Sony A99 II - pierwsze wrażenia

Podczas pierwszego dnia Photokiny mieliśmy okazję wziąć w nasze ręcę jedną gorętszych premier tych targów - Sony A99 II. Czy rzeczywiście jest tak dobry jak wskazywałaby na to specyfikacja?

2
Maciej Luśtyk
20 Wrzesień 2016
Artykuł na: 6-9 minut

Na następcę zaprezentowanego w 2012 roku modelu A99 przyszło nam czekać 4 lata. W tym czasie wiele osób zupełnie już porzuciło nadzieję na kontynuację lustrzankowej serii przez Sony. Okazuje się jednak, że zapewnienia producenta o ciągłym zaangażowaniu w stary system nie były słowami rzucanymi na wiatr. Podczas targów Photokina zaprezentowano model A99 II, który swoją specyfikacją odważnie wyprzeda najnowsze modele głównej konkurencji i pokazuje jak powinna wyglądać topowa lustrzanka.

Czy jednak w rzeczywistości aparat okaże się tak dobry, jak na papierze. Wczoraj mieliśmy okazję bliżej mu się przyjrzeć. I choć czasu było niewiele udało nam się sprawdzić kluczowe dla aparatu rzeczy.



Najpierw jednak słów kilka o samym korpusie. Podobnie jak w poprzednim modelu, wykonany jest on z magnezu i uszczelniany. Sama ergonomia prawie w ogóle się nie zmieniła, producent twierdzi jednak, że zmniejszył gabaryty aparatu o 8%. Nie mając do porównania wcześniejszego modelu, ciężko nam stwierdzić różnicę, trzeba jednak przyznać, że nowy Sony leży w dłoni wyjątkowo wygodnie. Być może nawet najwygodniej z testowanych przez nas ostatnio lustrzanek.

Body przeszło kosmetyczne, choć dla niektórych na pewno przydatne zmian. Delikatnej reorganizacji uległ układ złączy, stereofoniczny mikrofon nareszcie jest bardziej dyskretny, pokrętło PASM otrzymało nowe pozycje, a znajdujący się na przednim panelu kontroler służący przełączaniu trybu pomiaru AF możemy teraz przełączać między trybem skokowym, a bezstopniowym, co w niektórych sytuacjach zapobiegnie jego przypadkowemu przestawieniu się. Nareszcie otrzymujemy też dwa sloty na karty pamięci.

Otrzymujemy też znaną nam, dość oryginalną konstrukcję odchylanego ekranu, która sprawia, że obracać możemy go w niemal dowolnym kierunku. Niestety ciągle nie jest to ekran dotykowy. Zaczynamy się zastanawiać co sprawia, że Sony ciągle nie decyduje się na implementację funkcji dotykowych. Z powodzeniem wykorzystywane są one już przez wszystkich producentów, oprócz Fujifilm.



Nareszcie jednak otrzymujemy przejrzyste menu, które bywało zmorą aparatów producenta. Względem poprzednika zmiana pod tym względem jest diametralna. Jest także znacznie lepiej niż w przypadku bezlusterkowców z serii Alfa, choć porównując je chociażby z tym z modelu A68, nie zauważymy już tak dużej różnicy. Nadal podstron w zakładkach jest podejrzanie dużo. Na szczęście teraz zostały logicznie podpisane.



Otrzymujemy także wizjer w technologii XGA OLED Tru-finder, o powiększeniu 0,78x, który dzięki wykorzystaniu soczewek asferycznych i powłok Zeiss T*, oferować ma dużo większy komfort i znacznie bardziej klarowny obraz. To prawda, korzystanie z wizjera nowego Sony to sama przyjemność.

Nie dość, że obraz jest wyraźny jak w przypadku każdego wizjera optycznego, to jeszcze w wizjerze wyświetlane są dodatkowe informacje, oferowane przez wizjery elektroniczne. Rozwijanie technologii półprzepuszczalnego lustra było strzałem w dziesiątkę.



W nowym aparacie najważniejsze jest jednak wnętrze. Otrzymujemy 42-megapikselową matrycę CMOS, która dzięki wspomaganiu procesora BIONZ X i osobnego procesora odpowiadającego za efektywne odprowadzanie ciepła, umożliwia rejestrację obrazów w najwyższej rozdzielczości z prędkością 12 kl./s, przy pełnym wsparciu systemu AF. Oprócz tego, otrzymujemy możliwość pełnoklatkowego zapisu wideo 4K, z prędkością 30 kl./s i przepływnością 100 Mbps, a do tego aparat wyposażono w 5-osiową stabilizację matrycy.

Możemy spodziewać się, że zdjęcia będą superszczegółowe, niestety nie mogliśmy zabrać ze sobą wykonanych aparatem fotografii i filmów, dlatego ostateczny werdykt wydamy dopiero przy okazji pełnego testu aparatu.



Udało nam się natomiast bliżej przyjrzeć imponującemu hybrydowemu systemowi AF, który korzysta z 399 punktów detekcji fazy na matrycy i 79 punktów detekcji fazy oferowanych przez dedykowany sensor. Punkty na matrycy wykrywają linie poziomie, natomiast 64 z punktów oferowanych przez sensor AF jest czułych na linie poziomie (pozostałych 15 jest krzyżowych).

Połączenie obu systemów daje nam więc łącznie aż 79 punktów krzyżowych, które czułe mają być aż do -4 EV. Dodatkowo punkty te cały czas wspierane są przez system detekcji fazy na matrycy, co umożliwia efektywne ustawianie ostrości także w skrajnych punktach kadru.

Usprawniona została te funkcjonalność systemu AF. Możemy regulować rozmiar grupy punktów odpowiadających za pomiar, a systemy śledzenia i wykrywania oka zostały udoskonalone. Jego możliwości mogliśmy sprawdzić podczas zaaranżowanych przez producenta pokazów. Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka A99 II nie ulega topowym modelom konkurencji, sprawnie śledząc i wykrywając twarze dynamicznie poruszających się osób, przy maksymalnej prędkości trybu seryjnego.

Sprawdziliśmy też bufor. W jednej serii aparat pozwoli nam zrobić 54 zdjęcia RAW i 60 JPEG-ów. Biorąc pod uwagę rozdzielczość matrycy jest to wynik imponujący. Mimo, że nie które aparaty czyszczą bufor z plików JPEG na bieżąco, należy pamiętać, że raczej rzadko będziemy dobijać do limitów oferowanych przez nowy aparat Sony.

A99 II oferuje też świetne rozwiązanie w postaci graficznej informacji o stanie zapełnienia bufora podczas fotografowania serią. W prawym górnym rogu ekranu, oprócz liczby dostępnych do zrobienia zdjęć, wyświetlane są także paski, które znikają wraz ze zmniejszającą się ilością miejsca. To przydatne rozwiązanie, zwłaszcza, że gdy zapchamy bufor do czasu jego opróżnienia nie będziemy w stanie przywołać pozycji menu. Na szczęście można w tym wypadku podejrzeć kilka ostatnich zdjęć.



To, co rzuciło nam się w oczy podczas pierwszego kontaktu z aparatem to ogólna szybkość działania nowej konstrukcji. Nie spotkaliśmy się z widocznymi opóźnieniami, które bywały pięta achillesową niektórych aparatów producenta. Czyżby Sony zaprezentowało właśnie jedną z najciekawszych lustrzanek na rynku?

O tym będziemy mogli przekonać się dopiero gdy będziemy w stanie zaznajomić się z aparatem na dłużej, jednak już teraz można stwierdzić, że stosunkowo niska jak na oferowane możliwości cena (3600 euro) dla wielu może być powodem do rozważań nad przesiadką na system Sony.

Oby tak dalej, Sony.

Dodaj ocenę i odbierz darmowy numer DCP
Digital Camera Polska

Tłumacz i fotograf, codziennie selekcjonuje dla Was porcję najciekawszych newsów ze świata fotografii. Zafascynowany nowymi technologiami, choć woli fotografować analogiem. Prywatnie niespełniony snowboardzista i spełniony tata.

Komentarze
Więcej w kategorii: Aparaty
Sony A6400 - test aparatu
Sony A6400 - test aparatu
Następca modelu A6300 ma być doskonałym aparatem dla wymagającego amatora i pierwszym wyborem vlogera. Ciągle jednak pod pewnymi względami ustępuje obecnemu od dwóch...
6
0
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Canon EOS M6 Mark II - zdjęcia przykładowe
Najnowszy Canon EOS M6 Mark II, to obok modelu 90D jedyny na rynku aparat z matrycą APS-C o rozdzielczości 32 Mp. Zobaczcie, jak radzi sobie w praktyce.
8
0
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Canon EOS 90D - zdjęcia przykładowe
Najnowsza lustrzanka Canona, jako pierwsza w segmencie APS-C oferuje matrycę o rozdzielczości 32 Mp. Jak nowy sensor radzi sobie w praktyce? Zobaczcie zdjęcia przykładowe.
11
0
Powiązane artykuły