Po szerokokątnym 14-24 mm f/2.8 i standardowym 24-60 mm f/2.8 naturalnie przyszła kolej na krótkie tele 60-180 mm f/2.8. Stosunkowo niedrogo możemy więc zbudować zestaw pokrywający szeroki zakres ogniskowych 14-180 mm i równie szeroki wachlarz zastosowań. Podobnie jak u poprzedników, główny nacisk położono na niewielką wagę i wymiary, które mają oczywiście iść w parze z parametrami optycznymi.
Obiektyw dostępny będzie z mocowaniem Sony E (ale producent już zapowiada wersję L-Mount), a więc będzie konkurował z dużo droższymi, profesjonalnymi modelami Sony i Sigma, ale przede wszystkim z równie przystępnym cenowo i kompaktowym modelem Tamron 70-180 mm f/2.8 G2. Czy ten niemiecko-koreański alians może zagrozić japońskiej dominacji? Przekonajmy się!
Lekki, solidny, ale trzyma dystans do klasy PRO
W pierwszej chwili obiektyw wydaje się dość duży. W rzeczywistości jest jednak krótszy i lżejszy nawet od Tamrona 70-180 mm G2. Waży "zaledwie" 730 g, a w pozycji transportowej mierzy 149 mm. Bliżej mu więc do standardowych zoomów 24-70 mm niż typowego 70-200 mm. Majestatu dodaje mu przede wszystkim większa niż w przypadku Tamrona średnica filtra (77 mm vs 67 mm). W połączeniu z korpusem klasy Sony A7 stanowi jednak zgrabny i dobrze wyważony duet. Byłem zaskoczony tym, jak wygodnie fotografuje się tym zestawem nawet jedną ręką.
Niska waga, jak wyjaśnia producent, to zasługa nowego tworzywa, które ma zapewniać jednak dużą wytrzymałość. Obiektyw sprawia dobre wrażenie. Nie jest to z pewnością "premium feeling", ale nie mamy też wrażenia plastikowości. Obudowę wykonano starannie i precyzyjnie, ma być też dodatkowo uszczelniona (na gwincie znajdziemy gumowy o-ring, nie czujemy też pompowania powietrza podczas zoomowania).
Również pierścienie rozmieszczono wygodnie, a miękka, gumowa faktura daje pewny chwyt. Wystarczy też krótki ruch nadgarstka, by pokonać cały zakres. Zastrzeżenie mamy jednak do samej mechaniki pracy. W konstrukcjach profesjonalnych pierścień zooma pracuje jak naoliwiony, tutaj odczuwamy lekkie tarcie plastiku o plastik - obrót nie jest idealnie płynny. Być może mechanizm z czasem się wyrobi.
Na tubusie znajdziemy dodatkowo przełącznik blokady zooma, by ten nie rozsuwał się samoczynnie w transporcie (nic takiego się nie dzieje), przełącznik AF/MF oraz umieszczony wygodnie pod kciukiem lewej ręki przycisk funkcyjny. Możemy go zaprogramować z poziomu menu aparatu (Sony A7R V rozpoznaje go bez problemu), przypisując mu jedną z długiej listy funkcji, w tym blokadę ostrości czy aktywowanie AF i detekcji.
Na spodzie przy bagnecie jest też uszczelnione złącze USB-C, które służy do aktualizowania oprogramowania bez konieczności korzystania z lens-stacji. Teraz wystarczy pobrać aplikację Lens Manager ze strony wsparcia Samyang i połączyć obiektyw z komputerem kablem USB-C.
Optyka i osiągi - wyższa klasa średnia
Konstrukcja optyczna składa się z 17 elementów w 14 grupach, w tym 1 soczewki HR, aż 7 soczewek ED oraz 2 elementów asferycznych ograniczających aberracje. Jest to więc bardzo bogaty i zaawansowany układ jak na obiektyw amatorski.
Za ustawianie ostrości odpowiada „pływająca” grupa soczewek (Floating Focus System) oraz cichy silnik krokowy STM. W praktyce spisuje się naprawdę dobrze i w bezpośrednim porównaniu tylko minimalnie ustępuje natywnej optyce Sony GM, co zauważamy głównie podczas przeostrzania z bardzo bliskiego na daleki plan.
Co ważne, nie zauważyliśmy też żadnych problemów ze wsparciem dla trybów detekcji czy śledzenia. Obiektyw wydaje się więc nie ograniczać możliwości korpusu i bez problemu nadąża za akcją. Limitację zauważymy zapewne dopiero w zastosowaniach profesjonalnych, przy wykorzystaniu superszybkich trybów seryjnych 30 kl./s i szybszych.
To, co odróżnia Samyanga od konstrukcji klasy pro, to również brak wsparcia dla telekonwerterów oraz optycznej stabilizacji (w przypadku dłuższych ogniskowych bywa skuteczniejsza niż IBIS), którą może się pochwalić nawet Tamron 70-180 G2. Atutem będzie za to najlepsze w klasie powiększenie 0.26x, co oznacza minimalną odległość ogniskowania zaledwie 35 cm (dla ogniskowej 60 mm).
Jakość zdjęć? Prawdopodobnie nic Ci więcej nie potrzeba
Obiektyw wydaje się całkiem nieźle skorygowany. Na zdjęciach w zasadzie nie ma śladu aberracji chromatycznej, nieco gorzej pracuje pod światło. Kontrast spada, a gdy przymkniemy przysłonę łatwiej też o bliki i flary.
Nie widzimy natomiast wyraźnego winietowania, a dystorsja trzymana jest w ryzach. Po wyłączeniu korekcji plików RAW na szerokim kącie zauważamy lekką „beczkę”, a na długim końcu „poduszkę”, ale nie jest to nic, z czym nie poradziłyby sobie systemy korekcji w aplikacjach do edycji. Już wbudowany profil obiektywu w zasadzie rozwiązuje problem.
Samyang 60-180 mm to też obiektyw bardzo ostry i to w zasadzie w całym zakresie ogniskowych. Nie rozczarowuje nawet maksymalne 180 mm. Świetnie wypada zwłaszcza w centrum kadru - na brzegach i w rogach spadek ostrości jest widoczny, ale zdjęcia nie tracą na użyteczności.
To, co jest mniej mierzalne, a wydaje się mieć coraz większe znaczenie, to sam charakter obrazu. Bo warto dodać, że również oddanie nieostrości jest tu bardzo przyjemne. Sporo zależy od preferencji (niektórzy wolą bardziej charakterne szkła), ale nam podoba się ten spokojny i miękki bokeh, który w tego typu optyce jest chyba preferowany.
Podsumowanie
Samyang obiecuje obiektyw lekki, poręczny, a przy tym optycznie zaawansowany i wygląda na to, że słowa dotrzymuje. AF 60-180 mm robi dobre wrażenie i jeszcze lepsze zdjęcia. Wygląda na to, że sprawdzi się nie tylko w amatorskiej fotografii sportu, ale też portrecie, fotografii produktowej, a nawet - dzięki niewielkiej wadze i kompaktowej budowie - podróżniczym reportażu i fotografii górskiej.
Z pewnością nie jest to jeszcze budowa i ergonomia typowa dla konstrukcji profesjonalnych: nie ma optycznej stabilizacji, pierścienia przysłony i zamkniętej konstrukcji, nie wspiera też telekonwerterów. Optycznie jest to jednak konstrukcja z górnej półki za 1/3 ceny modeli PRO.
Samyang AF 60-180 mm f/2,8 FE - zdjęcia przykładowe
Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy aparatem Sony A7RV na standardowych ustawieniach dla plików JPEG (korekcje optyczne i DR ON, redukcja szumu OFF). Zachęcamy również do pobrania paczki zdjęć RAW by samodzielnie ocenić potencjał surowych plików