Profoto B1X w praktyce - opinia Dawida Markoffa

1 Wrz 2017
Profoto B1X w praktyce - opinia Dawida Markoffa

Lampa studyjna z własnym zasilaniem, wydaje się być idealnym rozwiązaniem do pracy w plenerze. O opinię na temat najnowszego modelu ProFoto B1X zapytaliśmy Dawida Markoffa, zawodowego fotografa, który miał już okazję z nią pracować podczas sesji realizowanej dla Digital Camera Polska.

Lampy reporterskie to dobre rozwiązanie na początek, ale trzeba pamiętać, że oferują mniejszą moc, również oferta akcesoriów i modyfikatorów jest znacznie skromniejsza. Duże studia stosują często przenośne generatory, te są jednak ciężkie i bardzo drogie. Idealnym rozwiązaniem wydają się więc nowoczesne lampy z własnym zasilaniem, takie jak Profoto z rodziny B1. Najnowszy model B1X o mocy 500 Ws to smukła i kompaktowa (14 x 31 x 21 cm) obudowa, w której udało się zamknąć o 80% jaśniejsze lampy modelujące LED i o 50% bardziej pojemną baterię niż u poprzednika. Z pełną mocną, według specyfikacji, wykonamy aż 325 błysków, prócz tego otrzymujemy wsparcie dla pomiaru TTL oraz tryb HSS pozwalający na synchronizację z czasami migawki do 1/8000 s. Poza tym lampa oferuje tryb stroboskopowy (do 20 błysków na sekundę) czas przeładowania w zakresie 0,1–1,9 s, w zależności od ustawienia mocy, oraz pełną współpracę z innymi lampami z oferty Profoto. Jak lampa spisuje się w praktyce?

Podczas ostatnich zdjęć plenerowych, dostałem do pracy lampę Profoto B1X. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wśród sprzętu znalazła się niewielka torba, w której znajdowała się lampa. Byłem nastawiony na klasyczne lampy studyjne z dużym generatorem, a B1X okazała się lampą pracującą na dołączonych akumulatorach, nie wymagającą zewnętrznego zasilania. To na pewno konkurencja nie tylko dla drogich generatorów, ale również dla reporterskich lamp systemowych, których tak często ludzie używają w fotografii plenerowej.

B1X to w pełni cyfrowa kompaktowa lampa błyskowa o mocy 500Ws, wyposażona w radiowy system wyzwalania błysku z pełną dedykacją pomiaru światła TTL. System kompatybilny jest obecnie z systemami Olympusa, Canona, Nikona i Sony. Lampa oferuje 9-stopniową skalę regulacji mocy w krokach co 1/10 przysłony.

Lampa jest niesamowicie lekka i kompaktowa, przez co bardzo konkurencyjna dla dużych lamp studyjnych. Obudowę wykonano z dobrej jakości tworzywa sztucznego. Oczywiście tworzywo nigdy nie daje takiego wrażenia solidności jak stop metalu, ale B1X akurat trudno odmówić dobrego i starannego wykonania. Lampa prezentuje się też bardzo efektownie – ProFoto zawsze dbało też o dobry design swoich produktów. Również palnik wydaje się dobrze zabezpieczony a mocowanie statywowe sztywne i precyzyjne.

Z lampą dostałem dedykowany wyzwalacz Profoto Air Remote TTL-C. Polubiłem go od pierwszych minut ze względu na wbudowany wyświetlacz oraz niewielki rozmiar i wagę w porównaniu z „Pocketami”, których używam na co dzień.

Obsługa lampy jest bardzo intuicyjna – opiera się na 4 przyciskach i dużym monochromatycznym wyświetlaczu informującym o trybie pracy, ustalonej mocy i stanie baterii. Wyświetlacz daje wyraźny podgląd nawet w mocnym słońcu, a centralnie umieszczone pokrętło pozwala wygodnie kontrolować moc błysku co 1/10 EV (lub co pełną działkę EV jeśli je dodatkowo wciśniemy). W zasadzie każdy kto używał jakichkolwiek lamp reporterskich czy studyjnych poradzi sobie z B1X dosłownie od pierwszych minut.

Specjalny kształt reflektora zapewnia 100% wykorzystanie mocy światła i pełne pokrycie nawet z dużymi płaszczyznami rozpraszającymi światło. To ważne zwłaszcza, gdy chcemy użyć dużych softboxów! Na obudowie znajduje się też wyraźna podziałka dla modyfikatorów z zoomem, co również ułatwia pracę.

Podczas zdjęć największe wrażenie zrobiło na mnie jednak coś innego: niesamowicie krótki czas ładowania. Na minimalnej mocy lampa pozwala na zdjęcia seryjne na poziomie 20 kl./s. Na pełnej mocy lampy, przy fotografii mody, nie zauważyłem żadnych opóźnień. A tego obawiałem się najbardziej. Żadnych problemów nie zauważyłem też jeśli chodzi o powtarzalność mocy błysku i temperatury emitowanego światła, co jest zmorą tanich lamp studyjnych.

Super opcją jest też tryb HSS pozwalający na synchronizację z czasami migawki do 1/8000 s. Dzięki temu możemy spokojnie dopalać plenerowe sesje wykonywane z szeroko otwartą przysłoną. Mówiąc prościej, możemy robić portrety przy małej głębi z ładnie rozmytym tłem, nadal korzystając z błysku.

Jeden akumulator wystarczy na zrobienie ponad 300 zdjęć na pełnej mocy lampy. Ja ze względu na zdjęcia w dużym słońcu tak właśnie błyskałem. Czas pełnego ładowania to niewiele ponad 2 godziny. W studio dobrze spisują się też 24-Watowe piloty LED, które dają ekwiwalent mocy 130 W przy CRI>90.

Lampa pracowała w dużym upale (37 stopni), a pomimo tego działała niezawodnie przez cały czas sesji zdjęciowej. Używałem jej na statywie z dużym softboxem typu octa.

Minusem jest oczywiście cena lampy (ok. 8900 zł). Niemniej dla fotografa, który często pracuje w plenerze, zależy mu na kompaktowych wymiarach i wadze, a przede wszystkim niezawodności, będzie to dobra inwestycja na lata.

Dawid Markoff

Na co dzień fotografuje modę, beauty i produkt. Oprócz fotografii zajmuje się również profesjonalną postprodukcją fotograficzną. W Akademii Fotografii prowadzi zajęcia z postprodukcji obrazu oraz podstaw fotografii. Wielki miłośnik fotografii mobilnej. Główny mówca na Mobile Photo Lab 2016 w Mińsku. Jego prace pojawiają się w wielu magazynach – ostatnio w białoruskim magazynie kulturalnym „Bolshoi”. Więcej informacji na www.markoff.pl.

 
Komentarze
Polecane artykuły
George Eastman Museum udostępnia serię filmów poświęconych największym przełomom w fotografii. Pozycja obowiązkowa!
14 Sie 2018
Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się jak długą drogę fotografia przeszła od czasów camery obscury aż do dzisiaj, zobaczcie dokumentalną serię stworzoną przez Goerge Eastman Museum. To fantastyczna podróż przez najważniejsze techniki i odkrycia, które zrewolucjonizowały to medium.
0
Tadeusz Rolke: „Sztuka nie polega na pokazywaniu piękna”
13 Sie 2018
Od czwartku, w warszawskiej galerii Le Guern można oglądać najnowszy projekt Tadeusza Rolke, jednego z mistrzów polskiej fotografii. W dniu wernisażu rozmawialiśmy z autorem o powstawaniu najnowszej serii.
0
Karen Miranda Rivadeneira odtwarza swoje dzieciństwo. "Pomysł ten zrodził się z rozmyślań o pamięci i jej niedoskonałości”
7 Sie 2018
“Uświadomiłam sobie, że brakuje mi wiedzy o mnie samej. Rozmyślając o pamięci i jej wadliwości, postanowiłam odkopać osobiste mity i rodzinne historie” - opowiada nam o swoim projekcie amerykańska fotograf.
0
Marcin Walko jako jedyny Polak dokumentował upamiętnienie ofiar masakry w Srebrenicy. Zobaczcie zdjęcia z projektu “Parcela M11”
3 Sie 2018
W lipcu 1995 roku serbskie oddziały paramilitarne w okolicach Srebrenicy wymordowały kilka tysięcy Muzułmanów. Co roku drogą, którą wówczas próbowały ratować się ofiary odbywa się symboliczna pielgrzymka. W tym roku, jako jedyny Polak miał okazję dokumentować ją Marcin Walko.
1