"Szukając własnego stylu" - fragmenty

Prezentujemy fragmenty publikacji "Szukając własnego stylu" wydanej przez Galaktykę. W tej książce czterech fotografów krajobrazu próbuje odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób stworzyć własny, niepowtarzalny styl. Każdy z nich przedstawia swoją wizję, co sprawia, że otrzymujemy zróżnicowane podejścia do zagadnienia. Wśród poruszonych tematów znajdziemy takie jak: wyobraźnia, wybór tematu oraz planu. Jak na tego typu pozycję, zawiera ona wyjątkowo dużo zdjęć, co jest niezwykle cenne, gdyż pozwala porównać intencje autora z efektami, które udało mu się osiągnąć.
MOJA WYOBRAŹNIA FOTOGRAFICZNA koncentruje się raczej na świecie zewnętrznym niż na wnętrzu artystycznej duszy. Pozwalam, żeby to motyw decydował o podejściu do fotografowania, o kadrowaniu i takim wykorzystaniu światła, by tworzyło ono integralną część kompozycji. Praca mojej wyobraźni opiera się na założeniu, że najważniejszy jest sam motyw, nie fotograf. Szacunek do świata pozwala mi odpowiednio wykorzystywać światło i komponować zdjęcia. Staram się przede wszystkim pokazać zdziwienie, zaskoczenie i radość, które czuję, widząc nowe, inspirujące krajobrazy. Moja wyobraźnia się rozwija - staram się przecież poprawiać swój warsztat i być lepszym fotografem. Zmienia to podejście do fotografowania, a także wybór motywów. Nie staram się jednak za wszelką cenę być modnym, na czasie, cool.

POD PEWNYM WZGLĘDEM moja wyobraźnia to właśnie moje zdjęcia. Gary Winogrand powiedział, że fotografuje rzeczy, by zobaczyć, jak będą wyglądać na zdjęciach. Ja fotografuję, by się przekonać, co naprawdę widzę.

Z FOTOGRAFICZNEGO PUNKTU widzenia mam swój styl. Zdaję sobie z tego sprawę, bo widzowie zawsze mówią, że rozpoznają go na moich zdjęciach. Nigdy jednak nie koncentrowałem się na szukaniu samego stylu. Jest on po prostu ubocznym produktem wyobraźni fotograficznej. Może się wydawać, że mój styl polega na dużej liczbie detali w pierwszym planie (najprawdopodobniej również będzie tam wielki kamień) oraz dramatycznym niebie. A jednak każdy, kto poświęci moim zdjęciom więcej niż tylko chwilę uwagi, zda sobie sprawę z krzywdzącego uproszczenia. Ja osobiście mam nadzieję, że mój styl oddaje wiarę w istnienie silnych związków między elementami krajobrazu i moją fascynację głębią, przestrzenią, fakturą powierzchni oraz światłem. Nad tym wszystkim dominuje zaś przekonanie, że podstawą kompozycji jest (jak i w życiu) równowaga.

Zdaję sobie sprawę z tego, że najczęściej fotografuję miejsca, które lubiłem już jako dziecko. Zwłaszcza te leżące nad morzem. Jeżeli w moich kadrach widać ewolucję, wynika ona z faktu, że dziś podejmuję większe ryzyko, fotografując w trudnych warunkach pogodowych. Kiedy pada, niebo jest zachmurzone, a światło płaskie - wyjdę fotografować chętniej niż kilka lat temu. Pogodę - złą czy dobrą - powinienem traktować jako jeden z elementów pracy. David Ward zawsze podkreśla korzyści płynące z umiejętności fotografowania w każdych warunkach. Staram się wykorzystać jego lekcję w praktyce.
Imacher Point, Arran.
Po raz pierwszy byłem na wyspie Arran w roku 1978. Jeszcze jako student pojechałem tam z rodzicami. Właśnie wtedy rodziła się we mnie miłość do fotografii krajobrazu. Jadąc drogą wzdłuż zachodniego wybrzeża, zatrzymaliśmy się w Imacher Point. Zrobiłem wtedy zdjęcie tych charakterystycznych skał. Potem, na odwrocie zdjęcia, napisałem kilka naiwnych uwag, na które stać było wtedy mnie, młodego artystę... Niedawno, tuż po pogrzebie mojego ojca, znalazłem tę fotografię - oprawioną i wiszącą na ścianie - w domu kuzyna. To była ważna chwila. Uświadomiłem sobie wtedy, że na Arran po raz pierwszy zaprowadziło mnie uczucie do krajobrazu, jakie żywił mój tata. Regularnie odwiedzam Imacher Point. Czasem sam, czasem z uczestnikami warsztatów fotograficznych. To wspaniały fragment wybrzeża. Na niewielkiej przestrzeni jest tu masa potencjalnie ciekawych kadrów. Kalifornia ma Point Lobos, Arran ma Imacher Point. To zdjęcie zrobiłem o zmierzchu - chciałem, żeby skały, oświetlone słabym światłem, wyglądały jak żywe istoty.
Urra Moor, mglisty poranek.
Pracując jako fotograf krajobrazu, poświęciłem wiele czasu, by rejestrować na zdjęciach drobne detale i fakturę powierzchni fotografowanych motywów. Właśnie z tego powodu uwielbiam aparaty wielkoformatowe. Duże negatywy mają w sobie olbrzymią liczbę informacji. Aby otrzymać najlepsze rezultaty, stosuję techniki, których się nauczyłem. Koncentrując się na detalach, czasem traciłem większy widok: promień światła przecinający cień i grę świateł, która przecież wciągnęła mnie wiele lat temu w fotografowanie krajobrazu. Postanowiłem więc od czasu do czasu wychodzić poza swoje typowe sposoby pracy i robić zdjęcia oddziałujące nie poprzez mnogość detali, ale przez uchwycone światło ważne dla danej chwili. Dobrym przykładem jest ta fotografia - zarejestrowana za pomocą standardowego obiektywu i kombinacji szarych filtrów, kiedy schodziłem z Hasty Bank po wschodzie słońca. W takich warunkach trudno ustalić prawidłową ekspozycję, naświetliłem więc cztery klatki (co jest sporą ekstrawagancją). Każda wywiera inne wrażenie, ale ta jest moim zdaniem najlepsza.

Fotograf powinien widzieć, nie tylko patrzeć. Na to, co widzi, mają również wpływ jego doświadczenie, umiejętności fotograficzne, posiadany sprzęt, poczucie estetyki i znajomość sztuki. Ale także dusza, umysł i serce. Wyobraźnia fotograficzna, dzięki której tworzymy kadry, pokazuje, co naprawdę myślimy, czujemy i w co wierzymy. JC

Technika cyfrowa w niesamowity sposób rozszerzyła możliwości fotografowania. Niestety, jednocześnie promuje lenistwo i zależność od automatycznych trybów ekspozycji. Wielu fotografów nie robi więc nic, by rozwijać wyobraźnię i znajdować własny styl. Choć oczywiście - w zakresie fotografii sportowej, przyrodniczej i fotografii mody - technika cyfrowa ułatwia rozwijanie kreatywności. JC

Pod molem, deszcz.
Wielkoformatowy aparat na ławie optycznej doskonale nadaje się do fotografowania architektury i konstrukcji tworzonych przez człowieka. Wiele razy fotografowałem takim aparatem wspaniałe, otaczające port Whitby mola, które zaginają się w łuk. Niedawno lokalne władze zamknęły dla postronnych zejście na ich dolne poziomy. Zanim to się stało, byłem tam podczas dżdżystego dnia. Chciałem wtedy wypróbować montowaną do statywu parasolkę i miałem wolną godzinę. Zrobiłem wtedy to zdjęcie. Nie ma na nim mnogości kolorów i odcieni. Tylko monochromatyczne kształty i formy. Jeśli jest dobre, to tylko dzięki precyzyjnemu ustawieniu aparatu. Parasolka zdała egzamin, a National Trust poprosił mnie o zrobienie fotografii przedstawiających ekstremalne zjawiska pogodowe (od oberwania chmury po wyschnięte koryta rzek), które miały ilustrować znaczenie zmian klimatu. Robiąc zdjęcia przy złej pogodzie, uświadomiłem sobie, że z fotograficznego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak "zła pogoda". Jest tylko ewentualna niechęć do rozwiązywania problemów związanych z panującymi warunkami. Fotografując w deszczu, nauczyłem się szukać kadrów, o których istnieniu kiedy indziej nawet bym nie pomyślał. Ponieważ wierzę w dokumentacyjne znaczenie zdjęć - fotografuję w każdych okolicznościach. Nie tylko tych powszechnie uważanych za "fotogeniczne".

UWAŻAM, ŻE TRZYMAJĄC SIĘ KURCZOWO określonego stylu, możemy ograniczyć kreatywność - niepotrzebny nam bowiem wtedy otwarty umysł. Ale możemy też dzięki temu robić lepsze zdjęcia, gdyż dokładnie określamy zakres naszej artystycznej wypowiedzi. Nie wiem jednak, czy na moich zdjęciach krajobrazu widać dążenie do określonego stylu. Znalazłem odpowiednią analogię - byłoby to jak zmuszanie koni do pchania wozu.

W MOJEJ KSIĄŻCE FirstLight - w rozdziale "Przyjaciele i bohaterowie" - napisałem o siedmiu fotografach, którzy byli dla mnie największą inspiracją i w największym stopniu wpłynęli na mój styl (dwóch z nich, David Ward i Charlie Waite, współpracuje ze mną przy tej książce). Oczywiście inspirowały mnie też prace wielu innych osób niewymienionych z nazwiska w owym rozdziale. Tak samo zresztą ważne są dla mnie prace licznych artystów spoza fotografii.

W ostatnich latach największy wpływ wywarł na mnie prawdopodobnie Peter Dombrovskis, mieszkający na Tasmanii fotograf dzikiej przyrody. Jego spokojne, a jednocześnie pełne głębokich emocji zdjęcia działają na mnie na wielu poziomach. Są najlepszym przykładem na to, że szukanie stylu li tylko dla stylu nie ma najmniejszego sensu. Autor tych zdjęć w prosty i czysty sposób koncentruje się wyłącznie na motywie. Najlepsze zdjęcia Dombrovskisa czynią fotografa praktycznie niewidzialnym. Uwagę widza przyciągają jedynie kolor, faktura powierzchni, kształt, forma i żywotność dzikiej przyrody, którą Peter tak kochał.
Traigh Eais.
W swojej książce "First Light" napisałem, że fotografując krajobraz, trzeba brać pod uwagę przede wszystkim światło - i tylko światło. Teraz jestem troszkę elastyczniejszy, ale i tak zawsze dokładnie zastanawiam się nad widzianym niebem. Bo przecież niebo jest głównym źródłem światła podczas fotografowania krajobrazu i powinno być integralną częścią kompozycji. To zdjęcie bezludnej plaży na wyspie Barra jest doskonałym przykładem realizacji tego założenia. Starałem się otrzymać interesujący kadr w słabnącym świetle letniego popołudnia. Plaża była piękna na swój prosty sposób. Moża nawet zbyt piękna. Kształt odległej chmury wydał mi się interesujący - założyłem więc obiektyw szerokokątny i czekałem przy aparacie zamocowanym do statywu. Nagle poruszana wiatrem chmura zaczęła zmieniać kształt i stała się niejako wizualnym odbiciem linii wody. Przez kilka minut, w stanie najwyższego uniesienia, starałem się zapisać niespotykanej urody obraz. Nie słyszałem anielskich hymnów ani fanfar. A jednak wiedziałem, że taka chwila już się nie powtórzy. Czasem mamy jednak trochę szczęścia.

Studiując prace innych fotografów, możemy się przekonać, że najlepsze zdjęcia powstają, gdy jesteśmy wierni sobie i swoim własnym gustom. JC

Bardzo trudno jest opisać swój styl. Z tak bliska nie potrafimy być obiektywni. Choć wiele osób mówi mi: "Uwielbiam twoje zdjęcia" (za co bardzo im dziękuję), nikt nie potrafi wytłumaczyć, na czym mój styl polega. JC


ZDJĘCIA CHARLIEGO z końca lat osiemdziesiątych były dla mnie wielką inspiracją. Starałem się podążać szlakiem, który przetarł swymi książkami poświęconymi fotografii krajobrazu i fotografowaniu w podróży. Bardzo trudno było mi uciec spod jego wpływu i znaleźć własną ścieżkę. Zbyt często łapałem się na tym, że próbuję zrobić zdjęcie podobne do jego prac. Nie muszę chyba mówić, iż zupełnie się wtedy poddałem.

Jego zdjęcia, zwłaszcza z Francji i Włoch - jest ich zbyt wiele, by teraz wymieniać pojedyncze przykłady - są dziś klasykami gatunku. Zapisywał owe wyjątkowe momenty, kiedy niebo i krajobraz łączą się w jeden wspaniale uporządkowany pokaz gry światła. Jest jak Claude Lorraine naszych czasów. Trudno się dziwić, że fotografie Charliego są czasem porównywane z malarstwem.

Prace Davida należą do zupełnie innego gatunku. Widać w nich stałą ewolucję stylu. Jego zdjęć w żaden sposób nie da się porównać z obrazami. W bezpośredni sposób wyrastają z technologii fotograficznej. Pod tym względem - wyprzedzają swój czas. Zdjęcia Davida są piękne, ale czasem i niepokojące. Nie ma na nich bowiem zrozumiałych odnośników skali - odbiorca musi się głęboko zastanawiać, co właściwie widzi. Występuje na nich wiele zaskakujących zestawień kolorów i odcieni oraz faktur i świateł. Dzięki temu David obchodzi ograniczenia dosłowności, związane z naturą fotografowanych obiektów - choć przecież tworzy "bezpośrednie" obrazy na slajdach za pomocą aparatu wielkoformatowego. Przypominam sobie momenty, kiedy fotografowaliśmy razem albo chociaż robiliśmy zdjęcia jednej okolicy tego samego dnia. Moje zdjęcia można określić mianem przewidywalnych. David odkrywał wtedy zupełnie nowe światy!
Endeavour wypływa z Whitby.
Robiąc zdjęcie, zastanawiam się przede wszystkim nad kompozycją. Odpowiednio wykorzystując światło, staram się również w jak najlepszy sposób przekazać swoje emocje. Pomysł na zdjęcie rodzi się w podświadomości. Patrząc wstecz - czasem trudno powiedzieć, czy uchwycone elementy kadru tworzą rzeczywiście spójną całość. To zdjęcie przypomina mi o trzech ważnych osobach: J.M.W. Turner był malarzem, James Cook - pionierskim zdobywcą mórz, a Frank Meadow Sutcliffe - fotografem. Przez większość życia Sutcliffe mieszkał w Whitby. Z pewnością dokładnie znał ten widok i zdawał sobie sprawę z nieskończonego artystycznego potencjału portu, ulic i skał otaczających Whitby. To miejsce jest dziś moją inspiracją. Cook - ważny tak dla mieszkańców Whitby, jak i dla całego kraju - został upamiętniony w tym kadrze dzięki replice żaglowca Endeavour. Dziś właściwie nie ma już krajobrazów i miejsc, które można by odkrywać, tak jak on to czynił. Ale bierzmy przykład z jego odwagi i skłonności do podejmowania ryzyka (co ma kluczowe znaczenie w rozwoju artystycznej wizji). J.M.W. Turner... jego The Fighting Temeraire jest jednym z moich ulubionych obrazów. Trójmasztowiec na tle spektakularnego zachodu słońca przypomina mi romantyczny nastrój tamtego obrazu (choć dzieło Tunera miało w sobie również skandalizujący element polityczny). Największy brytyjski malarz był niewątpliwie pierwszym, który wykorzystywał światło na swój własny sposób. Ciekawe, czy - gdyby żył dziś - wolałby malować, czy fotografować?
Low Newton, poranek.
Wierzę w istnienie mocnych więzi między różnymi przedmiotami. I choć ten rodzaj synergii częściej występuje między elementami należącymi do środowiska naturalnego, to jednak myślę, że wizualna harmonia może się pojawić również między przedmiotami stworzonymi przez człowieka a ich otoczeniem. Tu na przykład eleganckie linie traw porastających wydmy doskonale współgrają z kształtem kajaka po prawej stronie kadru. Pływam kajakiem po morzu - łodzie na zdjęciu są dla mnie symbolem przygody i wolności. Nie wiem, czy to widać na fotografii, ale mam dla nich wiele sympatii. Delikatny wschód słońca - zapowiadający piękny dzień na wybrzeżu Northumberland - pozwolił jeszcze na fotografowanie w stronę słońca. Kilka chwil później słońce było już zbyt ostre. Piękny moment minął bezpowrotnie.

"Słońce jest Bogiem" powiedział J.M.W. Tuner, umierając. Jeśli miał rację, chmury są z pewnością jego (czasem trudnymi do upilnowania) aniołami. To dzięki nim świat wygląda tak dobrze. A gdy zasłaniają niebo, możemy sobie uświadomić, jak wiele tracimy bez słońca. JC

Zadzwonił do mnie kiedyś redaktor naczelny jednego z miesięczników poświęconych fotografii cyfrowej. Szukał zdjęcia krajobrazu na okładkę kolejnego numeru. Powiedziałem, że moje prace pewnie nie będą się nadawać, bo przecież nadal fotografuję na filmach. Odpowiedział, że większość ich okładek to zdjęcia analogowe - trudno bowiem znaleźć fotografie cyfrowe odpowiednio wysokiej jakości. Delikatnie mówiąc, to stwierdzenie bardzo mnie zaskoczyło. Nie rozumiem, dlaczego technika cyfrowa ma być nieodpowiednia do fotografowania krajobrazu. Przecież nadaje się do innych gatunków fotografii. JC

Rumps Point.
Kupiłem aparat Ebony 45S w roku 1993, kiedy jeszcze mieszkałem w Londynie. Myślałem, że jeśli go zdobędę, szybciej zostanę fotografem krajobrazu. Faktycznie nim zostałem - ale dopiero w 1995 roku i miały w tym udział zupełnie inne czynniki. Wtedy właśnie zrobiłem tym aparatem pierwsze zdjęcie krajobrazu, obserwując wieczorem Rumps Point w północnej Kornwalii. Znam i kocham to miejsce od wczesnego dzieciństwa. Niezależnie od tej (dość) udanej próby, zacząłem regularnie korzystać z Ebony w plenerze dopiero w październiku 1997 roku. Spędziłem wtedy tydzień w Paryżu, fotografując cmentarz Pere-Lachaise. Z czasem postaram się pewnie o mniejszy i lżejszy aparat Ebony (SW45), który pozwala korzystać z obiektywów szerokokątnych i który łatwo ze sobą nosić. Kiedy jednak w 2002 roku wypożyczyłem zaawansowany model 45SU, zdecydowałem się natychmiast na jego kupno. Zwłaszcza że można go fabrycznie dostosować do własnych preferencji. Z tego aparatu korzystam codziennie. Ma swoje wady, tak jak każdy drewniany aparat. Ale jego obsługa weszła mi już w krew i stała się całkiem naturalna. Uważam, że ten aparat pozwala koncentrować się na fotografowanym motywie bardziej niż jakikolwiek inny sprzęt.
Dzwonki w New Roseberry.
Staram się regularnie fotografować krajobraz. Tak jak sportowcy i muzycy - fotograficy muszą ćwiczyć duszę i ciało. Mój rodzinny krajobraz to wzgórze Roseberry Topping, dominujące nad moją miejscowością. Wiem dziś, że miałem wielkie szczęście, dojrzewając w tej pięknej okolicy zdominowanej przez charakterystyczne wzniesienie. Fotografowałem je tyle razy, że w roku 2006 wspólnie z lokalną grupą entuzjastów wydaliśmy książkę poświęconą tylko Roseberry Topping. Na niektórych zdjęciach widać jego odległy szczyt. Większość pokazuje drzewa, trawy, skały, kwiaty, bagna i inne motywy znajdujące się w okolicy wzgórza. Krajobraz można pokazać na wiele sposobów - książka, o której mowa, jest tego najlepszym przykładem. Kwitnące dzwonki pojawiają się na stokach Roseberry w najpiękniejszej porze roku. Zrobiłem im wiele zdjęć, a jednak stale próbuję pokazać je w nowy i być może lepszy sposób. Oto moje ostatnie podejście. Zdałem sobie ostatnio sprawę z tego, że coraz trudniej fotografować kwitnące dzwonki. Zawsze kiedy spaceruję tutaj wieczorem, muszę uważać na rozstawione statywy innych fotografów!

Charlie Waite
BYĆ MOŻE, CHOĆ TO PARADOKS, koncepcja wyobraźni fotograficznej jest tak ulotna i trudna do opisania, że jedynym językiem, który może temu podołać, okazuje się właśnie język samej fotografii. Opisywanie zdjęć za pomocą intelektualnych zwrotów to zajęcie dla krytyka sztuki albo kuratora wystawy. Na pewno nie dla autora. Dla fotografa taki język jest zupełnie niezrozumiały. Dla nas liczy się sam kadr.

Jedynie osobiste doświadczenie może prowadzić do odszukania ukrytych źródeł, w których rodzi się potrzeba tworzenia, chęć zarejestrowania określonych kadrów. Próby wyjaśnienia i wytłumaczenia są bezcelowe i pozbawione sensu. Oczywiście to bardzo subiektywne kwestie. Odczucia zrodzone z intuicji i osobiste interpretacje widzianych scen prowadzą do zdjęć, które w znacznej mierze opierają się właśnie na wyobraźni.

ZDEFINIOWANIE STYLU jest nieco prostsze. Styl zmienia się bowiem, podlega wpływom w odpowiedzi na różne gusty. Styl może oddawać nasz fotograficzny rozwój. Może też jednak ewoluować pod wpływem różnych wydarzeń, które potrafią modyfikować utarte przyzwyczajenia, prowadząc do całkowitego wyparcia wcześniejszych metod pracy.

Instynktowne - i często wykorzystujące ustalone zasady - umieszczanie elementów w kadrze, zgodne z naszym poczuciem estetyki, może nagle przestać nam się podobać. Dojrzewając, uznamy stare zdjęcia za zbyt bezpieczne i spokojne. Styl, zmieniający się wraz z upływem czasu, nie jest tak mocno obecny w naszej świadomości jak sama wyobraźnia. Styl, który wprowadzamy do swoich zdjęć, to swobodne odwzorowanie mocnych relacji powstających głęboko w wyobraźni.
St. Girons, Pireneje.
Wszystko, co potrzebne, było na miejscu: mocne skośne światło, kłębiące się, postrzępione chmury, dwa szczyty po bokach i jeden szerszy na dalszym planie (a na nim bonus w postaci śniegu). To zdjęcie nie spełnia jednak moich założeń. Czego się spodziewałem? Wyraźniejszej atmosfery i większego poczucia głębi, których nie ma w tym kadrze.
Krowy, Islay.
W krajobrazie zawsze pociąga mnie kolor srebrny. Najczęściej zapewnia go obecność wody w kadrze. Lubię humor i spokój tego zdjęcia. Krowy w intrygującym miejscu wprowadzają nieco absurdu i element dziwnej duchowości. Dokładne powtórzenie kształtów sugeruje, że chmura i wzgórze stanowiły wcześniej całość, ale musiały się rozdzielić, by zrobić miejsce dla krów zanurzonych w srebrnomlecznym morzu. Dochodzi tu do głosu moje poczucie romantyzmu. Trudno jednak uwierzyć, że to nie niebiańskie krowy.

To nasza wyobraźnia powinna określić styl zdjęcia oraz szczegóły wszystkich etapów jego tworzenia. Jeśli technika nie odpowiada stylowi, nasze prace będą puste, pozbawione znaczenia. Między intencjami i zamierzeniami a gotowym obrazem powstanie przepaść. Kadr będzie niepełny. CW

KOMPOZYTOR PRÓBUJĄCY stworzyć nową melodię, gdy nie znajduje żadnej inspiracji, ma dwa wyjścia. Albo skupi się na bezpiecznym kopiowaniu własnych dawnych pomysłów, wprowadzając do nich jedynie niewielkie zmiany; albo odrzuci swoje stare dzieła i postara się znaleźć całkowicie nowe podejście, otwierające przed nim nieznane ścieżki. Ten drugi sposób staje się dla wielu przeżyciem głęboko oczyszczającym.

To samo dotyczy również i innych gatunków sztuki. Powtarzalny styl może być traktowany jak podpis fotografa - to właśnie ten styl jest uwielbiany i kopiowany przez innych. Z drugiej strony, styl można traktować jako wyraz talentu - dar od Boga, którego za żadne skarby nie należy zmieniać i modyfikować. Prowadzący nas głos jest jedynym głosem, którego potrzebujemy. Odczuwana przez fotografów potrzeba zmienności i inspiracji powinna być zaspokajana przez wielką liczbę możliwych do znalezienia (zwłaszcza w przypadku krajobrazu) motywów i sposobów ich oświetlenia. Dzięki nim fotograf może ze świeżymi siłami podchodzić do każdego nowego motywu, który postawi przed twórcą nowe wyzwania.
Autoire, departament Lot, Francja.
Moja słabość do starych chat jest powszechnie znana. Wiadomo również, że nie jestem osamotniony w tej kwestii. Boże Narodzenie roku 2006 spędziłem w departamencie Lot we Francji. Odkryłem wtedy stary budynek, który zdawał się wręcz czekać na mnie. Szron jest bardzo fotogeniczny. Dzięki niemu zdjęcie wygląda jak ilustracja do starej baśni. Przebłyski koloru pomarańczowego, zwłaszcza w obrębie dachu, również bardzo mi odpowiadają. Wzrusza mnie także sposób, w jaki zwisające gałęzie otulają stary dach. Nie da się ukryć romantyzmu tej fotografii. To właśnie zmusiło mnie do jej zrobienia.

Dlaczego staramy się znajdować nowe style, kiedy każde kolejne zdjęcie jest w zasadzie zupełnie odmienne i w związku z tym pokazuje świat z innej strony? CW

WEDŁUG MNIE ZATEM wyobraźnia i styl to krańcowo różne sprawy. Nie uważam, żeby moja wyobraźnia fotograficzna była pod jakimkolwiek względem lepsza niż wyobraźnia innych osób. Ale radość tworzenia i satysfakcja, które wiążą się z długimi latami fotografowania, z pewnością wpłynęły na mnie jako człowieka. To dzięki fotografii jestem dziś tym, kim jestem.

Patrząc na to nieco szerzej, zawsze czułem się blisko krajobrazu. Kiedy fotografuję, to uczucie sprawia, że czuję się jak w domu - bezpiecznie i spokojnie. Traktuję aparat jak katalizator uruchamiający reakcje ważne dla mojej egzystencji. Krajobraz jest jedną z podstaw mojego życia. Jak ogrodnik albo rolnik oglądający ziemię rodzącą nowe plony, tak i ja, patrząc przez wizjer aparatu, czuję się częścią większej całości, znajduję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nie ma w tym nic skomplikowanego.

Dla wielu poszukiwanie doskonałego kadru staje się czynnikiem określającym życie. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że perfekcja jest nieosiągalna. Ale czy to nie dążenie do niej pcha nas do przodu?

Charlie Waite, David Ward, Eddie Ephraums, Joe Cornish
"Szukając własnego stylu"

Cena: 49,90zł
Ilość stron: 160
Format: 23 x 26 cm
Oprawa: Miękka
słowa kluczowe:
 
Komentarze
Polecane artykuły
George Eastman Museum udostępnia serię filmów poświęconych największym przełomom w fotografii. Pozycja obowiązkowa!
14 Sie 2018
Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się jak długą drogę fotografia przeszła od czasów camery obscury aż do dzisiaj, zobaczcie dokumentalną serię stworzoną przez Goerge Eastman Museum. To fantastyczna podróż przez najważniejsze techniki i odkrycia, które zrewolucjonizowały to medium.
0
Tadeusz Rolke: „Sztuka nie polega na pokazywaniu piękna”
13 Sie 2018
Od czwartku, w warszawskiej galerii Le Guern można oglądać najnowszy projekt Tadeusza Rolke, jednego z mistrzów polskiej fotografii. W dniu wernisażu rozmawialiśmy z autorem o powstawaniu najnowszej serii.
0
Karen Miranda Rivadeneira odtwarza swoje dzieciństwo. "Pomysł ten zrodził się z rozmyślań o pamięci i jej niedoskonałości”
7 Sie 2018
“Uświadomiłam sobie, że brakuje mi wiedzy o mnie samej. Rozmyślając o pamięci i jej wadliwości, postanowiłam odkopać osobiste mity i rodzinne historie” - opowiada nam o swoim projekcie amerykańska fotograf.
0
Marcin Walko jako jedyny Polak dokumentował upamiętnienie ofiar masakry w Srebrenicy. Zobaczcie zdjęcia z projektu “Parcela M11”
3 Sie 2018
W lipcu 1995 roku serbskie oddziały paramilitarne w okolicach Srebrenicy wymordowały kilka tysięcy Muzułmanów. Co roku drogą, którą wówczas próbowały ratować się ofiary odbywa się symboliczna pielgrzymka. W tym roku, jako jedyny Polak miał okazję dokumentować ją Marcin Walko.
1