Materiał partnera
Rynek statywów był w wieloletniej stagnacji aż do 2019 roku, kiedy to zaprezentowany został statyw Peak Design Travel Tripod. Nowa forma, płaski profil nóg, bardzo mała średnica czy idealnie licująca się z obudową głowica o niecodziennym mechanizmie blokady. Do tego mnóstwo małych smaczków, które rzuciły wyzwanie innym producentom, których statywy wyglądały jak kopiuj-wklej, różniąc się tylko zatrzaskami, głowicą czy wysokością. Travel Tripod testowałem lata temu na Majorce, ale sam nie zdecydowałem się na jego zakup - dlaczego? Moja praca komercyjna to głównie zlecenia wymagające wyższego i bardziej masywnego statywu. Trudno byłoby mi sobie uzasadnić zakup statywu do sporadycznych podróży za blisko 2000 zł. W każdym razie kiedy zobaczyłem na targach statywy linii Pro, zaświeciły mi się oczy. Podobna budowa, sporo ulepszeń i znacznie większa wysokość.
Moją szczególną uwagę zwróciła wersja Tall, która ma prawie 2 metry wysokości, a do tego waży raptem 2 kilogramy przy udźwigu 18 kilogramów! Ostatnio mając coraz więcej zleceń motoryzacyjnych i wnętrz, wiedziałem, że muszę go wypróbować. Zabrałem więc tego lekkiego jak piórko kolosa na sesję motoryzacyjną. Co z tego wyszło? Zapraszam do lektury!
Po co mi statyw
W mojej pracy statyw jest nieodzownym narzędziem. Wykorzystuję go przy fotografii motoryzacyjnej, wnętrz, produktów czy nagrań, kiedy nie ma ze mną operatora, a także podczas moich wycieczek do Portugalii, gdzie mierzę się z fotografią surferów. Zwykle korzystam z dwóch statywów - jednego do podróży i drugiego do studio, ale podczas sesji motoryzacyjnych, których więcej miałem przyjemność robić w 2025 roku, brakowało mi jednego - wysokości.
W kampaniach dużych firm, takich jak Mercedes, Opel czy Renault, odchodzi się od standardu, który często opisywany jest w poradnikach sesji motoryzacyjnych. Często zdjęcia robione są z góry, nierzadko zobaczymy użycie ultraszerokiego kąta, czy przekoszone kadry. Stara szkoła mówiąca o tym, że samochody fotografujemy tylko dłuższą ogniskową z wysokości reflektorów odeszła do lamusa - i bardzo dobrze! Nie mówię, żeby nie robić klasycznych zdjęć, ale warto przeplatać bezpieczne kadry z tymi bardziej zwariowanymi.
Tak samo jeśli chodzi o światło, detale czy odbicia na lakierze - kiedyś w lakierze nie odbijało się praktycznie nic, a światło na lakierze musiało być miękkie. Dzisiaj w dużych kampaniach widzimy odbicia, twarde światła i cienie, a najdrobniejsze detale, np. przy połączeniu nadkoli z oponami, często zlewają się w jedną całość. Myślę, że wielu fotografów starej szkoły przechodzą ciarki, kiedy widzą te zdjęcia z kampanii robionych w ostatnich latach. Świat się zmienia!
W ubiegłym roku miałem przyjemność robić trochę sesji motoryzacyjnych, które bardzo lubię, choć są mocno wymagające. To, czego jednak mocno brakowało mi w moim zestawie sprzętu to wysoki statyw, który pozwalałby mi na fotografowanie z większej wysokości, ale nie z ręki, bo często na jedno finalne zdjęcie składa się kilka-kilkanaście kadrów z różną polaryzacją czy błyskiem skierowanym na różne elementy lakieru.
Na co dzień pracuję ze statywem, który ma około 170 cm wysokości, ale kiedy potrzebowałem czegoś wyższego ratowałem się statywem oświetleniowym z dokręconą głowicą kulową. Taki zestaw dawał radę, ale jego stabilność pozostawiała wiele do życzenia. Szczególnie wtedy, kiedy zmieniamy polaryzację i fizycznie manipulujemy przy obiektywie. Dlatego mając na uwadze, że szykuje mi się więcej takich zleceń, zaproponowałem współpracę dystrybutorowi Peak Design na Polskę w zakresie przygotowania materiału z wykorzystaniem nowego, najwyższego modelu statywu serii Pro. To był strzał w dziesiątkę!
Dwumetrowy, lekki jak piórko kolos
Statyw przyszedł do mnie w niewielkim kartonie i kiedy wyciągnąłem go ze sztywnego etui, w pierwszym momencie pomyślałem, że ktoś się pomylił i wysłał mi jakąś inną wersję. Nie dość, że statyw jest bardzo lekki, bo waży mniej niż mój standardowy zestaw fotograficzny (Canon R5 + Canon 28-70 mm f/2), to po złożeniu ma zaledwie 56 cm! Kiedy zacząłem go rozkładać moim oczom okazał się naprawdę ogromy statyw, który jest ode mnie około 20 wyższy! Największe wrażenie zrobiły na mnie właśnie jego waga i stosunek rozmiaru po złożeniu i po rozłożeniu.
Z jednej strony nie miałbym problemu, żeby wziąć go na dłuższą wycieczkę, ale z drugiej - idealnie sprawdzi się jako wół roboczy w studio - to prawdziwa rzadkość, szczególnie że statywy konkurencji najczęściej są większe po złożeniu, niższe po rozłożeniu i cięższe, oferując przy tym niższy udźwig, a ten w Peak Design Tripod Pro Tall wynosi aż 18 kg!
Statyw wykonany jest w całości z włókna węglowego, łącznie z kolumną centralną, ma 4-sekcyjne nogi i wyposażony jest w głowicę kulową. Sama głowica nawet przy złożonym statywie ma możliwość manipulacji w zakresie 15 stopni przy pełnym złożeniu, ale wystarczy wyciągnąć ją o kilka centymetrów do góry, żeby osiągnąć pełny zakres ruchów.
Stopka pracuje w standardzie Arca Swiss i ma automatyczny system wklikiwania z blokadą - super, bo nie przepadam za każdorazowym dokręcaniem śrubki, co jest zdecydowanie częstszym standardem przy stopkach Arca Swiss. Sama głowica ma jedno duże pokrętło blokujące ruch we wszystkich kierunkach i drugie - od blokady obrotu wokół własnej osi. Sam ten obrót jest też bardzo płynny, bo dokupując Peak Design Pro Tripod Tilt Mod, statyw zamienia się w pełnoprawny statyw wideo z mechanizmem olejowym, a wtedy głowica kulowa staje się bazą do wypoziomowania i umożliwia obrót w osi Pan.
Tu trochę szkoda, że sam Peak Design nie oferuje większej liczby głowic - np. takiej z przekładniami zębatymi czy klasycznej głowicy 3D. Tu oczywiście możemy użyć głowic innych producentów, wykorzystując Peak Design Pro Leveling Base, która pozwala na montaż głowic innych firm oraz umożliwia szybkie wypoziomowanie statywu na nierównej powierzchni. Nie da się ukryć, że to nieco zaburzy świetne wzornictwo Peak Design, dlatego trzymam kciuki za kolejne głowice, szczególnie za tą z przekładniami zębatymi!
Na dole kolumny centralnej znajdziemy haczyk do dociążenia statywu, a odkręcając go, wyskoczy nam małe narzędzie w formie dwóch kluczy imbusowych do dokręcenia nóg czy demontażu głowicy lub kolumny centralnej. Tu może trochę szkoda, że statyw nie umożliwia obrotu kolumny centralnej o 90 stopni do zdjęć flat-lay, ale z drugiej strony, wtedy statyw byłby na pewno większy i cięższy - coś za coś.
Wracając jednak do jego wielkości i wagi, dostałem sporo pytań o jego stabilność. Tu znów byłem w szoku - nawet przy maksymalnej wysokości i rozłożonej kolumnie centralnej, jego stabilność jest niesamowita, nawet z dość dużym i ciężkim zestawem z dość kiepskim wyważeniem, bo mój obiektyw waży prawie półtora kilograma. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale jest naprawdę świetnie!
Statywy serii Pro występują tylko w wykończeniu karbonowym i kosztują od 3800 do 4800 zł. Dużo? Na pewno nie mało, ale myśląc o tych cenach nie dziwią mnie one. Peak Design nigdy nie należał do tanich, ale po wielu latach używania ich plecaków i toreb, a od kilku miesięcy walizki, za każdym razem, kiedy jadę na zlecenie, wiem, że zainwestowałem w niezawodność, dożywotnią gwarancję, mnóstwo niecodziennych rozwiązań i to absolutny TOP jeśli chodzi o akcesoria fotograficzne. Testowana wersja statywu Tall to wspomniane 4800 zł, ale to statyw, który ma służyć do zarabiania pieniędzy. Jeśli miałbym takiego statywu używać 2 razy do roku na wakacjach, na pewno bym się na niego nie zdecydował, ale jeśli w 2026 roku będę miał jeszcze więcej zleceń, gdzie taka wysokość będzie dla mnie niezbędna, na pewno pojawi się na stałe w moim arsenale sprzętowym!
Czego jeszcze potrzebujemy do tego typu fotografii?
Żeby realizować sesje motoryzacyjne wcale nie potrzebujemy dużo sprzętu. Wystarczy aparat, jeden-dwa obiektywy, filtr polaryzacyjny, statyw i ewentualnie lampa błyskowa. Wszystko zależy od efektów, jakich oczekujemy. Ja w tym artykule i wideo (dostępnym na moim kanale YouTube) podszedłem do sprawy dość kompleksowo, żeby pokazać Wam kilka różnych opcji, ale do luźnej wcale nie będziemy potrzebowali chociażby wspomnianego flesza. Na drugim biegunie są duże sesje, na które przyjeżdża tir sprzętu z wielkimi lampami, panelami dyfuzyjnymi itd., ale to temat na zupełnie inną historię.
Jaki sprzęt zatem dobrałem? Większość zdjęć robię Canonem R5 pierwszej generacji (mam dwie sztuki), do tego obiektyw Canon 28-70 mm f/2L i 14-35 mm f/4L. Nie zabrakło również filtrów polaryzacyjnych - tu postawiłem na zestawy Freewella, które łączą w sobie możliwość polaryzacji, filtra VND w zakresie 1-5 i 6-9 EV, a także mają opcję Mist 1/8. Dzięki temu mam właściwie wszystko, czego potrzebuję, bo robiąc zdjęcia po zmierzchu, Mist ładnie rozbija jasne partie, z kolei funkcja ND umożliwia pracę z czasem do 1/200 sekundy, co ma duże znaczenie, kiedy chcemy pracować z błyskiem i nie wchodzić w tryb HSS. Największe znaczenie ma tu oczywiście filtr polaryzacyjny, dzięki któremu bez problemu osłabimy liczne odbicia na karoserii.
Obiektywy dają mi bardzo wygodny zakres ogniskowych i umożliwiają zrobienie zarówno klasycznych, jak i tych nieco bardziej “zwariowanych” kadrów, o których pisałem wcześniej. Zwykle, jeżdżąc na zlecenia, mam ze sobą również Canona 70-200 mm f/2.8L, ale tu wiedziałem, że nie będę miał miejsca, żeby go wykorzystać.
Kolejnym elementem mojego zestawu jest lampa GlareOne Botis 600. To świetny, bardzo uniwersalny flesz o dużej mocy i bardzo przystępnej cenie. Za 2700 zł dostajemy mnóstwo mocy, możliwość pracy zarówno z baterii, jak i na kablu, ogromną regulację mocy i ultraszybkie ładowanie. Z taką mocą bez problemu przebijemy się przez mocne słońce. Lampę wyzwalałem wyzwalaczem GlareOne Polaris, który jest bajecznie prosty w obsłudze, a dodatkowo pracuje z większością systemów z pełną funkcjonalnością TTL i HSS (Sony ma osobną wersję).
Na potrzeby nagrań użyłem również mojego iPhone 15 Pro Max, którego podłączyłem kablem USB do aparatu i zrobiłem tethering do Capture One. Całość zamontowałem na klatce SmallRig wraz z uchwytem na MagSafe. Taki zestaw jest bardzo wygodny, kiedy pracujemy poza studio, bo jednak ekran iPhone dużo lepiej pracuje w słońcu, a dodatkowo mamy kolejną kopię naszych zdjęć.
Przy takich zleceniach mam ze sobą zawsze małą drabinkę, żeby wygodnie robić kadry z góry. Moją kupiłem w kauflandzie za 80 zł, a niesamowicie pomaga w takiej pracy.
Robimy pierwsze zdjęcia - światło naturalne
Naszą modelką jest nowa C-Klasa w pięknym, błękitnym kolorze. Tuż przed zdjęciami była na myjni, a opony zostały potraktowane dressingiem. Przygotowanie samochodu przed zdjęciami jest niesamowicie ważne, bo lepiej umyć go dobrze raz, a nie na każdym z kilkunastu zdjęć w Photoshopie. To oczywiście nieodzowna część sesji, ale im więcej zrobimy na żywo, tym mniej czasu spędzimy z nosem w ekranie. Samochód nie był nowy, więc miał już kilka skaz na lakierze, ale to rzeczywiście kilka kliknięć w Photoshopie.
Miejsce zdjęć to okolice stadionu we Wrocławiu. To miejsce pełne betonu – nie jest idealne, ale puste i pozwala na spokojną pracę przez kilka godzin, dlatego wybrałem właśnie je. Skupiłem się głównie na kadrach przodu samochodu, ale realizując pełną sesję takiego samochodu, pracowałbym z asystentem, który przeparkowywałby kilkakrotnie samochód tak, żebym mógł sfotografować również tył itd. Tu jednak bardziej skupiłem się na różnicowaniu kadrów wysokością i ogniskową, bo podczas tego dnia przygotowywaliśmy zarówno zdjęcia, jak i film, przebitki i zdjęcia z backstage.
Pierwsze zdjęcia zrobiłem ze standardowej wysokości reflektorów na ogniskowej około 50 mm. To klasyczny kadr 3/4. Spodobał mi się szpros światła na tle, choć szkoda, że nie udało mi się uchwycić samochodu w ten sposób, żeby w połowie był w słońcu, a w połowie w cieniu – takie uroki pracy ze światłem naturalnym. Plus był taki, że w ten dzień miałem pełne słońce. Po ustawieniu kadru robiłem serię kilkunastu zdjęć z pełnym obrotem filtra polaryzacyjnego. Samochód jest bardzo nieregularną bryłą, więc światło w bardzo różny sposób odkłada się na jego obłościach i tak samo w różny sposób działa polaryzacja na różnych elementach. Kiedy wygaszamy odbicie z maski, widzimy mocne odbicie na boku itd. Dlatego stabilny statyw jest tak ważny. Dzięki temu po otwarciu zdjęć na warstwach i wymieszaniu ich w trybie darken z samochodu znikają nam niepotrzebne odbicia. Tu jeszcze jedna ważna rzecz - na takie sesje zawsze ubieraj się na czarno – unikniesz drażniących, kolorowych odbić!
Na zdjęciach poniżej widzisz zdjęcie z jedną polaryzacją, a pod nim efekt połączenia kilku zdjęć z połączonymi polaryzacjami. Jeszcze kilka lat temu pewnie walczyłbym o wyciągnięcie większej liczby szczegółów z lewej części samochodu, ale oglądając duże kampanie widzę, że obecnie absolutnie nie trzeba tego robić i warto postawić na większą naturalność.
Kolejne zdjęcia zrobiłem bardziej z boku, wykorzystując zarówno ogniskową około 50 mm, jak i 28 mm. Dzięki temu zabiegowi otrzymałem dwie różne perspektywy i kompresje. Na krótszej ogniskowej przód zawsze wydaje się nienaturalnie większy niż tył samochodu. Które zdjęcie jest lepsze? Trudno powiedzieć, moim zdaniem warto zrobić jedno i drugie!
Kolejne zdjęcia zrobiłem z nieco większej wysokości - mniej więcej mojego wzroku, a także wszedłem na pobliskie schody, żeby sfotografować Mercedesa z wysokości około 4 metrów. Tu zrobiłem zarówno poziomy, jak i piony. Tego bardzo często wymagają klienci, bo chcą mieć więcej możliwości, jeśli chodzi o publikację zdjęć. Każdorazowo robiłem kilkanaście zdjęć z różną polaryzacją i następnie łącząc zdjęcia w Photoshopie niwelowałem odbicia.
Następnie przyszedł czas na ultraszeroki kąt. To zdecydowanie trudniejszy przeciwnik i po takie szkło sięgam dopiero wtedy, kiedy mam pewność, że wszystkie klasyczne kadry już zrobiłem i teraz mogę nieco bardziej się pobawić. Tu postawiłem zarówno na kadry ze standardowej wysokości, jak również te z pełnej wysokości testowanego statywu i te krzywe – to coraz częstszy trend, który obserwuję u dużych marek. Tu pracowałem głównie w zakresie ogniskowych 16-20 mm.
Czas na błysk!
Osobiście wolę światło naturalne przy tego typu zdjęciach, ewentualnie lekkie dobłyśnięcie samochodu, który stoi pod słońce. Wiem jednak, że wiele osób uwielbia malowanie światłem, więc i z tą techniką postanowiłem się zmierzyć, przygotowując ten materiał. Robiąc takie zdjęcia, musimy ustawić się albo pod światło, albo w cieniu. Możemy też wybrać pochmurny dzień. Jeśli chciałbym używać lampy w tym miejscu, w którym robiłem pierwsze zdjęcia, myślę, że nawet lampa 2400 Ws nie zdziałałaby zbyt dużo, kiedy to flesz miałby dominować zdjęcie. W każdym razie samochód przeparkowałem pod wiadukt, gdzie było naprawdę dużo cienia, ale zależało mi również na pokazaniu jaśniejszych elementów otoczenia.
Następnie dobrałem ekspozycję naszej bazowej klatki. Tu koniecznością było ustawienie parametrów tak, żeby nie przekroczyć 1/200 sekundy, tak żeby lampa nie musiała błyskać w HSS, co skutecznie obniżyłoby jej moc. Na szczęście przy ISO 100, f/5.6 wychodził mi czas 1/200 sekundy. To również zasługa filtra polaryzacyjnego, który zabiera 1-1.5 EV światła. Podczas robienia takich zdjęć zawsze zaczynam od tzw. plejta, czyli zdjęcia bez błysku, do którego będę dokładał kolejne ekspozycje. Po jego zrobieniu zacząłem błyskać. Ustawiłem moc lampy na około 1/2 i obchodziłem samochód z każdej strony, starając się utrzymać taką samą odległość lampy od karoserii, żeby uniknąć różnych jasności na poszczególnych jej elementach. Na zleceniach przy tej technice najczęściej pracuję z asystentem, którego kieruję zza aparatu. Tu musiałem poradzić sobie sam, ale wykorzystałem bezprzewodowy tethering i to zadziałało naprawdę dobrze, choć z lekkim opóźnieniem.
Pierwsze zdjęcie to klasyczny kadr z ogniskową około 50 mm i wysokością na poziomie reflektorów. Po zrobieniu serii zdjęć wrzucamy je do jednego dokumentu w Photoshopie, mieszamy warstwy w trybie lighten, czyli tym, który wybiera tylko jaśniejsze piksele i następnie maskujemy pędzlem te obszary, które chcemy doświetlić. Finalnie z kilkunastu ekspozycji wybrałem kilka najlepszych i połączyłem to w jedną całość.
Kolejne klatki zrobiłem w drugą stronę wykorzystując maksymalną wysokość statywu i zdecydowanie szerszy kąt. Tu znów - prosty i przekrzywiony kadr i gotowe!
Kilka słów na koniec
Fotografia motoryzacyjna jest bardzo wdzięczna, szczególnie wtedy kiedy pracujemy z ciekawym samochodem. Ten rodzaj fotografii jest też bardzo wielowymiarowy i można podchodzić do niego na x różnych sposobów uzyskując totalnie różne efekty. Warto się tym bawić, eksperymentować, inspirować się lepszymi, śledzić trendy na stronach internetowych producentów i mieć z tego dużo funu.
W tym wszystkim oczywiście pomaga dobry sprzęt. Tu mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że testowany Peak Design Tripod Pro Tall sprawdził się idealnie. Jest mały po złożeniu i ogromny po rozłożeniu. Do tego lekki jak piórko i stabilny jak skała. Nie jest oczywiście tani, ale trzeba na niego patrzeć przez pryzmat wygody na sesjach i tego, że ma na siebie zarobić, a ma ku temu wszelkie predyspozycje.
Film z tej sesji możecie obejrzeć na kanale YouTube Jakub Kaźmierczyk
Więcej informacji o statywach Peak Design znajdziecie pod adresem peakdesign.pl