Cena pamięci - wspominamy Petera Bearda

0
Redakcja Fotopolis
20 Kwiecień 2020
Artykuł na: 6-9 minut

Afryka zawsze przyciągała żądnych przygód i pieniędzy. Działała na zmysły estetyczne i ekonomiczne. Peter Beard stał się jedną z wielu ofiar magicznej energii Czarnego Kontynentu.

Nie było w tym nic dziwnego, wielu awanturników i wrażliwców rzucało wszystko, by zobaczyć lwa lub zebrę w jej naturalnym środowisku. Urodzony w 1938 roku w Nowym Jorku Beard jest postacią nietuzinkową, a do tego pochodził z bardzo zamożnej rodziny. Ze strony babci kwitł potężny biznes tytoniowy, natomiast pradziadek Petera był twórcą Wielkiej Kolei Północnej na przełomie XIX i XX wieku; dorabiając się fortuny na budowaniu infrastruktury na niezagospodarowanych terenach Stanów Zjednoczonych i Afryki, mógł pozostawić Beardowi olbrzymi majątek oraz kolekcję sztuki.

Obsesja dzienników

Peter Beard słynął ze swojego uroku osobistego i z lekkiego podejścia do codzienności. Nie pisane mu były spotkania, na których mógłby porozmawiać o notowaniach giełdy lub wynikach wyścigów konnych na Royal Ascot. Wybrał Afrykę. Jego rodzina winą obarczyć może jedynie pisarkę Karen Blixen, ponieważ po lekturze wspaniałej książki „Pożegnanie z Afryką”, Peter Beard został zarażony fascynacją tym kontynentem. Od jedenastego roku życia prowadził pamiętnik, składający się z fotografii i ilustracji. Po jego pojawieniu się na początku 1955 roku w Afryce oczywiste było, w jaki sposób będzie opisywał swoje doświadczenia na nowym kontynencie. 

Prowadzenie pamiętnika stało się dla fotografa obsesją, wklejał do niego wszystko: znalezione i własne fotografie, a także fragmenty roślin, ciała insektów, transkrypcje rozmów telefonicznych, rysunki zwierząt wykonane przez rdzennych Kenijczyków, cytaty z literatury, np. Josepha Conrada, zdjęcia rentgenowskie, ryciny dziewiętnastowieczne przedstawiające historie kolonizatorów, encyklopedyczne pojęcia, a nawet własną krew zmieszaną ze zwierzęcą. Ten ostatni zabieg estetyczno-obrzędowy szokował odbiorców jego pierwszej wystawy w 1975 roku w Blum Helman Gallery.

Stratowany przez słonia

Peter Beard skupiony na ochronie zwierząt, szczególnie słoni, w 1965 roku wydał swoją pierwszą książkę „The End of the Game”. Beard, w tamtym czasie znany z fotografowania mody w afrykańskich krajobrazach i z portretów sławnych amerykańskich gwiazd, zaskoczył wszystkich. Książka szczegółowo dokumentowała śmierć tysięcy słoni z powodu błędnych działań konserwatorskich w kenijskim rezerwacie. Artysta nie ustawał w przybliżaniu szerokiej publiczności problemów afrykańskich słoni, jednak „zbliżając się do tematu”, został zaatakowany.

W 1996 roku doszło do wypadku, w którym broniący swojego terytorium słoń poważnie stratował fotografa. Uszkodzenia były na tyle poważne, że groziły utratą zdolności samodzielnego poruszania się; dziura w udzie, połamane żebra i ogromne uszkodzenie kręgosłupa. Uratowało go to, że upadł na mrowisko, co spowodowało wycofanie się słonia. Wspominając sytuację, Peter miał wrażenie, jakby zmiażdżyła go winda. Ponadpółtoraroczne dochodzenie do podstawowej sprawności i dołożenie do 206 kości szkieletu 26 śrub postawiło Bearda na nogi.

Dotknąć prawdziwej Afryki

Ta historia wydaje się jakby częścią jakiegoś magicznego rytuału. Walczący o dobre warunki dla słoni Peter Beard doświadcza z ich strony ataku, a krew zwierząt, którą mieszał ze swoją lub używał jej do wyrażania siebie w sztuce, stała się mistyczną więzią. Dotknął prawdziwej Afryki, a doświadczenie umocniło go w jego misji. 

Pamiętnik Petera Bearda jest jego podstawową formą twórczości, istnieje on fizycznie, a właściwie istnieją: są to potężne książki robione na zamówienie, do których artysta wkleja wszystko, co uważa za istotne, tworząc niekontrolowany kolaż. Bardzo często miesza fotografie własne ze zdjęciami z gazet, albumów historycznych, czy też rodzinnych. Język, jaki wytworzył przez te długie lata, jest wizualną opowieścią czytelną często tylko dla niego samego. Małe „obrazki” na brzegach głównego zdjęcia to świadome nawiązanie do lokalnego języka obrazkowego, mającego cechy dekoracyjności i będącego nośnikiem historii. Narracja często nie ma nic wspólnego z linearnością. To wykorzystanie lokalnej kultury plasuje pamiętnik Petera Bearda w kategorii niezwykłych sposobów narracji, przesiąkniętych kolonizatorską mentalnością, afrykańską kulturą i indywidualnym przeżyciem. Beard wyprowadza konsekwentnie obraz własnej dziecięcej fascynacji, który - poszerzony o prawdziwe życie podróżnika - staje się bardziej wiarygodny i równocześnie przynależny do kultury afrykańskiej. 

Mieszając antropologię ze sztuką, unika jednak bycia naukowcem, mamy raczej do czynienia z pisarzem, posługującym się możliwie najbardziej komunikatywnym językiem, językiem obrazkowym. Pisanie wymaga doświadczenia, fotografowanie obecności, Peter Beard w swojej twórczości łączy i jedno, i drugie. To związek przypieczętowany krwią, to cena pamięci. 

Artykuł został napisany przez Pawła Bownika dla magazynu Digital Camera Polska.

Komentarze
Więcej w kategorii: Sylwetki
Nie żyje Elsa Dorfman - mistrzyni wielkoformatowych Polaroidów
Nie żyje Elsa Dorfman - mistrzyni wielkoformatowych Polaroidów
W wieku 83 lat zmarła fotografka Elsa Dorfman. Jako jedna z nielicznych, oparła swoją pracę w całości o wielkoformatowe Polaroidy.
30
0
Od filtra polaryzacyjnego do fotografii natychmiastowej. Edwin Land i historia Polaroida
Od filtra polaryzacyjnego do fotografii natychmiastowej. Edwin Land i historia Polaroida
Dziś stanowią niewielką niszę, ale przez dziesięciolecia aparaty Polaroida były dla wielu głównymi narzędziami do dokumentacji chwil z codziennego życia. Poznajcie...
0
0
f/81 - powstał dokument o fotoreporterach stanu wojennego
f/81 - powstał dokument o fotoreporterach stanu wojennego
Choć wprowadzony już niemal 40 lat temu, stan wojenny rezonuje do dziś. Zobaczcie jego historię oczami tych, którzy ją tworzyli.
531
1
Powiązane artykuły