Długoogniskowe zoomy Nikona - część 3, AF Zoom-Nikkor 70-300 mm F4-5.6G

Czas na trzecią już część testu długich zoomów Nikona. Po dwóch DXowych obiektywach 55-200 mm przejdziemy do optyki pełnoklatkowej, a zaczniemy od dość leciwego Nikkora 70-300 mm F4-5.6G. Zapraszamy do lektury.
Testowany tu Nikkor 70-300 mm F4-5.6G (pierwszy z lewej) jest niewiele dłuższy od niepełnoklatkowego zooma 55-200 mm VR.

AF Zoom-Nikkor 70-300 mm F4-5.6G
To najstarszy z opisywanych przez nas długich zoomów Nikona. Jego premiera miała miejsce na Photokinie w 1998 roku, a więc niemal 10 lat temu. Wtedy to właśnie świat ujrzał tego pierwszego Nikkora typu "G", a więc nie wyposażonego w pierścień przysłony, którą tu trzeba ustawiać pokrętłem aparatu. Był to jeden z istotniejszych kroków Nikona przeczący deklarowanej pełnej kompatybilności każdej jego lustrzanki z każdym Nikkorem. W tym wypadku od dostępu do nowej optyki odcięte zostały nie tylko niemal wszystkie lustrzanki z ręcznym ustawianiem ostrości (z przyszłym FM3a włącznie), ale też pierwsze AF (F3AF, F-501, F-601). Kolejnych kilka (manualny F-601M, F-801/s, F90/X, F70, F4) mogło pracować wyłącznie w automatykach P i S, a dopiero pozostałe współpracowały i współpracują w pełni. Obiektyw ten jest już powoli wycofywany ze sprzedaży, zresztą rzecz nie dziwna, gdyż następców ma wielu. Występuje jeszcze co prawda na liście aktualnej oferty optyki widocznej na światowej stronie Nikona, choć na www.nikon.pl już nie. Znaleźć go jednak można w polskich sklepach, gdzie jest jednym z najtańszych Nikkorów.

Zoom ten tworzy obraz na całej klatce 24 x 36 mm, ale nie ma przeszkód by używać go z niepełnoklatkowymi lustrzankami Nikona czy Fuji. Staje się on wtedy odpowiednikiem małoobrazkowego zooma 105-450 mm.
Wzornictwem obiektyw, delikatnie mówiąc nie zachwyca. Trochę nawet przypomina prymitywny design znany z optyki Cosiny. Mam na myśli oczywiście jej obiektywy autofokus, a nie te przeznaczone do dalmierzowych Voigtlanderów i Leiek. Prosty, czarny tubus z szarymi napisami, nawet bez złotych dodatków znanych z Nikkora 55-200 mm ED. Jedynym barwnym szczegółem jest skala odległości, ale to niewiele pomaga. Widać że 10 lat temu nie bardzo starano się by tanie obiektywy oprócz ceną zachęcały do zakupu swoim także wyglądem. Teraz rzecz wygląda zupełnie inaczej, choć prostym, amatorskim Nikkorom daleko jeszcze do skromnej elegancji optyki Pentaksa i Olympusa.

Skromne wzornictwo obiektywu jest typowe dla tańszych Nikkorów z końca lat 90-tych.


Konstrukcja

Budowa wewnętrzna tego zooma jest niemal tak samo prosta jak jego wzornictwo. Próżno tu szukać wyrafinowanych rozwiązań konstrukcji optycznej, jak i mechaniki, nie znajdziemy też ani jednej soczewki ze szkła o niskiej dyspersji. Wszystkich soczewek jest 13, a umieszczono je w 9 grupach.

13 soczewek w 9 grupach. Asferycznych i ze szkła o niskiej dyspersji brak. Nie ma też śladu wewnętrznego zoomowania i ogniskowania.


Wydłużanie ogniskowej powoduje znaczny wysuw przedniego członu obiektywu, który już w pozycji "70 mm" do najkrótszych nie należy. Z niecałych 12 cm obiektyw wydłuża się do prawie 17 cm przy ogniskowej 300 mm, a jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę założoną osłonę przeciwsłoneczną, to okaże się że ten Nikkor wystaje z aparatu tyle samo co jasny, profesjonalny 70-200 mm F2.8 - no może prawie tyle samo. Brak jest systemu wewnętrznego ogniskowania, a przy tym nie zastosowano dodatkowej przekładni dzięki której w Nikkorze 55-200 mm ED (i kilku innych zoomach) przy ustawianiu ostrości przedni człon wykonuje jedynie ruchy osiowe, a nie obrotowe. Ponieważ osłona przeciwsłoneczna mocowana jest do tego członu, tak więc i ona obraca się przy ogniskowaniu; o jej wyprofilowaniu nie było więc mowy. Autofokus napędzany jest silnikiem wbudowanym w aparat, a więc możemy zapomnieć o automatycznym ustawianiu ostrości jeśli obiektyw dołączymy do Nikona D40, D40x, czy D60.


Do szybkich autofokus nie należy. Przejazd od "1,5 m" do nieskończoności tam i z powrotem zajmuje niemal dwie sekundy. To sporo, ale gorzej że problem zauważymy nie tylko gdy autofokus się pogubi i jedzie sobie do końca skali i z powrotem. Ślamazarność autofokusa widać bowiem też przy niewielkich zmianach położenia płaszczyzny ostrości. Chodzi tu nie tylko o dość powolne kręcenie obiektywem, ale również o łagodny start napędu AF. Uniknięto dzięki temu szarpania przy ruszaniu autofokusa, ale jego sprawności to nie poprawiło. Do tego dochodzi brzydki gwizd dochodzący z napędu.

Osłona przeciwsłoneczna obraca się przy ustawianiu ostrości wraz z przednim członem obiektywu.

Wypada jeszcze napisać o materiałach użytych do budowy obiektywu. Z zewnątrz mamy tylko plastik, z którego wykonane są wszystkie elementy obudowy i bagnet mocujący do aparatu oraz gumę pokrywającą szeroki pierścień zooma. Masa 425 g przy średnich rozmiarach świadczy że i w środku metalu nie jest zbyt dużo.

Bagnet wykonany z plastiku - trudno się dziwić. Po prawej stronie widać "śrubokrętowe" sprzęgło przenoszące napęd autofokusa.


Obsługa

Podobnie jak w przypadku testowanego wcześniej VR-Nikkora 55-200 mm, tak i tu pochwały należą się za bardzo szeroki pierścień ogniskowych. Każdy, bez względu na wielkość dłoni i sposób jej ułożenia pod obiektywem, pod palcami znajdzie jakiś fragment pierścienia zooma. Przy tym pierścień ten jest umieszczony na tyle blisko aparatu, że jeśli mamy pod nim zamontowany uchwyt do zdjęć w pionie, to możemy tyłem dłoni podpierać aparat, a palcami obsługiwać zooma.

Przy próbie obrotu pierścienia czujemy wyraźny, choć na pewno nie zbyt silny opór statyczny, co może sugerować że trudno będzie wykonywać drobną korektę kąta widzenia obiektywu. Jednak okazuje się że gdy już pierścień drgnie, to - nietypowo - opór wcale nie zmniejsza się i wcale nie ma problemów z precyzyjnym przejściem np. z "70 mm" na "75 mm". Przy dużych korektach oporowi nieco brakuje płynności, ale w sumie ogniskową zmienia się dość komfortowo. Pomaga w tym także fakt, że skala ogniskowych obejmuje nieco mniej niż 1/4 obwodu obiektywu.

Wyjątkowo szeroki pierścień zooma ma spory opór statyczny, ale opór dynamiczny jest niewiele mniejszy. Dzięki temu ustawianie ogniskowej nie sprawia większych kłopotów.

Z kolei pierścień ostrości obraca się bardzo leciutko, co może i jest zaletą, ale temu niewielkiemu oporowi brakuje charakteru. Dobrze jednak że pierścień nie lata całkiem luźno, co czasami zdarza się w tanich zoomach. Na pierścieniu znajdziemy skalę odległości, ale próżno by w jej pobliżu szukać indeksu wskazującego ustawioną odległość. Nie ma go, bo nie było gdzie go umieścić, no chyba że dłuuuugą kreskę wymalowano by na całej długości wysuwającego się przedniego członu obiektywu. Najbardziej zdesperowani brakiem tego indeksu pewnie będą korzystali z indeksu przeznaczonego dla skali ogniskowych, z tym że ten znajduje się o "zaledwie" 7 cm od skali ostrości.

Pierścień odległości obraca się z symbolicznym, lecz "płaskim" oporem. Znacznie większym problemem jest brak indeksu dla skali odległości.

słowa kluczowe:
 
 
Komentarze
Polecane artykuły
Czy filmy małoobrazkowe sprawdzą się we współczesnej fotografii krajobrazu?
18 Wrz 2018
Aparaty analogowe dają możliwość niedrogiego rozpoczęcia przygody z bardziej świadomym fotografowaniem. Czy jednak w obecnych czasach film nadal może konkurować z cyfrą pod względem jakości obrazu?
1
Panasonic GH5, GH5S i G9 - mistrzowskie trio
28 Sie 2018
Linia topowych korpusów Panasonic to dziś propozycja zarówno dla wymagających filmowców jak i profesjonalnych fotografów. Przyglądamy się bliżej flagowym modelom.
0
“Każde spotkanie z nimi jest wspaniałym przeżyciem”. O fotografowaniu niedźwiedzi opowiada Marcin Dobas
10 Sie 2018
Fotografia dzikich zwierząt to nie sport dla wybranych. Zapierające dech w piersiach ujęcia natury są w zasięgu większości z nas. Trzeba tylko dobrze się przygotować, planować i wiedzieć gdzie szukać interesujących nas osobników. O tym, jak fotografować dzikie niedźwiedzie opowiada fotograf i podróżnik, Marcin Dobas.
0
Notebook z górnej półki czy budżetowy monitor graficzny? O to, co lepiej sprawdzi się w edycji zdjęć zapytaliśmy eksperta
31 Lip 2018
Czy dobry notebook jest wystarczający do zawodowej pracy fotograficznej? Jak wypada w zestawieniu z najtańszymi na rynku monitorami graficznymi?  Na co zwracać uwagę przy wyborze monitora? Zapytaliśmy o to eksperta, Radka Witana ze sklepu Wzorniki.eu.
0