„Biorę na siebie pełną odpowiedzialność“: Michele Crameri przyznaje się do zaaranżowania reportażowych zdjęć

7
Michał Chrzanowski
27 Czerwiec 2019
Artykuł na: 4-5 minut

Michele Crameri został oskarżony o ustawianie zdjęć i manipulację podpisami w swoim cyklu „Sicario, A Job Like Any Other“. Miał on rzekomo pokazywać członków gangu i płatnych morderców podczas „dokonywania aktów przemocy“. Fotograf już przyznał się do winy, a reprezentująca go agencja zerwała współpracę.

„Około pięćdziesiąt kilometrów na południe od wybrzeża Morza Karaibskiego, wśród lasów doliny Sula, znajduje się „światowa stolica morderstw”. San Pedro Sula to drugie co do wielkości miasto Hondurasu, miejsce nękane przez demoniczną przemoc gangów. Taksówkarz, fryzjer lub kierownik za dnia, a Sicario (hitman) w nocy. W Hondurasie życie jest łatwiejsze dzięki drugiej pracy, zwłaszcza gdy jednorazowa wypłata może wynosić do 10 000 dolarów“ - czytamy w opisie projektu „Sicario, A Job Like Any Other“, który miał przedstawiać nocne życie płatnych morderców.

No właśnie… miał pokazywać. Jednakże to o czym huczały ostatnio zagraniczne portale i fora dotyczące fotografii okazało się bolesną prawdą. Część zdjęć autorstwa Michela Crameriego zawartych w tym wielokrotnie nagradzanym cyklu okazały się zaaranżowane. Na domiar tego fotograf umieścił do nich sfałszowane podpisy.

fot. Michele Crameri „Sicario, A Job Like Any Other“ | zrzut ekranu ze strony www.michelecrameri.com/sicario-a-work-like-any-other

Granica etyki w fotografii przekroczona?

Projekt „Sicario, A Job Like Any Other“ okazał się dla Crameriego bardzo istotny. Jak twierdzi fotograf dostał za niego ponad 15 nagród i wyróżnień. Jednak chyba nie przypuszczał, że rozpęta się wokół niego burza. Z czasem na światło dzienne zaczęło wychodzić coraz więcej faktów, że niektóre ze zdjęć zostały zaaranżowane, a podpisy do nich zmanipulowane.

Kluczowe w tym wszystkim było oświadczenie Orlina Castro, honduraskiego dziennikarza, który w latach 2015-2018 pomagał Crameriemu w spotkaniach z członkami gangu z San Pedro Sula. Jak twierdzi dziennikarz, „fotograf prosił ich, aby zademonstrowali swoje techniki egzekucji“. Co więcej, na powyższej fotografii „ofiarą napastnika“ jest nie kto inny jak sam Castro. Ten ponoć został poinformowany, że „zdjęcie ma trafić do prywatnego archiwum fotografa i nie zostanie w żaden sposób upublicznione“. Okazało się inaczej.

fot. Michele Crameri „Sicario, A Job Like Any Other“ | zrzut ekranu ze strony www.michelecrameri.com/sicario-a-work-like-any-other

- Przepraszam za to, co się stało. Chcę wziąć na siebie pełną odpowiedzialność i oczyścić agencję Parallelozero z wszelkiej winy. Często prosili mnie w dobrej wierze o zagwarantowanie autentyczności i etycznego charakteru wszystkich sytuacji, które zostały sfotografowane. Zawsze zapewniałem ich, że obciążające mnie zdjęcia nie były wynikiem „zaaranżowania“. Muszę jednak teraz przyznać, że w świetle tego, co się ostatnio wydarzyło, nie było to prawdą. Chciałbym więc przeprosić wszystkich zaangażowanych - skomentował całe zajście fotograf.

Z kolei Parallelozero, agencja, która do tej pory reprezentowała Crameriego, postanowiła zakończyć z nim współpracę i zerwać umowę na prezentowanie projektu „Sicario”. Crameri na zapytanie o autentyczność poddawanych pod wątpliwość obrazów nie był w stanie przedstawić przekonujących dowodów, aby przeciwstawić się oskarżeniu o zaaranżowanie tych ujęć i sfałszowanie podpisów do zdjęć.

- Fotograf od początku swojej współpracy z Parallelozero (od 2017 roku) wielokrotnie zapewniał nas, że wszystkie zdjęcia są autentyczne i parafował umowę, w której wziął całkowitą odpowiedzialność za autentyczność zarówno zdjęć, jak i podpisów. Parallelozero działało w dobrej wierze i uważamy, że jesteśmy stroną pokrzywdzoną w tej sprawie. Chcielibyśmy przeprosić każdego, kto w jakikolwiek sposób ucierpiał w wyniku publikacji tych obrazów - komentuje całe zajście na łamach petapixel.com agencja Parallelozero.

fot. Michele Crameri „Sicario, A Job Like Any Other“ | zrzut ekranu ze strony www.michelecrameri.com/sicario-a-work-like-any-other

Ciekawi nas jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie? Czy fotograf dopuścił się manipulacji w reportażu, czy raczej poprzez zainscenizowane sceny pokazał „prawdziwe życie członków gangu“?

źródło: petapixel.com i fstoppers.com 

Stały bywalec naszego laboratorium. Ciągle patrzy na świat przez różne ogniskowe oraz przemierza miasta i wioski obwieszony sprzętem fotograficznym. Uwielbia stylowe aparaty, a także eleganckie i funkcjonalne akcesoria. Ma słabość do monochromu i suwaków w programie Lightroom, po godzinach – do literatury faktu i muzyki country.

Komentarze
Więcej w kategorii: Branża
Nikon, Leica i Olympus nie wezmą udziału w kolejnej Photokinie. Czy w czasach internetu targi mają jeszcze sens?
Nikon, Leica i Olympus nie wezmą udziału w kolejnej Photokinie. Czy w czasach internetu targi mają...
Pierwsza Photokina w nowej formule już wiosną. Nie weźmie w niej jednak udziału trzech głównych producentów sprzętu. Czy firmom fotograficznym targi są jeszcze do...
4
7
Nagradzany chiński fotoreporter Lu Guang znów na wolności. Nie chce udzielać wywiadów
Nagradzany chiński fotoreporter Lu Guang znów na wolności. Nie chce udzielać wywiadów
Zatrzymany przed rokiem przez chińską służbę bezpieczeństwa, jeden z najbardziej znanych fotoreporterów Pańswa Środka,...
9
0
Sigma porzuca mocowanie K. Co dalej z Pentaksem?
Sigma porzuca mocowanie K. Co dalej z Pentaksem?
Pentax, choć cały czas ma wierne grono użytkowników, już od dłuższego czasu wędruje poboczem rynku fotograficznego. W obliczu działań Sigmy producentowi będzie jeszcze...
25
24