Gdy myślimy o modowej stylistyce lat 2000, przed oczami stają nam barwne, ekstrawaganckie sesje Davida La Chapelle, czy snapshotowe kreacje Terry’ego Richardsona. Rzeczywistość była jednak dużo bardziej brutalna. Napędzane pierwszymi aparatami cyfrowymi i możliwościami cyfrowej obróbki realizacje tamtych czasów często po prostu pławiły się w kiczu. Mocne światło, efekciarstwo i „wysokobudżetowy” feeling tworzył mieszankę wybuchową, która często powoduje dziś uśmiech na twarzy. Dość nieoczekiwanie, wszystko to powraca wraz z najnowszą edycją Kalendarza Pirelli (2026), za którą odpowiada norweski fotograf Sølve Sundsbø.
Żywioły, czyli hołd złożony naturze
Jak czytamy w opisie tegorocznego The Cal, motyw przewodni pod hasem “Elements” to "hołd oddany połączeniu człowieka z naturą i żywiołami, które są siłą sprawczą oraz energią”.
W rolach głównych, jak zwykle znane i sprawcze kobiece postacie ze świata show-biznesu. Przed aparatem stanęły: szkocka aktorka Tilda Swinton, brytyjska aktorka Gwendoline Christie, brytyjska piosenkarka i autorka tekstów FKA Twigs, włosko-amerykańska aktorka Isabella Rossellini, amerykańska mistrzyni tenisa Venus Williams, brytyjska projektantka mody i modelka Susie Cave (wcześniej prezentowana w kalendarzu Pirelli Helmuta Newtona z 1986 roku, zaprezentowanym w 2014 roku, oraz w wydaniu Clive'a Arrowsmitha z 1991 roku), włoska aktorka Luisa Ranieri, urodzona w Rosji modelka Irina Shayk, chińska modelka i aktorka Du Juan (prezentowana w kalendarzu Patricka Demarcheliera z 2008 roku), czeska modelka Eva Herzigová (prezentowana w wydaniu Petera Lindbergha z 1996 roku i Bruce'a Webera z 1998 roku) oraz urodzona w Portoryko aktorka Adria Arjona.
"Moja wizja tegorocznego kalendarza Pirelli 2026 dotyczy relacji człowieka z przyrodą. Bohaterki - symbolicznie - stają się żywiołami, które tworzą otaczającą nas naturę. Nie szukaliśmy jednak dosłowności by pokazać wodę, ogień, powietrze i ziemię. W emocjach modelek widać także te niematerialne siły - energię, ciekawość świata, rozwój, eter i światło. W kalendarzu Pirelli wracamy do tego, od czego pochodzimy - czyli od instynktów i żywiołów, które są od początków cywilizacji" - wyjaśnia Sundsbø, który był odpowiedzialny za koncepcję kalendarza.
Brzmi jak pitch z lat 2000? Najbardziej zastanawia tu czy nawiązanie do tej nieco naiwnej stylistyki było tu zamierzone czy to po prostu dzieło przypadku. A może po prostu branża podświadomie powraca do czasów, gdy wszystko było prostsze, a każde zdjęcie nie musiało być świecone jak kadr z produkcji Netflixa? Tak czy inaczej, to interesująca dla oka odskocznia zarówno od zaangażowanych, jak i „kostiumowych” sesji, jakie widzieliśmy na łamach Kalendarza Pirelli w ostatnich latach. Teraz czekamy na edycję w klimacie bleach bypass...
Co ciekawe, sesja do kalendarza Pirelli na rok 2026 powstała z wykorzystaniem narzędzi produkcji wirtualnej, co jest już standardem w realizacjach wideo, ale jeszcze nieczęsto wykorzystywane jest w sesjach fotograficznych. Fotograf prace nad kalendarzem rozpoczął od gromadzenia ujęć natury na plaży Holkham w Norfolk i na wsi w hrabstwie Essex. Nagrane wschody i zachody słońca, chmury, ruch wiatru, kształty i formy wody zostały następnie odtworzone na gigantycznych ekranach LED, które stały się tłem do pracy z modelkami w studiach w Nowym Jorku i Londynie.
Kalendarz Pirelli - historia publikacji
Kalendarz Pirelli początkowo służył jako narzędzie marketingowe, które poprzez zdjęcia roznegliżowanych kobiet miało skusić do zakupu produktów znanej marki. Skierowany do wąskiego grona najważniejszych klientów firmy, stał się produktem ekskluzywnym i szybko zyskał status kultowego, co podniosło jego rangę i sprawiło, że do kolejnych sesji zostały zapraszane największe nazwiska świata mody i fotografii.
Więcej na temat ostatniej odsłony The Cal i powstawania poszczególnych sesji znajdziecie na stronie pirellicalendar.pirelli.com.