„Sprzętowe polecajki” to zazwyczaj równania z kilkoma niewiadomymi. Rynek jest dziś mocno nasycony - każdy z producentów oferuje kilka półek cenowych, na których często stoi nawet kilka modeli, a wszystko to trzeba pomnożyć jeszcze przez liczbę obiektywów o różnym przeznaczeniu i zaawansowaniu. Nauczony doświadczeniem zawsze zaczynam więc od krótkiego wywiadu i kilku kluczowych pytań. Przede wszystkim: „co będziesz fotografować?” i „jaki mamy budżet?”.
Tym razem zadanie było nieco prostsze. Pytanie dotyczyło systemu Canon - ze względu na wieloletnie przywiązanie do marki, ale też kwestię bardziej praktyczną - obiektywy EF, które czekają cierpliwie w szafie na drugie życie. Zawężenie wyboru do jednej marki i konkretnego zastosowania (wakacyjny reportaż, fotografia codzienna) to już naprawdę dużo. Pełnej jasności nie mamy jedynie co do budżetu, rozważmy więc kilka możliwych kombinacji.
Wybór aparatu to najprostsza część
Nie ma aktualnie w ofercie Canon lepszej propozycji dla zaawansowanego amatora niż Canon EOS R6 III. Prawdę mówiąc, rzadko polecam najnowsze generacje aparatów, bo kolejne iteracje podstawowych linii zazwyczaj nie przynoszą rewolucyjnych zmian - „podatek od nowości” zazwyczaj lepiej przeznaczyć więc na lepsze szkła. W tym przypadku jest jednak inaczej.
Trzecia wersja „szóstki” to, jak deklaruje producent, ponad 50 zmian i udoskonaleń, ale z mojej perspektywy najważniejsza wydaje się większa rozdzielczość matrycy 32 Mp. W przypadku zawodowej pracy, dla fotografa z torbą pełną obiektywów, 24 Mp będzie zazwyczaj wystarczające. Dobrze znając swój temat, zazwyczaj dobieramy szkła do zlecenia.
Ale w podróży, gdy ogranicza nas waga naszego zestawu, możliwość swobodnego cropowania naprawdę jest ważna. Przycięcie zdjęcia o 50% w przypadku R6 III nadal pozwoli nam wydrukować zdjęcie o szerokości 50 cm (dla 240 dpi). A to wystarczy, by przygotować ładny wydruk na ścianę lub do rodzinnego albumu (świetnie sprawdzają się tu zwłaszcza kieszonkowe beztuszowe, drukarki np. Canon Zoemini 2)
To też dobry kompromis stosunku rozdzielczości, rozmiaru plików i wydajności, bo pomimo większej ilości danych do przetworzenia EOS R6 III jest jeszcze szybszy od poprzednika. Tryb seryjny osiąga do 40 kl./s (a więc poziom korpusów profesjonalnych), a przy tym zachowuje pełną, 14-bitową głębię koloru (w R6 II w najszybszym trybie ograniczana była do 12 bit), co zapewni maksymalną jakość i płynność przejść tonalnych.
Nie musimy się też obawiać o pojemność bufora, bo ta w R6 III jest niemal dwukrotnie większa. Z szybką kartą raczej nie ma ryzyka, że aparat zacznie się nagle dusić. Ważną i przydatną nowością jest też pełnoprawny tryb Pre-Continuous Shooting, który zapisuje do 20 zdjęć sprzed pełnego naciśnięcia spustu migawki. Dzięki temu nie musimy wykonywać „profilaktycznie” bardzo długich serii, a to pozwala oszczędzić miejsce na karcie, które w podróży jest przecież bardzo cenne.
Taka wydajność procesora przekłada się też na możliwości wideo, bo Canon EOS R6 III to również bardzo utalentowana kamera: wewnętrzny zapis RAW 7K, tryb Open Gate, nagrywanie 4K 120p, Canon Log 2 z większym zakresem dynamicznym, obsługa proxy, bardziej profesjonalne kodeki i wiele narzędzi znanych z kamer Cinema EOS. R6 III po prostu znacznie lepiej nadaje się do bardziej wymagających nagrań, filmowania w slow motion i wymagającej postprodukcji.
W tym wszystkim nie powinniśmy też zapominać o tym, co w podróży naprawdę ważne. R6 III to bardzo kompaktowy, a przy tym wyjątkowo wygodny korpus z chyba najlepiej w tej klasie sprzętu wyprofilowanym gripem, świetnym wizjerem 3,6 Mp i umieszczonym na przegubie ekranem LCD.
Solidnie uszczelniony, wykonany ze stopu magnezu i nowoczesnych kompozytów, nie zawiedzie nas nawet w najbardziej wymagającej podróży. Moim zdaniem to korpus, który będzie służył przez lata i jeszcze przez lata będzie konkurencyjny pod względem specyfikacji i ogólnych możliwości. rzeczywistym i wprowadzać korekty na bieżąco.
Obiektywy? Patrząc na ofertę, widzę trzy możliwości
Tak naprawdę oferta jest na tyle bogata, że scenariuszy zakupowych mógłbym rozpisać znacznie więcej. Canon ma już bowiem naprawdę duże pokrycie zakresu ogniskowych, i to zarówno w optyce amatorskiej, jak i profesjonalnej. W podróży często i bez żalu idziemy jednak na kompromisy, przedkładając komfort i mobilność ponad perfekcyjną jakość optyczną, dlatego pierwszą sugestią jest minimalistyczny zestaw z jednym uniwersalnym obiektywem.
Canon RF 24-240 mm F4-6.3 IS USM – jeden za wszystkich
Pierwszym typem byłby bez wątpienia Canon RF 24-240 mm F4-6.3 IS USM. Ten 10-krotny zoom to obiektyw, który ma załatwić wszystko – od szerokich ujęć (prawdziwy szeroki kąt 24 mm!) po solidne zbliżenia, bez konieczności zmiany obiektywu, co może mieć duże znaczenie, jeśli wybieramy się np. w rejony pustynne lub chcemy fotografować na plaży.
Nie jest może superjasny, ale dzięki temu może być też naprawdę kompaktowy, a od jednej działki przysłony cenniejsza będzie optyczna stabilizacja 5 EV, która współpracuje również z wbudowaną stabilizacją matrycy w aparacie. Kilka lat temu zabrałem do Nowego Jorku kilka topowych zoomów, ale szybko zdecydowałem się pozostać tylko przy tym jednym. Co równie istotne, biorąc pod uwagę jego uniwersalność, nie jest wcale obiektywem drogim.
Canon RF 20-50 mm f/4L IS USM PZ + RF 70-200 mm F4L IS USM - idealny dla współczesnych twórców
W drugim scenariuszu rozbiłbym zakres na dwa osobne zoomy. To zestaw reporterski, który powinien zainteresować również pejzażystów i kreatywnych twórców z filmowym zacięciem. Bardzo ciekawy jest tu zwłaszcza nowy zoom 20-50 mm, który oferuje bardzo użyteczny zakres od szerokiego 20 mm do standardowego 50 mm. Ale też - a może przede wszystkim – pierwszy w systemie Power Zoom.
Pierścień zoomu pełni podwójną funkcję: podczas nagrywania wideo działa jako płynnie sterowany zoom serwo, natomiast przy fotografowaniu lub ręcznym filmowaniu umożliwia klasyczne, precyzyjne zoomowanie (zoom-by-wire). Jest to więc pierwszorzędne narzędzie do tworzenia podróżniczych mikrodokumentów, ale też zdjęć krajobrazowych i reportażowych.
Celowo wybieram też wersję ze światłem f/4, bo jest to model zaskakująco kompaktowy i też odczuwalnie tańszy. O ile nie wyruszamy na daleką północ w czasie nocy polarnej, mniejsza jasność nie będzie nas też ograniczać. Poza tym skuteczna stabilizacja i użyteczne wysokie ISO sprawiają, że jasność f/4 przestaje być już dziś tematem.
„Dłuższy koniec” 50 mm sprawia też, że łącząc to szkło z typowym reporterskim tele 70-200 mm, dziura pokrycia ogniskowych jest w zasadzie pomijalna. A właśnie 70-200 mm f/4 IS USM wydaje się być naturalnym kompanem dla tego nie do końca standardowego zooma. Krótkie tele to idealny obiektyw do zdjęć reportażowych, ale też do kompresowania perspektywy w krajobrazie. Co ważne, współpracuje z telekonwerterami 2x i 1.4x, więc możemy skutecznie i niedrogo wydłużyć zasięg.
Canon RF 10-20 mm F4L IS STM + RF 24-105 mm F4L IS USM + RF 100-500 mm – bez kompromisów
Gdy budżet mamy równie duży jak ambicje i zapał do fotografowania, zadanie staje się znacznie prostsze. Wielu fotografów nie uznaje kompromisów i nieraz słyszałem, że „ból pleców przejdzie, a świetne zdjęcia pozostaną”. Niemniej podróżowanie nie powinno być katorgą, dlatego nawet w scenariuszu maksymalnym warto poszukać „dobrych kompromisów”.
Nieco wagi urwiemy na pewno, wybierając Canona RF 10-20 mm F4L IS STM. To profesjonalny obiektyw ultraszerokokątny, który zasługuje na najbardziej spektakularne widoki. Następca lustrzankowego EF 11–24 mm F4L USM jest od niego o połowę lżejszy (610 g), a do tego szerszy i stabilizowany (co w tego typu optyce zdarza się rzadko). Jest oczywiście w pełni uszczelniony i znakomicie skorygowany pod kątem geometrii (rektylinearny), co w przypadku ultraszerokich kątów również nie jest proste.
Podstawą tego zestawu jest jednak zoom 24-105 mm F4. Bardzo lubiany przez „ślubniaków”, bo idealnie sprawdza się w reportażu. I to nie tylko ślubnym, ale również podróżniczym! Przedłużony do 105 mm standardowy zakres sprawia, że dla wielu fotografów będzie to obiektyw typu all-in-one. Ja podczas wyjazdu zrobiłbym nim pewnie 90% wszystkich zdjęć. W ofercie Canona jest też wersja o jasności f/2,8, ale to już konstrukcja zdecydowanie większa i cięższa. W krajobrazie i tak przymkniemy przysłonę do f/8-f/16, w streecie najlepiej sprawdzają się okolice f/5,6, a w portrecie połączenie ogniskowej 105 mm z przysłoną f/4 i tak pozwoli uzyskać efektowne rozmycie tła.
Długie ogniskowe to zawsze część najtrudniejsza. To już optyka innego kalibru, zarówno jeśli chodzi o wymiary, jak i o cenę. Ja po teleobiektyw sięgam w podróży okazjonalnie, bo lubię fotografować surferów, więc w zupełności wystarczyłby mi bardzo kompaktowy i przystępny cenowo Canon RF 100-400 mm F5.6-8 IS USM. Waży tylko 635 g, a w pozycji transportowej mierzy jedynie 16,5 cm. Małe wymiary okupione są światłem, ale w letnim słońcu nadal sprawdzi się świetnie.
Dla wymagających Canon ma obiektyw jeszcze dłuższy, ale nadal zaskakująco rozsądny pod względem wymiarów i wagi. Canon RF 100-500 mm F4,5-7,1L IS USM to jeden z ciekawszych długich zoomów ostatnich lat. Na pierwszy rzut oka nie jest to konstrukcja przesadnie jasna, ale co ważne, jasność obiektywu nie maleje drastycznie szybko wraz z wydłużaniem się ogniskowej i jeszcze przy ogniskowej 400 mm wynosi f/5,6. Co ciekawe, minimalna odległość ostrzenia wynosi tylko 0,9 m przy 100 mm, a maksymalne powiększenie sięga 0,33x, dzięki czemu bez dodatkowego szkła możemy fotografować kwiaty, owady czy niewielkie detale.
Do tego system optycznej stabilizacji o skuteczności do 6 EV, szybki i cichy silnik Dual Nano USM, uszczelnienia, bogaty zestaw sprzęgieł zakresu AF i IS, konfigurowalny pierścień funkcyjny oraz pokrętło zoomu z regulowanym oporem, które pozwoli wygodnie dostosować pracę obiektywu do naszego trybu fotografowania. Obiektyw współpracuje też z telekonwerterami 1.4x i 2x (choć tylko przy ustawieniu zoomu od 300 mm), zasięg może więc wydłużyć jeszcze do 700, a nawet 1000 mm!