Asus Vivobook Pro 14X OLED – mobilna stacja dla współczesnych twórców

Autor: Redakcja Fotopolis

23 Listopad 2021
Artykuł na: 17-22 minuty

Seria Vivobook powraca i ma być odpowiedzią na potrzeby tak zwanych „content creators”, z nieco mniejszym budżetem. Specyfikacja modelu Pro 14X wygląda obiecująco, zobaczmy jak spisuje się w praktyce!

To co wyróżnia nowe Vivobooki PRO to przede wszystkim 14-calowy ekran OLED 2,8K z pokryciem palety DCI-P3, mocne, jak na segment lekkich laptopów, podzespoły i dedykowany układ graficzny. Urządzenia zyskały też nowy „industrialny” wygląd, lepszą ergonomię z dużym touchpadem i funkcją DialPad, oraz komplet złącz niezbędnych do efektywnej pracy.

Przede wszystkim Vivobook ma być jednak w zasięgu portfela kreatywnych użytkowników, którzy pracują z obrazem i cenią sobie mobilność. Omawiana konfiguracja (N7400PC-KM010R) to dziś koszt ok. 6300 zł. W tej cenie zapewne można z pewnością znaleźć jednostki mocniejsze, ale nie koniecznie w tej kategorii wagowej (niecałe 1,5 kg!).

Budowa i wykonanie

Dbałość o design i detale (a także komplet naklejek w zestawie!) pokazują najlepiej, do kogo adresowane są nowe Vivobooki. Futurystyczny, i jak nazywa go producent „przemysłowy” styl, ma z pewnością zwrócić uwagę estetów – kreatywnych twórców, którzy lubią otaczać się produktami ładnymi i dobrze zaprojektowanymi. Niewielka waga 1,45 kg, to z kolei ukłon w stronę rosnącej (zwłaszcza teraz) grupy tzw. cyfrowych nomadów – freelancerów i osób mobilnych, które odwykły już od firmowych biurek.

Bryła jest smukła i ostro cięta, ale delikatnie frezowane krawędzie i głęboko profilowany spód dodaje jej lekkości. Wykonana z anodowanego aluminium obudowa w wersji Cool Silver jest przyjemnie matowa, nie palcuje się i wygląda na to, że utrzymanie jej w czystości nie będzie specjalnie trudne. Górna pokrywa ugina się jednak delikatnie pod naciskiem. Konstrukcja nie wydaje się wcale delikatna, ale z laptopem (jak w sumie z każdym), lepiej obchodzić się delikatnie.

W tej serii producent nie zastosował też znanego chociażby z serii ZenBook zawiasu ErgoLift, który unosi delikatnie klawiaturę, poprawiając ergonomię pracy i tworząc jednocześnie przestrzeń do odprowadzania ciepła. Wykorzystano klasyczne gumowane dystanse, które spełniają swoją rolę i sprawiają, że komputer dobrze trzyma się podłoża.

To co najciekawsze zobaczymy jednak po podniesieniu klapy. Szeroka, stylizowana na studyjną konsolę klawiatura, olbrzymi touchpad i czerpiące z wzornictwa typowo przemysłowego designerskie akcenty: przycisk ESC wykonany w ostrzegawczym kolorze pomarańczowym, charakterne wykończenie belki zawiasu i utrzymane w tej samej stylistyce podświetlenie przycisku Enter. Całość prezentuje się bardzo gustownie. Na szczęście udało się nie przesadzić.

Czarna oprawa 14-calowego wyświetlacza jest, jak na dzisiejsze standardy stosunkowo szeroka, ale czy należy jednoznacznie uznać to za wadę? Gdy pracujemy z obrazem – czy to obrabiając zdjęcia, czy montując wideo - wyraźne oddzielenie przestrzeni roboczej od otoczenia wydaje się wskazane i może ułatwiać pracę. Wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Tutaj ta granica z pewnością nie została przekroczona. Większym problemem wydaje się błyszczący panel, ale tym zajmiemy się w dalszej części tekstu.

Vivobooka wyposażono też w całkiem spory zestaw złącz. Z lewej strony znajdują się dwa porty USB 2.0 i dioda zasilania. Z prawej umieszczono złącze USB 3.1, wejście/wyjście mini-jack, pełnowymiarowy port HDMI (standard 1.4) oraz czytnik kart microSD. Zapewnia to sporą elastyczność, ale pozostawia też pewien niedosyt. Twórcy zapewne ucieszyliby się z obsługi DisplayPort, szybszego HDMI do współpracy z monitorami graficznymi, dużo bardziej użyteczny byłby też z pewnością czytnik kart SD (a nie MicroSD), stosowanych obecnie w większości aparatów i kamer.

Nowe Vivobooki to nadal myślenie głównie o amatorach - użytkownikach smartfonów, dronów czy małych action-cam'ów. Szybką i wygodną łączność producent zarezerwował dla najwyższej linii profesjonalnych (i sporo droższych) modeli graficznych z linii ProArt StudioBook.

Ergonomia

Przede wszystkim świetna klawiatura! Matowe, jasnobeżowe przyciski mają szeroki rozstaw, wykonano je z twardego tworzywa i charakteryzują się bardzo przyjemnym, twardym i precyzyjnym skokiem (1,35 mm). Są też oczywiście podświetlane, co ułatwia pracę w przygaszonym świetle.

Atutem tej serii jest też z pewnością naprawdę duży touchpad ze zintegrowanym wirtualnym pokrętłem Asus DialPad. Jest czuły, precyzyjny i świetnie czyta gesty na całej powierzchni. Tak duży panel to też duża wygoda jeśli nie lubimy, lub po prostu nie mamy możliwości korzystania z myszki. Ma też bardzo miły, płytki klik.

Nieco więcej uwagi warto poświęcić wspomnianej funkcji Asus Dial, która pozwala zamienić niewielki obszar panelu w sterowane dotykiem pokrętło. W serii Vivobook stanowi namiastkę fizycznego pokrętła stosowanego w droższych modelach Studiobook. Aktywujemy ją przez przeciągnięcie palcem w prawym górnym rogu touchpada a konfigurujemy poprzez darmową aplikację ProArt Creator Hub.

W tej chwili DialPad wspiera wyłącznie wybrane funkcje aplikacji pakietu Adobe (w tym Lightrooma Classic, Photoshopa czy Premiere Pro), ale producent zapewnia, że rozmawia już z kolejnymi partnerami, i lista obsługiwanych aplikacji będzie się sukcesywnie wydłużać.

DialPad może więc zastąpić suwaki by szybko i wygodnie korygować w Lightroomie jasność, kontrast, światła czy cienie. W Photoshopie pozwoli z kolei na łatwe dostosowanie wielkości pędzla, wartości jego krycia lub przełączanie się między warstwami.

Oczywiście DialPad może być też poręcznym narzędziem ułatwiającym typowe zadania biurowe: przełączanie się między utworzonymi pulpitami wirtualnymi czy otwartymi aplikacjami. W Asus Creator Hub, w zakładce preferencje, możemy też skonfigurować szybkość regulacji parametru w 5-stopniowej skali.

Jak sprawdza się to w praktyce? Na początku irytuje nas nieco nasza własna „niezręczność”. Włączanie tego typu nowinek do własnego workflow nigdy nie jest proste – wymaga bowiem zmiany nawyków i stylu pracy. Przyzwyczajenie się i „wyczucie” pokrętła wymaga chwili, ale, zwłaszcza dla osób, które z zasady nie korzystają z myszki, może być przyjemnym ułatwieniem.

Ekran OLED

Na wstępie trzeba powiedzieć, że żaden laptop nie zastąpi profesjonalnego, skalibrowanego monitora graficznego. Niewiele jest też na rynku modeli laptopów, które polecilibyśmy do precyzyjnej obróbki i np. przygotowania do druku ważnego projektu. Jednocześnie trzeba dodać, że jakość i parametry paneli stosowanych w przenośnych komputerach – również tych konsumenckich - w ostatnich latach znacznie się poprawiła. Ten zastosowany w nowym Vivobook Pro jest na to dobrym przykładem. 

14-calowy wyświetlacz omawianego modelu (w linii dostępne są również modele 15” i 16”) to panel OLED o rozdzielczości 2880 x 1800 px (WQXGA+) i proporcjach 16:10. Do tego niezła jasność 400 nitów, walidacja Pantone (certyfikat wiernej reprodukcji barw), 100% pokrycia profesjonalnego „filmowego” gamutu DCI-P3 oraz niespotykana w tej klasie sprzętu częstotliwość odświeżanie na poziomie 90 Hz (czas reakcji tylko 0,2 ms).

DCI-P3 - O CO CHODZI?

Mówiąc w skrócie, DCI-P3, to nowe sRGB. W 1996 największe firmy technologiczne umówiły się, że ich urządzenia będą oparte o jeden standard – wspólną paletę sRGB służącą do renderowania kolorów na wyświetlaczach laptopów, monitorów czy ekranów telefonów. Szybki rozwój technologii, a zwłaszcza rosnąca popularność strumieniowanego wideo (VOD) pokazały jednak, że sRGB przestało wystarczać i nie pozwala wykorzystać możliwości nowych urządzeń.

Standard DCI-P3 wywodzi się właśnie z kina i od początku lat dwutysięcznych stosowany jest w branży filmowej. Obraz w tej palecie wyświetla bowiem znacznie więcej kolorów widzianych przez nasze oczy, przez co wydaje się żywszy i znacznie przyjemniejszy. Wobec rosnącej popularności ruchomego obrazu, wsparcie dla gamutu DCI stopniowo wprowadzały wszystkie duże firmy.

 

Trzeba przyznać, że obraz aż kipi kolorami. Intensywność i głębia czerni robią wrażenie, wideo w dużej rozdzielczości prezentuje się na nim naprawdę świetnie. Ekran niestety jest błyszczący a panele OLED, jak wiadomo, zmienia barwy wraz ze zmianą jasności, nie będziemy Was więc przekonywać, że to idealny model do obróbki zdjęć. A przynajmniej w zastosowaniach profesjonalnych. Do szybkiej edycji na potrzeby internetu w zupełności wystarczy. Tak też został w końcu pomyślany. 

Do ideału z pewnością pomoże zbliżyć się kalibracja narzędziowa, której obsługę umożliwia aplikacja Creator Hub. W tej chwili obsługiwane są kalibratory X-Rite i1Display Pro / Pro+

Wadą paneli OLED jest też wypalanie pikseli przy długotrwałym wyświetlaniu statycznego obrazu, producent rozwiązał to jednak w najprostszy możliwy sposób – aplikacja Pixel Refresh w sposób niezauważalny dla nas przesuwa minimalnie wyświetlany obraz w regularnych odstępach czasu.

Producent chwali się też, że w przypadku nowych paneli OLED aż o 70% (względem konwencjonalnego LCD) udało się ograniczyć ilość niebieskiego światła, dzięki czemu są wyjątkowo przyjazne dla oczu i zmniejszają ryzyko uszkodzenia siatkówki.

Wydajność

Nowa linia 14-calowych Vivobooków PRO dostępna jest zarówno w wariancie z mocnym 8-rdzeniowym procesorem AMD Ryzen 7 5800H (3,2 GHz, do 4,4 GHz w trybie turbo) jak i słabszym, 4-rdzeniowym układem Intel Tiger Lake H-35 (3.3 GHz do 4.8 GHz w trybie turbo).

W nasze ręce trafił słabszy model z procesorem Intel oraz wlutowaną kością pamięci 16 GB DDR4 3200 MHz. Jak wiadomo mocy obliczeniowej nigdy za wiele więc jeśli macie taką możliwość, wybierzcie oczywiście mocniejszy wariant. Rozdzielczości zdjęć i wideo, a także wymagania sprzętowe aplikacji edycyjnych raczej nie będą spadać, warto więc potraktować to jak inwestycję.

Z drugiej strony jeśli nie macie ambicji i potrzeby renderowania olbrzymich plików wysokiej rozdzielczości i nie pracujecie na złożonych z wielu warstw projektach w Photoshopie, być może nie warto przepłacać. "Intelowski" układ bez problemu radzi sobie z obróbką 100-megabajtowych plików RAW oraz montażem nagrań 4K.

Warto tu zaznaczyć, że wybór procesora będzie miał przełożenie na zastosowany układ graficzny. Model zbudowany wokół procesora AMD wyposażony został w 8-rdzeniowy, zintegrowany układ graficzny Radeon Graphics, podczas gdy wersja oparta o centralną jednostkę Intel współpracuje ze słabszym dedykowanym układem NVIDIA GeForce RTX 3050.

Co jeszcze?

Zaletą jest z pewnością proponowany w standardzie dysk 1TB SSD M.2 NVMe PCIe, który oferuje szybki zapis i odczyt danych, głośniki zaprojektowane przez dobrze znaną audiofilom markę Harman/Kardon i pomniejsze ułatwienia jak czytnik linii papilarnych zaszyty w przycisku zasilania czy kamerka HD (1 Mp) ze zintegrowaną zasłoną dla lepszej ochrony prywatności.

Vivobook Pro nieźle wypada też pod względem czasu pracy na baterii. Zasilany jest litowo-polimerowym, potrójnym ogniwem o dużej pojemności 63 Wh. Jak zauważyliśmy przekłada się to na ok. 8h regularnej pracy – w tym przypadku przede wszystkim przeglądania stron internetowych i edycji zdjęć – oraz ok. 11h odtwarzania wideo. Nie jest to wynik rekordowy ale nadal bardzo dobry!

Jeśli mielibyśmy na coś ponarzekać, byłaby to zbyt głośna praca w sytuacjach granicznego obciążenia. Producent zapewnia o zastosowaniu wydajnego systemu chłodzenia z dwoma wentylatorami i dwiema rurkami cieplnymi (technologia ASUS IceCool Plus), niemniej, gdy realizujemy wiele zadań jednocześnie, czyli np. skaczemy po kartach przeglądarki renderując w tle duży plik, chłodzenie z pewnością da o sobie znać.

Podsumowanie

Nowy Vivobook Pro 14 nie jest rozwiązaniem dla najbardziej wymagających profesjonalistów, ale możliwościami z pewnością wykracza poza półkę amatorską. Wydaje się być modelem idealnie skrojonym do potrzeb zapalonych twórców treści nowego typu, ale też nałogowych konsumentów multimediów. 

Przede wszystkim to laptop, który łatwo polubić. Niewielka waga, świetne wzornictwo, bardzo wygodna klawiatura, ogromny gładzik (z funkcją Asus Dial) i ekran OLED, na którym wszystko wygląda po prostu świetnie. Duża rozdzielczość, wysoki kontrast, głębokie czernie i pokrycie szerokiego gamutu DCI-P3 sprawiają, że dobrze nadaje się przede wszystkim do pracy z ruchomym obrazem, ale także podstawowej korekcji zdjęć. 

To wreszcie całkiem mocna jednostka, która w najwyższej konfiguracji może rywalizować z niejedną stacją roboczą i udźwignie naprawdę spore obciążenia. Do szczęścia brakuje jedynie nowocześniejszych złącz i szybkiego czytnika kart SD.

Skopiuj link
Komentarze
Więcej w kategorii: Analizy
Jak powstawał Panasonic Lumix GH5 II - historia prawdziwa
Jak powstawał Panasonic Lumix GH5 II - historia prawdziwa
Troje pracowników firmy Panasonic zaangażowanych w projekt GH5 II opowiada o założeniach jakie przyświecały tworzeniu aparatu i wyzwaniach technicznych z jakimi trzeba było się zmierzyć, aby...
7
Quadralite VideoLED 600 - najlepsza niedroga głowica na początek?
Quadralite VideoLED 600 - najlepsza niedroga głowica na początek?
Szukasz przystępnej cenowo głowicy do domowego studia fotograficznego? Być może warto zdecydować się na światło ciągłe i mieć przy okazji praktyczne narzędzie do...
8
Lexar to nie tylko karty pamięci - przegląd oferty (2021)
Lexar to nie tylko karty pamięci - przegląd oferty (2021)
Markę Lexar zna każdy. Nie każdy jednak wie, że oprócz kart pamięci firma produkuje obecnie także szybkie dyski SSD i inne rozwiązania z zakresu magazynowania danych....
41