Jasne standardy do Nikona - część 2. Sigma 18-50/2.8

Pierwszym z opisanych przez nas jasnych, "niezależnych" zoomów przeznaczonych do lustrzanek Nikona była Tokina AT-X 16-50 mm F2.8 PRO DX. Teraz czas na konkurencyjną Sigmę 18-50 mm F2.6 EX DC Macro. Zapraszamy!
0
Paweł Baldwin
19 Lipiec 2007
Artykuł na: 29-37 minut
Rozdzielczość i aberracja chromatyczna

Przyjrzyjmy się jak wyglądają te parametry, z których pierwszy jest uznawany za najważniejszy wskaźnik jakości obrazu tworzonego przez obiektyw. Procedura testu objaśniona jest na końcu artykułu (czytaj), a tu prezentujemy jedynie wyniki.

;18 mm;30 mm;30 mm;50 mm;50 mm;;Środek;Brzeg;Środek;Brzeg;Środek;Brzeg;F2.8;1600;1500;1600;1500;1600;1500;F4;1700;1500;1600;1500;1600;1500;F5.6;1700;1600;1600;1600;1700;1600;F8;1700;1600;1700;1600;1700;1600;F11;1700;1500;1600;1600;1700;1600;F16;1600;1500;1600;1500;1600;1500]Wartości rozdzielczości obrazu uzyskanego z zooma Sigma 18-50 mm F2.8 przy poszczególnych ogniskowych i przysłonach, w środku i na brzegu kadru, wyrażone w liniach na wysokości kadru (lph).

Obiektyw co prawda ani razu nie osiągnął godnego 5 punktów poziomu 1800 lph w centrum kadru, ale w całym zakresie ogniskowych docierał do 1700 lph. Dla najkrótszej ogniskowej miało to miejsce już przy F4, dla 50 mm przy F5.6 i tylko dla 30 mm ociągał się aż do F8. Przy tym rozdzielczość w narożach jest przeważnie tylko o 100 lph niższa - dotyczy to całego zakresu ogniskowych i przysłon. W sumie wynik znacznie więcej niż dobry.

Aberracja chromatyczna pojawia się dość wyraźnie przy najkrótszej ogniskowej i tylko to nie pozwala ocenić w tej kategorii zooma Sigmy na więcej niż 4 punkty. Średnie, a zwłaszcza dłuższe ogniskowe są tu znacznie lepsze.

Aberracja chromatyczna nie stanowi w tej Sigmie większego problemu. Tu przykład z ogniskowej 18 mm, przysłona F11.


Ładnym wyglądem nieostrych stref obrazu zoom ten nie zachwyca, choć gdy nieostrość jest bardzo duża, sytuacja staje się nieco lepsza. Tu: ogniskowa 18 mm, przysłona F2.8.


Dystorsja

Znowu mamy typową dla wielu standardowych zoomów sytuację: bardzo dobre wyniki dla średnich i długich ogniskowych i przeciętne dla najkrótszej. Dobrze chociaż, że beczkowata dystorsja dla 18 mm ledwo przekracza 3%. Dla 30 mm mamy 0,4-procentową "beczkę", a dla 50 mm równie niedużą "poduszkę".

3,2-procentowa "beczka" przy najkrótszej ogniskowej jest dobrze widocznym, choć wcale nie silnym zniekształceniem. Cieszy też fakt, że odkształcenie zaczyna się już blisko naroży i nie tworzy "garbu" tylko w pobliżu środka boku klatki. To ułatwi komputerową korekcję dystorsji.


Winietowanie

O ile zeissowskiego zooma 16-80 mm i Tokinę 16-50 mm można jeszcze zrozumieć, że przy swych najkrótszych ogniskowych nawet z F22 nie umieją wyrównać jasności swych kadrów, o tyle trudno tego niedociągnięcia spodziewać się po Sigmie startującej od 18 mm. A jednak i ona nie wypada tu najlepiej. Na szczęście ściemnienie naroży jest wtedy mniejsze niż 1/3 EV, a przy tym bardzo łagodne - i stąd praktycznie niezauważalne. Ba, już przy F5.6 nie ma co się o tę nierównomierność burzyć. Przy 30 mm sprawa wygląda lepiej: winietowanie praktycznie znika przy F5.6, a całkowicie przy F11. Za to 50 mm reprezentuje o klasę wyższy poziom ze ściemnieniem przy F2.8 nie przekraczającym 1 EV oraz całkowitym jego zanikiem przy F5.6 (praktycznym już przy F4).

Przy ogniskowej 18 mm i przysłonie F2.8 ściemnienie naroży jest ostre, ale wcale nie bardzo silne - w stosunku do środka kadru leciutko przekracza 1 EV.


Pod światło

Tu sytuacja jest więcej niż dobra. Co prawda znowu najkrótsza ogniskowa sprawuje się najgorzej, ale tym razem oznacza to jedynie sznur drobniutkich blików pojawiających się, gdy przy zdjęciu pod ostre światło mocno przymkniemy przysłonę. Przy słabym przymknięciu mogą zdarzyć się pojedyncze plamki światła, ale tylko gdy jego źródło znajdzie się w kadrze. Problemem może być jedynie spadek kontrastu. Warto zadbać, by przednia soczewka obiektywu była osłonięta od światła padającego spoza kadru.

Jeśli idzie o umiejętność unikania blików przy zdjęciach pod słońce Sigma nie zawodzi, ale kontrast niestety spada. Dobrze jest postarać się, by na przednią soczewkę nie padało ostre, boczne światło. Można osłonić ją ręką - oczywiście nieco zgrabniej i mniej inwazyjnie niż zrobiłem to na pokazanym przykładzie.


Cena

Sugerowana cena detaliczna wynosi 1999 zł, ale bez problemu znaleźć można sklepy internetowe oferujące ten zoom o 300 zł taniej. Cena niezbyt niska, ale to w końcu jasny zoom. Warto tu jednak przypomnieć, że poprzednia wersja była trochę tańsza, a jednocześnie konkurencyjnego Tamrona 17-50 mm F2.8 można kupić za 1400-1500 zł.

Podsumowanie

Testowany obiektyw wypada całkiem nieźle i przyznam, że podoba mi się troszkę bardziej niż testowany jakiś czas temu wspomniany wyżej Tamron. Zoom Sigmy bez wad oczywiście nie jest, bo i autofokus (w wersji do Nikonów) niezbyt szybki, winietowanie przy 18 mm mogłoby być skuteczniej usunięte, a pod światło trochę leci kontrast. Ale te wszystkie niedociągnięcia, choć powodują obniżenie ocen w poszczególnych konkurencjach, jakoś wcale nie zmieniają dość pozytywnego obrazu tego zooma. Jeśli dodamy do tego wyrównany i relatywnie wysoki w całym zakresie ogniskowych poziom rozdzielczości, stosunkowo niedużą aberrację chromatyczną, nieduże winietowanie i dystorsję przy średnich i długich ogniskowych, to wychodzi że Sigma 18-50 mm F2.8 EX DC Macro jawi się jako naprawdę ciekawa propozycja.

Dane techniczne.
NazwaSigma 18-50 mm F2.8 EX DC MACRO
Typobiektyw zoom do lustrzanek cyfrowych z matrycą wielkości APS-C
Konstrukcja15 elementów w 13 grupach
Stabilizacja obrazubrak
Autofokustak
Ogniskowa18-50 mm
Otwór maksymalnyF2.8
Dystans min.20 cm
Kąt76,5-31,7°
Przesłona7 listków, do F22
MocowanieCanon EOS, Nikon, Pentax, Sigma, Sony
Powiększenie1:3
Filtr72 mm
Osłonatulipanowa
Obudowab.d.
Wymiary79 x 85,8 mm
Waga450 g
Akcesoriab.d.
Artykuł na FotopolisStare-nowe obiektywy Sigmy 18-50 mm F2.8 EX DC MACRO i 18-200 mm F3.5-6.3 DC OS


Oceny (w skali 1-6):

Konstrukcja: 4,5
Obsługa: 4
Rozdzielczość: 4,5
Aberracja chromatyczna: 4
Dystorsja: 4
Winietowanie: 3
Zdjęcia pod światło: 4,5
Cena: 3,5 (zalecana przez producenta cena detaliczna: 1999 zł)

Ocena sumaryczna: 4,1

Jak oceniamy rozdzielczość


Znane i wykorzystywane od wielu lat testy rozdzielczości oparte na zdjęciach tablic testowych z naniesionymi wieloma polami kreskowymi odpowiadającymi poszczególnym rozdzielczościom wyrażonym w liniach (formalnie: parach linii) na milimetr, sprawdzają się świetnie przy fotografowaniu na filmach, ale w przypadku cyfry często zawodzą. Powodem jest przede wszystkim mora, która często utrudniała rozpoznanie widoczności linii na polach testu. Część obiektywów do lustrzanek cyfrowych można testować z użyciem aparatów analogowych i w ten sposób nadal wykorzystywać tego typu tablice, ale taka metoda nie przyda się na nic w przypadku obiektywów do lustrzanek Systemu 4/3, czy canonowskiej optyki EF-S, której do aparatów na film zamontować się nie da. Za pomocą dotychczasowych metod trudno też testować rozdzielczość aparatów cyfrowych - także ze względów wyżej opisanych. Dlatego korzystamy z tablicy testowej bardziej przydatnej dla fotografii cyfrowej, a przy tym z tak dobranymi grubościami linii, by wyniki można było porównywać z popularnym standardem testu opartym na tablicy ISO 12233. Płynna zmiana grubości linii pól testowych pozwala precyzyjnie rozpoznać granicę przy której obiektyw (plus matryca) przestają rozpoznawać szczegóły.

Rozdzielczość określamy tu w liniach na wysokość obrazu lph (z ang. lines per picture height), co oznacza, że jeśli najgęściej rozmieszczone, ale jeszcze rozpoznawalne linie pola testowego leżą przy liczbie 16, to na całej wysokości poziomego kadru będziemy mogli rozpoznać 1600 linii. Dwa zera pominęliśmy, gdyż ich obecność utrudniałaby zmieszczenie wszystkich liczb przy polu testowym. Rozdzielczości w pionie i w poziomie przeważnie nie są identyczne, a jako wynik testu przyjmujemy mniejszą z odczytanych wartości. Te wartości podajemy w tabeli, ale do wyznaczenia punktowej oceny dodatkowo je opracowujemy, przeliczając najwyższy osiągnięty wynik w centrum kadru na matrycę 1-megapikselową. Owo przeliczenie oznacza podzielenie wyniku przez R, gdzie R oznacza liczbę milionów punktów obrazu w użytej do testu cyfrówce. Dzięki tej operacji możemy łatwo odnieść do siebie rozdzielczości obrazu powstałego w aparatach z przetwornikami o różnej rozdzielczości. Owo przeliczenie pozwala ocenić jak ze sobą współpracują obiektyw i aparat, czy użycie aparatu o większej rozdzielczości matrycy poskutkuje odpowiednio większą rozdzielczością zdjęć itd.

Tak opracowane wyniki przekładają się na następujące oceny punktowe:
  • do 250 lph - 1 punkt
  • 251 - 355 lph - 2 punkty
  • 356 - 460 lph - 3 punkty
  • 461 - 565 lph - 4 punkty
  • 566 - 670 lph - 5 punktów
  • 671 lph i więcej - 6 punktów


Na ostatniej stronie testu zamieszczamy przykładowe zdjęcia do pobrania.

Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska
Komentarze
Więcej w kategorii: Obiektywy
Canon RF 15-35 mm f/2.8L IS USM - zdjęcia przykładowe
Canon RF 15-35 mm f/2.8L IS USM - zdjęcia przykładowe
Pierwszy obiektyw z reporterskiej "świętej trójcy" systemu R trafił już na rynek. Zobaczcie, jak radzi sobie w praktyce.
13
2
Tamron SP 35 mm f/1.4 Di USD - test obiektywu
Tamron SP 35 mm f/1.4 Di USD - test obiektywu
Nowa stałka Tamrona ma być ukoronowaniem linii Superior Performance i pretendentem do miana najlepszego obiektywu 35 mm na rynku. Sprawdzamy jak naprawdę radzi sobie klejnot w koronie japońskiego...
18
4
Tamron SP 35 mm f/1.4 Di USD - zdjęcia przykładowe
Tamron SP 35 mm f/1.4 Di USD - zdjęcia przykładowe
Optyka z najnowszymi rozwiązaniami, najwyższa jakość i plastyka obrazu, ultraszybki autofokus i odporna budowa - taki ma być najnowszy Tamron SP 35 mm f/1.4 Di USD. Czy rzeczywiście to jedna z...
13
0
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (2)