Graniczne stany miasta - rozmowa z Agnieszką Rayss

O tym co nie pasuje do pięknej wizji Warszawy, poszukiwaniu równoległej rzeczywistości i powstawaniu książki "Tu się zaczyna koniec miast” z Agnieszką Rayss rozmawia Monika Szewczyk-Wittek.

Autor: Maciej Luśtyk

11 Marzec 2016
Artykuł na: 6-9 minut

 

"Tu się zaczyna koniec miast", Agnieszka Rays

 

Pierwsze zdjęcia do książki „Tu się zaczyna koniec miast“ powstawały przy okazji pracy nad projektem „Miejsce odległe“, tworzonego w ramach kolektywu Sputnik Photos w 2012 roku. Czy możemy zatem mówić w tym przypadku o projekcie długoterminowym? Czy proces powstawania zdjęć do twojej książki rzeczywiście trwał kilka lat?

Agnieszka Rayss: Czas realizacji projektu „Tu się zaczyna koniec miast“ rzeczywiście jest dość długi. Wynika to z różnych ograniczeń: czasowych, finansowych, a także pogodowych. Ponadto założyłam, że zdjęcia do tej książki będą powstawać w konkretnych porach dnia, czyli o poranku i o zmierzchu. To trudny moment na fotografowanie ze względu na światło, które w tym projekcie jest akurat bardzo ważne. Podczas każdego wyjścia udawało się zrobić najwyżej jedno, dwa dobre zdjęcia, a przecież wiele z nich nie znalazło się w ostatecznej edycji. Produkcja książki też wymagała czasu. Prace trwały trzy lata, ale w tym okresie cały projekt bardzo ewoluował.

Czy to, co publiczność miała okazję zobaczyć w książce i na wystawie projektu „Miejsce odległe“ w Centrum Nauki Kopernik jest jakoś powiązanie z fotografiami zawartymi w twojej najnowszej książce?
Powtarza się niewiele zdjęć.W projekcie „Miejsce odległe“ fotografowałam dość konkretny temat, czyli obieg wody między miastem a rzeką.

fot. Agnieszka Rayss

 

Nawiązujesz do tego także w ksiażce „Tu się zaczyna koniec miast”... 
Tak. Podczas pracy nad wspólnym projektem ze Sputnik Photos zorientowałam się, że temat zaplecza miasta ma ogromny potencjał wizualny, ale można wejść w niego głębiej. Gdy zakończyłam pracę nad projektem „Miejsca odległe“, postanowiłam eksplorować tereny nie tylko związane z wodą, ale wszelkie techniczne przestrzenie, których istnienia teoretycznie jesteśmy świadomi, ale staramy się o nich nie pamiętać. To miejsca funkcjonalne, służebne, 
stanowiące szkielet, podstawę funkcjonowania miasta, jednak ukryte przed oczami mieszkańców. Niektóre z nich są zaskakująco piękne – jak oczyszczalnia ścieków Czajka, której surowe piękno wynika z pełnionej przez nią funkcji. Niekiedy mają po prostu być i nie przeszkadzać. Są bo muszą funkcjonować, ale nie chodzimy na spacer w ich okolice, nie pasują do wizji „pięknego miasta”. 


W warstwie treści zrezygnowałam jednak z opowieści o aspektach technicznych. Miasto na zdjęciach ma przypominać przestrzeń kosmiczną, inną planetę, do której trudno jest dotrzeć. A gdy już tam jesteśmy zanurzamy się w przestrzeń tajemnicy.

Tu jest chyba najważniejsze pole do rozmowy o tej książce. Nie uzyskamy z niej konkretnych informacji dotyczących konkretnych miejsc. Raczej opieramy się na interpretacji warstwy wizualnej i zmysłowej. Moim zdaniem namawiasz nas do tego, by poczuć pewne miejsca i dotknąć ich, ale w bardziej metaforycznym sensie.
Masz rację, mówiąc o dotyku. Mamy do czynienia z książka fotograficzną, więc przede wszystkim angażujemy zmysły wzroku i dotyku. Świadomie zrezygnowałam z konkretu, na rzecz wrażenia i metafory. Trzeba odrzucić odczytywanie funkcji miejsc, aby wprowadzić odbiorcę w świat równoległy, którego na co dzień nie doświadczy. To też jest świat z mojej głowy. Staram się pokazać, co mnie do tych miejsc ciągnęło.

fot. Agnieszka Rayss

 

To jest twoja mapa granicznych stanów miasta?
Tak. Na okładce też można znaleźć pewnego rodzaju mapę, którą wymyśliła Ania Nałęcka. Rysunek, który przypomina gwiazdozbiór powstał w oparciu o zaznaczone na mapie miejsca, które odwiedziłam.

Gdzie dla ciebie zaczyna się koniec miast?
Dla mnie zaczyna się 100 metrów od mojego domu, między dworcami Warszawa Zachodnia a Warszawa Ochota. Tam też powstawały zdjęcia do książki. Patrząc na mapę na okładce, widać, że ta trasa tworzy pewien okrąg, zamyka miasto. To są okolice Żerania, ale też miejsca niedaleko centrum, nad Wisłą, blisko mostów, stacji cargo, kompostowni. Jest to także niebo – świetliste, intensywne, znajdujące się tuż nad naszymi głowami. To też element kosmosu, tej równoległej rzeczywistości.

fot. Agnieszka Rayss

 

Gdy zobaczyłam twoją książkę, pomyślałam o pewnym cyklu, który przechodzimy. Miasto, które zmienia się pod wpływem dnia i nocy, światła i jego braku.
Jest to jedna z form interpretacji, która bardzo mi się podoba. Książka jest prosto skonstruowana, ale trzeba być uważnym. Mamy w niej kartki barwionego papieru, ale także zdjęcia wieczornego nieba nad Warszawą. Rzeczywiście dużą rolę odgrywają w niej światło i kolor. One formułują i dopowiadają te zdjęcia. W podstawowym odbiorze tej książki jest coś takiego jak przedzieranie się od prawdziwej ciemności do światła, do nieba. To też zaproszenie do patrzenia i do obserwowania zmiany. To taki radykalny gest, aby wciągnąć czytelnika i uświadomić mu bogactwo i tajemnicę, których ja doświadczyłam.

Agnieszka Rayss kojarzy mi się jednak z fotografowaniem ludzi i poszukiwaniem opowieści w swoich bohaterach. Na tych zdjęciach nie ma ani jednego człowieka. Jak to się stało, że zrezygnowałaś z portretowania człowieka i wprowadzenia go do tej historii?
Gdy zaczynałam robić zdjęcia do projektu „Miejsce odległe“, pracowałam bardzo intuicyjnie. Z czasem dotarło do mnie, że mogę spróbować opowiadać tylko za pomocą pejzażu. Zresztą w tych zdjęciach jest bardzo dużo emocji, mimo że nie ma w na nich człowieka jako takiego.

fot. Agnieszka Rayss

 

Warto przypomnieć, że nad ostatecznym kształtem tej książki czuwał także Rafał Milach, który edytował zdjęcia z twojego projektu. Rozpoczęliście współpracę dlatego, że Rafał poczuł i zrozumiał ten projekt, czy raczej wynikało to z twojego zaufania do Rafała w kontekście myślenia o książce?
Zaufanie. To jest krótka odpowiedź, która wszystko tłumaczy. Jestem dość świadoma swojej pracy i jej efektów, ale też własnych ograniczeń. Stąd współpraca z Rafałem.

Książce „Tu się zaczyna koniec miast“ towarzyszy wspomniany przez ciebie ważny tekst Filipa Springera. Od początku było jasne, kto ma napisać tekst do twoich zdjęć?
Od momentu, gdy zdałam sobie sprawę, że to nie będzie kontynuacja projektu „Miejsca odległe“, tylko coś innego, niezależnego, wiedziałam, że poproszę o tekst Filipa, który zajmuje się w swojej pracy między innymi przestrzenią miasta. Filip nie odmówił, z czego się bardzo cieszę.

 

fot. Agnieszka Rayss

 

Trafia też w czułe punkty. Myślę, że jego apokaliptyczna wizja może otworzyć odbiorców na nieco inną interpretację twojej książki.
To prawda. Filip ma stanowcze poglądy i w sposób radykalny odniósł się do terenów, które ja odwiedziłam szukając tajemnicy i niepokoju. Filip przewiduje Apokalipsę, która nadejdzie, a jej zapowiedzi szuka właśnie w końcu miast. Myślę, że po przeczytaniu jego tekstu można zmienić zdanie odnośnie tego jak interpretować książkę. To kolejna warstwa tego projektu. Mamy miejsca i obiekty, które wyglądają jak coś innego, ciąg zdjęć nadających sens tej historii oraz samą książkę, która także jest wypowiedzią artystyczną. Wreszcie tekst Filipa Springera, czyli wiele poziomów do odczytania i interpretacji. Jednym słowem radość dla autora.

SYLWETKA AUTORA

Agnieszka Rayss - współzałożycielka międzynarodowego Kolektywu Fotografów “Sputnik Photos”. Historyk sztuki. Doktorantka na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Autorka cykli dokumentalnych: “Earth Bleeds Water” (o energii geotermalnej Islandii), “I Reminisce and Cry for Life” (o weterankach II wojny światowej na Białorusi), “Femen Warriors” (o członkiniach kolektywu Femen). Współtwórczyni projektu Lost Territories realizowanego przez Sputnik Photos w byłych republikach Związku Radzieckiego. Dwukrotna zdobywczyni nagrody Picture of the Year International, dwukrotna finalistka Hasselblad Masters Award, zdobywczyni wielu nagród krajowych i zagranicznych.

Ma w dorobku wiele wystaw grupowych i indywidualnych, m.in. na Biennale Sztuki w Pradze, festiwalu Noorderlicht, Fotofestiwalu w Łodzi, Triennale Fotografii w Hamburgu. W swoich pracach Agnieszka Rayss zajmuje się procesami naśladowania i przejmowania zachodnich wzorców kulturowych w społeczeństwa Europy Wschodniej, interesuje ją także ekologia i historia. W 2010 roku wydała książkę “American Dream” poruszającą temat amerykanizacji i triumfu popkultury w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. „Tu się zaczyna koniec miast" to jej druga samodzielna publikacja.

 

 

Skopiuj link

Autor: Maciej Luśtyk

Redaktor prowadzący serwisu Fotopolis.pl. Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Komentarze
Więcej w kategorii: Wywiady
Szymon Szcześniak: "Chcę pokazać człowieka z najpiękniejszej strony"
Szymon Szcześniak: "Chcę pokazać człowieka z najpiękniejszej strony"
Kim są prawdziwi portreciści? „To ludzie, którzy patrzą w oczy, uściskają świadomie dłoń, są obecni w danej chwili” - mówi nam Szymon Szcześniak, doświadczony fotograf gwiazd. I podpowiada, jak...
65
Irańska syrena, czyli surfujący Iran okiem Giuli Frigieri
Irańska syrena, czyli surfujący Iran okiem Giuli Frigieri
Giulia Frigeri, włoska fotografka, towarzyszyła z aparatem powstającej w Iranie scenie surferskiej. Co więcej, zaprzyjaźniła się z Shahlą Yasini, pierwszą irańską surferką. Opowiedziała nam o tej...
28
Krystian Bielatowicz: "Portret, to ćwiczenie uważności"
Krystian Bielatowicz: "Portret, to ćwiczenie uważności"
O etycznym portretowaniu w podróży, relacjach z ludźmi i pracy nad samym sobą, rozmawiamy z Krystianem Bielatowiczem – fotografem, filmowcem, podróżnikiem i...
24
Powiązane artykuły