekcie otrzymujemy bogate i głębokie przejścia tonalne, które kolejny raz trudno byłoby uzyskać bez intensywnej obróbki. Co prawda niektórzy mogą woleć monochrom w nieco mniej kontrastowym wydaniu, ale jak na rozwiązanie, które po prostu szybko ma dostarczać efektowne zdjęcia w czerni i bieli, tryb ten spisuje się wprost wyśmienicie.
Podczas fotografowania smartfonem w podróży lubię też korzystać z trybu portretowego. Nawet nie po to, by wykonywać klasyczne portrety, ale raczej by zamarkować wykorzystanie jasnej optyki z płytką głębią ostrości, jaką zwykle kojarzymy z profesjonalnymi zestawami fotograficznymi, co pozwala nam nieco uwydatnić i podkreślić fotografowany obiekt, sprawić, by zdjęcie wydawało się bardziej formalne i atrakcyjne wizualnie, a także prowadzić uwagę oglądającego.
Czy chodzi o dokumentowanie dziwactw lokalnej motoryzacji, dodanie nieco kontekstu do krajobrazu czy też po prostu utrwalanie przyjemnej chwili spędzonej przy posiłku - tryb portretowy jest w stanie dodać do zdjęć przyjemną dla oka warstwę wizualną, która pozwala wyodrębnić fotografowany obiekt, sprawić, by cała scena wyglądała atrakcyjniej, a także poprowadzić uwagę oglądającego.
Huawei Pura 90s Pro Max z żadną z tych sytuacji nie ma większego problemu, a co chyba najważniejsze, zdjęcia wykonane w trybie portretowym nie odbiegają jakością czy kolorystyką od tych wykonanych w trybie standardowym. Istotny jest również fakt, że ostrością możemy sterować także po wykonaniu zdjęcia, co pozwala dostosować intensywność rozmycia i płaszczyznę ostrości do naszych upodobań czy ukryć drobne błędy pomiaru głębi, które mogą pojawić się podczas fotografowania w tym trybie w bardziej dynamicznych sytuacjach.
W Huaweiu zawsze też cenię sobię możliwość błyskawicznego uruchomienia aplikacji aparatu poprzez podwójne kliknięcie przycisku uśpienia, co pozwala szybko reagować w zaskakujących sytuacjach. Czy to pasterz z owcami, który nagle pojawia się na drodze samochodu czy pieski zjawiające się znikąd na stromym górskim szlaku - możemy błyskawicznie uchwycić chwilę, która prawdopodobnie minęłaby, gdybyśmy tracili czas na standardowe odblokowanie ekranu.
Na koniec jeszcze parę słów o kilku zaskoczeniach i użytecznych funkcjach nowego telefonu. Jak możemy przeczytać w specyfikacji, Huawei Pura 90s Pro Max dysponuje zmienną przysłoną modułu głównego. Zwykle korzyści z tego rozwiązania są znikome, ale tutaj przekładają się na ciekawy efekt, którego do tej pory w smartfonach nie widywaliśmy. Mianowicie niekiedy w przypadku kontrastowych scen z mocnym źródłem światła otrzymujemy charakterystyczne gwiazdki w punktach świetlnych, które zapewne spowodowane są właśnie domknięciem przysłony. To bardzo przyjemny dodatek, który potrafi urozmaicić wizualnie zdjęcia.
Oprócz tego praktycznym dodatkiem okazuje się również tryb „Malowanie światłem”, czyli po prostu dedykowany tryb długich ekspozycji, który poza standardowymi zastosowaniami możemy wykorzystać także do symulacji działania filtra ND, a tym samym na przykład charakterystycznego rozmycia wody na zdjęciach krajobrazowych. To wszystko z ręki, bez konieczności korzystania ze statywu (choć z nim uzyskamy zapewne jeszcze lepsze rezultaty).
W końcu nowy Huawei Pura 90s Pro Max oferuje także ciekawą funkcję dla osób, które dopiero uczą się fotografii. Choć oczywiście polecamy eksperymentowanie i świadome dochodzenie do poszczególnych wniosków, dla osób, które szybko oczekują lepszych efektów, producent przygotował funkcję kompozycji AI, która automatycznie podpowiada bardziej efektowną kompozycję w zastanej sytuacji. Po jej włączeniu wystarczy jedynie najechać na znacznik wyświetlany w kadrze, a telefon w razie potrzeby automatycznie dobierze ogniskową i pomoże z kadrowaniem.
Podsumowanie
Czy więc Huawei Pura 90s Pro Max wywiązał się ze swojego zadania? Myślę, że o tym najlepiej świadczą suche dane. Podczas 7-dniowego wyjazdu wykonałem blisko 3 tysiące zdjęć, z których około 300 nadaje się do pokazania. Być może nie wygram nimi żadnego konkursu, ale nie o to tutaj chodzi. Wiem, że przynajmniej połowy z tych kadrów nie wykonałbym, gdybym zdecydował się na zwykły aparat. A w szczególności dotyczy to ujęć wykonanych na dłuższych ogniskowych, gdyż zwyczajnie nie chciałoby mi się zabierać długiego obiektywu na dłuższe wędrówki. Co chyba ważniejsze, nie musiałem tracić czasu na ich wstępną obróbkę.
Podczas fotografowania nową Purą przyszła mi do głowy myśl, że 90s Pro Max jest jak fotograficzny szwajcarski scyzoryk. Jest mały i potrafi prawie wszystko, w niezobowiązujący sposób zapraszając nas na fotograficzny plac zabaw, na którym swobodnie odkrywać możemy najprzeróżniejsze oblicza fotografii - od fotografii krajobrazowej, poprzez dokument i portret, aż po zdjęcia makro. Podczas całego wyjazdu nie natrafiłem na żaden moment, którego nie byłbym w stanie sfotografować ze względu na ograniczenia sprzętowe (oczywiście w granicach rozsądku).
Huawei Pura 90s Pro Max to więc zdecydowanie aparat godny polecenia, mocny rywal dla tegorocznych konkurentów i prawdopodobnie najbardziej opłacalna propozycja dla osób, które szukają jak najlepszego balansu między ceną a fotograficznymi możliwościami. Jeśli tylko niestraszne wam drobne, znane już wszystkim niedogodności związane z usługami Google (większość aplikacji Google i sklep Play uruchamia się przez zewnętrzną apkę GBox i nie wszystko działa identycznie jak na telefonach z natywną obsługą usług Google), macie przed sobą jedną z najbardziej atrakcyjnych ofert tego roku.
Zdjęcia przykładowe
Poniżej prezentujemy galerię zdjęć przykładowych wykonanych telefonem Huawei Pura 90s Pro Max. Wszystkie zdjęcia to JPEG-i prosto z aparatu, niepoddane edycji.
Zdjęcia przykładowe do pobrania: