Zostań w domu, zamów taniej!
Nie wychodź z domu i zamów online swoje ulubione pisma 20% taniej. Skorzystaj z kodu rabatowego: czytajwdomu

"Opowieści z krypty" - W co się bawić? Czyli dlaczego fotografując jestem śmiertelnie poważny. Czy samouk rzeczywiście jest samoukiem?

0

Autor: Wojtek Tkaczyński

20 Sierpień 2012
Artykuł na: 6-9 minut
Publikujemy nowy felieton Wojtka Tkaczyńskiego, który zastanawia się nad tym jak uczyć się fotografii. Zapraszamy do lektury.

Umarł Jerzy Kulej. Tyle zapamiętam z zeszłego miesiąca. Dla jednych to dowód na prawdziwość twierdzenia, że nic tak nie zwiększa prawdopodobieństwa zatrzymania krążenia jak przebyte już wcześniej zatrzymanie krążenia. Inni zaś uważają, że pękło mu serce bo do Londynu nie zakwalifikował się żaden polski bokser. Honoru tej - niegdyś bardzo u nas rozwiniętej - dyscypliny broniła na olimpiadzie jedna dziewczyna (działacze zaś nie pozwolili by podczas walki w narożniku stał jej trener...). Nie znam się na boksie. I nie chcę tu pisać o zasługach Kuleja, którego prestiżowy magazyn The Ring umieścił w dziesiątce największych amatorskich pięściarzy wszechczasów. Dla mnie był on fascynującą postacią z innego względu: mianowicie wyjątkowego stosunku do trenera. Do ostatniego wywiadu Pan Jerzy powtarzał, że nie osiągnąłby niczego, gdyby nie Papa Stamm, że to on wszystkiego go nauczył i że to jemu wszystko zawdzięcza. Po śmierci trenera był przez wiele lat jednym z organizatorów memoriału Feliksa Stamma. Kulej zdobył dwa olimpijskie złota dzięki tytanicznemu wysiłkowi wkładanemu w trening i talentowi do boksu, z którym się urodził. A jednak do końca swych dni podkreślał znaczenie swojego nauczyciela...

Zastanawiam się jak powyższy przykład można odnieść do naszego poletka, do nauki fotografii. Tak, tak, choć to może dla wielu zaskakujące - uważam, że fotografii trzeba i warto się uczyć. W dawnych czasach było to oczywiste: aby zrobić coś w ciemni człowiek musiał mieć nauczyciela. Ustawianie ekspozycji, wywoływanie filmu, odczynniki, papiery, powiększalniki. Trudno było to opanować samodzielnie. Dziś, kiedy wszystko jest automatyczne, każdy może zrobić ostre i prawidłowo naświetlone zdjęcie bez żadnego wysiłku. Co więcej, w naszych czasach często to młodsi uczą starszych jak obsługiwać nowoczesny sprzęt. Aparaty, komputery, programy zmieniają się dziś tak szybko, że dojrzałym pracującym osobom rzeczywiście trudno za tym nadążyć. Młodzi zaś śmigają bez żadnych oporów...

A jednak uważam, że warto mieć nauczyciela. Nie ze względu na technikę. Z powodu idei. A raczej jej braku. Przez ostatnie lata obserwuję - zwłaszcza wśród grupy tak zwanych zaawansowanych amatorów - nacisk na techniczną poprawność i "wizualny przepych" zdjęć. Cała para fotografa idzie w stworzenie spektakularnego kadru, na którego widok widzom opadają szczęki. Każde zdjęcie musi być ultrakolorowym hadeerem. Tyle tylko, że pod powierzchnią owych kadrów nic się nie kryje. Nie ma w nich żadnej fotograficznej myśli. Widz nie dowiaduje się niczego o poglądach autora, o jego przemyśleniach. Obejrzyj zdjęcie, zapomnij o nim i przejdź do następnego. Tak wygląda konsumpcja dzisiejszej fotografii.

A przecież liczy się przede wszystkim treść fotografii, jej temat, zamysł autora. Jej forma - wygląd, estetyka - jest rzeczą wtórną, drugoplanową. Warto więc znaleźć sobie kogoś, kto wytłumaczy nam jak wkładać w kadry nasze serce, nasze wady i zalety, naszą miłość i nienawiść. Nie piszą o tym żadne techniczne podręczniki. Nie ma takiej komendy w Photoshopie. To właśnie zadanie dla osoby starszej. Bardziej doświadczonej przez życie. Oczywiście - wiele osób może się tu ze mną nie zgodzić. Wiele osób uważa, że ich własne doświadczenie życiowe wystarczy. Nie mam zamiaru polemizować z tymi opiniami. Ja uważam, że warto się uczyć od starszych. Co myślą inni to już ich sprawa. Miałem kiedyś studenta, który programowo nie oglądał cudzych zdjęć twierdząc, że nie chce sobie zaśmiecać głowy...

Kiedy piszę o spotkaniach z nauczycielem wcale nie mam na myśli osoby fizycznej. Niewielu z nas ma możliwość pogadania z Anselem Adamsem czy Brettem Westonem. Zwłaszcza, że już nie żyją. Ale i żywe gwiazdy fotografii nie są dla wielu z nas na wyciągnięcie ręki. Trzeba po prostu nauczyć się rozmawiać z nimi poprzez ich zdjęcia. Nie ma chyba lepszej metody od oglądania - ze zrozumieniem - cudzych zdjęć. Po co zostały zrobione? Co jest ich tematem? Jaki mają nastrój? Jaki związek z treścią ma ich forma? Jaki wpływ na wymowę zdjęć ma każdy z elementów kompozycji? Dlaczego światło jest takie a nie inne? Odpowiedź na te pytania może dać wgląd w proces twórczy największych fotografów. Oglądając ich prace z wielu lat możemy prześledzić zmiany zachodzące w ich myśleniu. Zmiany ich poglądów i stosunku do świata. Tak właśnie powinna wyglądać nauka fotografii. Powinna skupiać się na myśleniu o ideach, nie na technice. Przysłona, migawka, ogniskowa to rzeczy wtórne. Tak samo zresztą obróbka zdjęć. Jeśli nie jest robiona w określonym celu jest sztuką dla sztuki. Potem zaś wystarczy przełożyć zdobytą z takiej nauki wiedzę na swoje zdjęcia. Trudne? A kto powiedział, że będzie łatwo? Fotografowanie to śmiertelnie poważna sprawa. A nie żadna zabawa.

Warto też podkreślić, że nie musimy się wcale uczyć na swoich ulubionych zdjęciach. Nawet jeśli trafi się nam zdjęcie, które nie do końca nam odpowiada - spróbujmy się zastanowić nad intencjami jego autora. Pisałem już tu o świetnej książce DuChemina Język fotografii. Niedawno przeczytałem jej recenzję, którą napisał Piotr Dębek. Tak jak lubię Piotra, tak - dość często - nie zgadzam się z jego opiniami. Czasem nawet prowadzimy korespondencję dotyczącą niezgodności naszych poglądów na fotografię. W jego ostatniej recenzji znalazłem kilka bardzo ciekawych zdań: "Przyznaję, że choć duChemina lubię za jego fotografię, a jeszcze bardziej za popularyzatorski zapał, to nie uważam go za wybitnego fotografa i nie wszystkie prezentowane w książce fotografie są moim zdaniem udane. [...] Nawet jednak w przypadku słabszych zdjęć [...] warto poczytać jak widzi je autor. Warto zobaczyć, ile decyzji zostaje podjętych przed wciśnięciem spustu migawki. Większość amatorów nie podejmuje tych decyzji - a więc zdaje się na przypadek lub automatykę aparatu. Tymczasem nieważne, czy w danej kwestii zdecydowalibyśmy tak, jak duChemin, czy też inaczej - ważne, żebyśmy wiedzieli, że tu jest miejsce na podjęcie decyzji. Takiej lub innej, ale podejmowanej świadomie."

Nic dodać, nic ująć. Może leniwe letnie popołudnia to dobra pora, żeby pooglądać trochę cudzych zdjęć

Komentarze
Więcej w kategorii: Fotofelietony
Sergey Ponomarev – misja fotografa została spełniona
Sergey Ponomarev – misja fotografa została spełniona
Zdjęcie roku, to bez wątpienia ogromne wyróżnienie. Dla mnie jednak królową nagród prasowych jest pierwsze miejsce za reportaż w kategorii „General news”.
5
2
Kinowska: „Zdjęcie roku World Press Photo wkurza”
Kinowska: „Zdjęcie roku World Press Photo wkurza”
Zdjęcie Warrena Richardsona, uznane przez Jury za najlepsze zdjęcie prasowe roku 2015, denerwuje i wyprowadza z równowagi. Z kilku powodów.
0
1
Lifelogging - przyszłość, czy zmora fotografii?
Lifelogging - przyszłość, czy zmora fotografii?
Podczas gdy największe firmy w ostatnim czasie na nowo rozpętują wojnę na megapiksele, swojego rodzaju rewolucja w fotografii może nadejść nieoczekiwanie ze strony urządzeń przeznaczonych dla...
6
0
Powiązane artykuły
Wczytaj więcej (1)