Nikon Z5 IIC - pierwsze wrażenia

Nowy aparat, który powstał na bazie Nikona Z5 II oferuje wiele, ale i sporo traci. Jakie są atuty nowego Z5 IIC i dla kogo właściwie jest ten korpus? Pierwszy kontakt z tym aparatem pozwolił już wyciągnąć konkretne wnioski…

Dodaj do źródeł Skomentuj Kopiuj link
Posłuchaj
00:00

Nikon Z5 IIC będzie chyba jedną z najbardziej dyskusyjnych premier ostatnich lat. Szukając pomysłu na amatorską pełną klatkę Nikon postanowił w odważny sposób odchudzić swój popularny korpus Z5 II, wprowadzony do oferty w ubiegłym roku. Po wyeliminowaniu wizjera na rynek ma wejść najtańsza pełna klatka w systemie, ale nadal o sporych możliwościach.

Co zatem ma do zaoferowania nowy Nikon Z5 IIC i czy na pewno będzie najtańszy? Jeszcze przed oficjalną premierą mogliśmy wziąć w ręce egzemplarz przedprodukcyjny. Oto szybkie wnioski!

To aparat budżetowy, ale jakość wykonania jest wysoka

Nikon twierdzi, że grip dla większości osób jest zbyt ważny, dlatego nowy aparat nie ma typowego “płaskiego” stylu aparatów dalmierzowych. Mamy więc korpus podobny do Z30 - nie ma wizjera, ale jest za co złapać. Uchwyt jest duży i naprawdę ergonomiczny. Palce mają sporo miejsca, a gumowa okleina z przodu i z tyłu na profilu kciuka przyjemnie przykleja się do dłoni.

Do tego dochodzi solidne wykonanie, choć to przecież pełna klatka segmentu entry-level. Korpus jest częściowo magnezowy i uszczelniony przed kurzem i wilgocią, z całkiem solidnymi uszczelkami przy komorach baterii i karty pamięci. Jednocześnie aparat, tak jak Z5 II, pozostaje całkiem spory i wcale nie lekki.

Co ciekawe Nikon Z5 IIC będzie dostępny w dwóch wersjach - całkowicie czarnej oraz ze srebrnym topem. Oczywiście srebrny jest milszy dla oka, bo nawiązuje do analogowych tradycji.

Brak wizjera to główna cecha, ale czy to duża wada?

Główna różnica w stosunku do Z5 II to brak wizjera. Korpus jest przez to niższy, nieco bardziej poręczny, ale w oczywisty sposób traci na funkcjonalności, bo kadrowanie ograniczone jest do wyświetlacza.

W pełnym słońcu wizjera na pewno będzie brakować, ale patrząc na współczesnych twórców, szczególnie młodych i tych początkujących, wizjer nie jest dla nich elementem niezbędnym. Przyzwyczajeni do smartfonów, kadrują wyłącznie z użyciem wyświetlacza, a ten w nowym Nikonie nie ma słabych punktów. Jest jasny, kontrastowy, świetnie oddaje kolory i oferują bezbłędną responsywność na dotyk. W dodatku, zamocowany na bocznym przegubie, pozwala kadrować wygodnie z każdej pozycji, zarówno w pionie, jak i poziomie.

Drugim, dość istotnym minusem w stosunku do Z5 II jest brak joisticka. Przez to sterowanie aparatem będzie mniej wygodne i często wolniejsze. Jednak reszta przycisków pozostała na swoim miejscu, nawet dwa funkcyjne z przodu.

Trzecia różnica to obsługa kart pamięci. W Z5 II mamy podwójne gniazdo, natomiast w nowej wersji “C” już tylko jedno. To jednoznaczny sygnał, że nowy korpus jest skierowany do mniej “profesjonalnych” użytkowników, którzy nie muszą tworzyć w locie kopii zapasowych.

Reszta wydaje się być niezmieniona - Nikon Z5 IIC zasilany jest tym samym akumulatorem i ma ten sam zestaw złączy: micro HDMI, wejście mikrofonowe i wyjście słuchawkowe oraz USB-C z transferem danych i zasilaniem.

Świetna matryca i autofokus z modelu Z5 II z maleńkim bonusem

Pod kątem obrazowania, szybkości i autofokusa nowa wersja C jest kopią modelu Z5 II. Dostajemy więc znaną, klasyczną matrycę o rozdzielczości 24 Mp, ale ze wsparciem szybkiego procesora EXPEED 7. Aparat pozwala fotografować w szerokim zakresie ISO 100-64 000 z możliwością rozszerzenia do ISO 50-204 800. Do tego dochodzą całkiem szybkie tryby seryjne - z migawką mechaniczną JPEG 14 kl./s i RAW 12 kl./s, z elektroniczną JPEG 15 kl./s i RAW 8 kl./s, a także szybkie serie C15 i C30 ze wsparciem autofokusa ciągłego w formacie JPEG Large Norm oraz trybem pre-burst.

Atutem tej niedrogiej konstrukcji będzie także autofokus, który wydajnością i możliwościami jest bardzo bliski temu, co oferują wyżej pozycjonowane modele, takie jak Z6 III czy Z8. System wspiera oczywiście rozpoznawanie ludzi, zwierząt, ptaków, pojazdów i samolotów. W zależności od sceny, aparat potrafi wykrywać sylwetki, twarze, oczy, a w przypadku pojazdów - także przednią szybę lub kokpit.

Na dokładkę w Z5 IIC znajdziemy też wykrywanie… ryb. To nowość. Na prezentacji aparatu nie mieliśmy w zasięgu akwarium, ale jest duża szansa, że nowy Nikon z pływającymi tematami będzie sobie radził bardzo dobrze. Niewykluczone też, że kolejna aktualizacja oprogramowania do Z5 II powiększy bazę detekcji właśnie o ryby.

Nikon Z5 IIC - dla kogo jest ten aparat?

Rynek trochę nas przyzwyczaił do tego, że jeśli aparat ma “płaski” dalmierzowy profil bez wizjera, a na dodatek jeszcze literkę “C” w nazwie, to można się spodziewać korpusu skierowanego do filmujących. Z nowym Nikonem Z5 IIC jest inaczej.

Oczywiście brak wizjera może być pewnym atutem przy obudowywaniu klatką lub mocowaniu na gimbalu, ale w stosunku do standardowej wersji Z5 II tryb filmowy się nie zmienił. Ciągle nie oferuje zapisu Open Gate czy formatu 17:9, choć 10-bitowy zapis 4K 30 kl./s z dobrym autofokusem i wydajną stabilizacją to nadal mocna propozycja nawet do bardziej wymagających produkcji.

W efekcie po stracie wizjera, podwójnego gniazda SD i joysticka, Nikon Z5 IIC to po prostu okrojona ergonomicznie alternatywa dla pierwowzoru. W pewnych sytuacjach, jak chociażby w pełnym słońcu, z powodu braku wizjera będzie trudniej kadrować, bez joysticka obsługa będzie mniej wydajna, a bez podwójnego gniazda mniej bezpieczna. Jednak nowy model nie traci na szybkości, jakości obrazu, wydajności AF, ani funkcjach wideo. W ogólności można więc nim tworzyć materiał zdjęciowy czy filmowy na takim samym wysokim poziomie co Nikonem Z5 II. A jest przy tym trochę bardziej poręczny - dla niektórych to także spory atut.

Sięgnąć mogą więc po niego amatorzy, którym zależy na legendzie pełnej klatki i filmujący, którzy nie potrzebują wizjera. Może to być też tani korpus zapasowy albo uzupełniający bardziej zaawansowaną “flotę”.

Na razie jednak sytuację komplikuje cena. Nowy korpus ma wejść do sprzedaży 15 października i kosztować 6599 zł, czyli prawie 1.5 tys. zł taniej od Z5 II w dniu premiery w ubiegłym roku. Jednak dziś Z5 II kosztuje już w wielu sklepach mniej niż 6500 zł… Cena Z5 IIC musi więc raczej szybko spaść, bo minimalnie “większa poręczność” raczej nie przekona do nowego modelu, jeśli taniej dostaniemy Z5 II z wizjerem.

Jeśli jesteście ciekawi nowego aparatu, przedprodukcyjne egzemplarze Z5 IIC, zarówno czarny, jak i srebrny, można obejrzeć w salonie Nikon w galerii handlowej „Złote Tarasy” w Warszawie.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Fotopolis do ulubionych źródeł
Komentarze
Zobacz więcej z tagiem: Nikon Z
Magazyny
Zamów