Standardowe zoomy Systemu 4/3 - część 1, Zuiko Digital 14-42 mm F3.5-5.6

Mieliśmy już na warsztacie standardowe zoomy do lustrzanek Canona, Nikona i Sony, teraz czas na obiektywy do Systemu 4/3. W pierwszej części testu wystąpi niedawno wypuszczony na rynek Olympus 14-42 mm F3.5-5.6 w towarzystwie lustrzanki E-510. W drugiej i trzeciej odsłonie pojawią się Olympus 14-54 mm F2.8-3.5 oraz Leica 14-50 mm F2.8-3.5. Zapraszamy do lektury.
Stworzenie systemu cyfrowych lustrzanek 4/3 zapowiadane było przez Olympusa i Kodaka już ponad 6 lat temu, a oficjalnie jego powstanie ogłoszono jesienią 2002 roku. Potem 4/3 wsparło jeszcze kolejnych 5 firm: Panasonic, Fujifilm, Leica, Sigma i Sanyo. Jednak Kodak, Fujifilm i Sanyo działają tylko na zapleczu systemu, a na rynku jak do tej pory pojawiły się jedynie produkty firmowane przez Olympusa (aparaty, obiektywy, osprzęt), Sigmę (obiektywy), Panasonica (aparat) i Leicę (aparat, obiektywy). System 4/3 nazywany jest "otwartym", gdyż jego założenia i parametry są jawne i nie ma problemów z dołączeniem do "grupy wspierającej". Założeń owych nie jest dużo, a dotyczą one:
  • konstrukcji i rozmiarów bagnetowego mocowania obiektywu
  • odległości od bagnetu do matrycy rejestrującej
  • wymaganej średnicy pola obrazu tworzonego przez obiektyw, związanej z przyjętą przekątną matrycy wynoszącą 22,5 mm
  • protokołu komunikacji pomiędzy aparatem a obiektywem.


Testowany tu zoom Olympusa (zamontowany do aparatu) jest mikrusem w porównaniu ze swoim jaśniejszym bratem (stoi po prawej) i - zwłaszcza - Leicą (po lewej).

Niemal 5 lat istnienia Systemu 4/3 na rynku oraz obecność w nim kilku mocnych graczy może sugerować, że mamy dostęp do bardzo szerokiego zestawu optyki z tym mocowaniem. Jednak sytuacja nie wygląda tak różowo, gdyż w konstrukcję obiektywów solidnie włączył się jedynie Olympus, a potentat w tej dziedzinie Sigma jakoś słabiej. Ma ona obecnie co prawda ponad 10 obiektywów z interesującym nas mocowaniem, lecz wszystkie one są jedynie adaptacjami konstrukcji przeznaczonych do aparatów pełnoklatkowych i tych z matrycami formatu APS-C. To oczywiście nie jest wadą jeśli idzie o optykę długoogniskową, ale brakuje zoomów standardowych i - szczególnie - szerokokątnych. Matryca rejestrująca systemu 4/3 jest bowiem na tyle nieduża, że standardowe zoomy w rodzaju 18-50 mm, będące dla formatu APS-C odpowiednikami 27-75 mm, w 4/3 oznaczają zakres kątów widzenia znany z małoobrazkowych zoomów 36-100 mm. To niby też oznacza zakres ogniskowych charakterystyczny dla optyki standardowej (mamy tu zarówno ogniskowe poniżej, jak i powyżej 50 mm), ale obecnie typowym "dołem" jest 28 mm, a nie niezbyt szerokokątne 36 mm.

Dobrze więc, że po długim okresie kiedy standardowe zoomy z mocowaniem 4/3 zaczynające się od odpowiednika małoobrazkowych 28 mm produkował jedynie Olympus, do akcji włączyła się też Leica wypuszczając swego D Vario-Elmarita 14-50 mm F2.8-3.5 Asph. Mega O.I.S. Obiektyw ten, będący niewątpliwie rodzynkiem systemu 4/3, wystąpi w naszym teście jako ostatni, a poprzedzą go dwie konstrukcje Olympusa: nowy podstawowy zoom Zuiko Digital ED 14-42 mm F3.5-5.6 oraz jeden z pierwszych obiektywów systemu, standardowy zoom lustrzanki Olympus E-1, czyli Zuiko Digital 14-54 mm F2.8-3.5. Towarzyszem tych zoomów będzie w naszym teście najnowsza, 10-megapikselowa lustrzanka Olympusa - model E-510.

Olympus Zuiko Digital ED 14-42 mm F3.5-5.6

To jeden z tych niewielu obiektywów, w których naprawdę widać, że System 4/3 pozwala na wyraźne zmniejszenie rozmiarów optyki w porównaniu z tą przeznaczoną do aparatów z większymi przetwornikami obrazowymi. Przyznam jednak, że jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie zaprezentowany jednocześnie długi zoom 40-150 mm F4-5.6, który przy identycznej średnicy (65 mm) ma jedynie 70 mm długości. Oznacza to, że odpowiednik małoobrazkowego 80-300 mm możemy bez problemu nosić w kieszeni, i to bez jej wypychania. To się dopiero nazywa miniaturyzacja!

Oba zoomy pokazano wraz z lustrzankami E-410 i E-510, do których są dołączane w zestawach handlowych.

Konstrukcja

Testowany obiektyw spełnia chyba większość założeń obowiązujących obecnie dla tanich, "kitowych" zoomów. Malutki, o całkowicie plastikowej obudowie, bez skali odległości, ale za to z dwiema soczewkami asferycznymi i jedną z niskodyspresyjnego szkła ED. Uzupełnić należy, że z tworzywa sztucznego wykonana jest nie tylko obudowa obiektywu, ale też bagnet mocujący do aparatu. Dzięki tym oszczędnościom masę obiektywu udało się zredukować do zaledwie 190 g. Żeby jednak nie równać z zaawansowaniem konstrukcji w dół, zastosowano system wewnętrznego ogniskowania, co ułatwia pracę silnika AF oraz powoduje, że przód obiektywu nie obraca się podczas ustawiania ostrości. Można było też zaprojektować wyprofilowaną osłonę przeciwsłoneczną o dużej w stosunku do kąta widzenia zooma głębokości. Olympus deklaruje brak zabezpieczeń przeciw dostaniu się do wewnątrz pyłu i kropel wody, ale w tej klasie sprzętu nikt takiego uszczelnienia nie wymaga. Zakres ogniskowych 14-42 mm zgodnie z przelicznikiem ogniskowych dla aparatów Systemu 4/3 wynoszącym 2x, ma odpowiadać temu z małoobrazkowego zooma 28-84 mm, choć w zasadzie nie powinno się w ten sposób porównywać kątów widzenia optyki dla aparatów o różnych proporcjach boków kadru. Jednak już dawno przyjęło się obliczać ten współczynnik kadrowania według stosunku przekątnych kadru, a że błąd dla proporcji 1,33 i 1,5 nie jest duży, więc nie ma o co rozdzierać szat. Maksymalny otwór względny obiektywu zmienia się wraz z ogniskową od F3.5 do F5.6, a więc typowo dla tej klasy zoomów. Z początku ściemnia się dość szybko, uzyskując F4 już przy ogniskowej 18 mm, a F4.5 przy 22 mm. Jednak F5.6 zobaczymy dopiero przy najdłuższej ogniskowej 42 mm.

Soczewek tylko 10, ale w tym dwie asferyczne oraz jedna ED. Takiej nie znajdziemy u żadnego z testowanych tu konkurentów.

Napęd autofocusa stanowi wbudowany w obiektyw silnik. Nie ma on nic wspólnego z ultradźwiękami, ale głośności w żadnym razie nie można mu zarzucić. Szybkość działania, czyli "kręcenia obiektywem" jest dość przyzwoita, choć z pewnością nie rewelacyjna. Biorąc pod uwagę klasę obiektywu, nie można tu mieć jednak jakichkolwiek zastrzeżeń. Większym problemem są długie chwile namysłu systemu AF, gdy nie widzi on wystarczającego do ustawienia ostrości kontrastu. To jednak wada nie obiektywu, a aparatu. Olympus zapewnia jednak, że wraz z nowym, profesjonalnym E-2 (czy jak on tam się będzie nazywał) jakość działania autofocusa ulegnie ogromnej poprawie.

I jeszcze ciekawostka: tak jak większości optyki Zuiko Digital, tak i tego obiektywu można używać w połączeniu z 1,4-krotnym telekonwerterem EC-14 i pierścieniem pośrednim EX-25.

Obiektyw stosunkowo mocno wysuwa się przy wydłużaniu ogniskowej, lecz nie ma z tego powodu żadnych niedogodności natury mechanicznej, w rodzaju dużego bądź nierównego oporu pierścienia zooma.

Minimalna odległość ustawiania ostrości to zaledwie 25 cm, ale maksymalna skala odwzorowania jest niezła i wynosi 0,23 (1:4,3). Dziwna rzecz: w swoich materiałach Olympus deklaruje mniej zachęcającą wartość 0,19 (1:5,3).

Plastikowy bagnet? Trudno się dziwić takiemu rozwiązaniu w tej klasie cenowej i wagowej optyki. Ale bez obaw - nawet po kilkuletnim użytkowaniu bagnet z pewnością nie ulegnie zużyciu i wytarciu. Bardziej niepokoić może nieduża średnica tylnej soczewki, wynosząca zaledwie 15 mm. O spełnieniu jednego z głównych założeń systemu 4/3 - telecentryczności, czyli (niemal) prostopadłym rzutowaniu promieni światła na całą powierzchnię matrycy nie ma tu raczej mowy.


Obsługa

Bardzo cieszy fakt, że w coraz większej liczbie tanich zoomów komfortu obsługi nie traktuje się po macoszemu i rzadkie są przypadki konieczności "walki z pierścieniami". Pierścień zooma obraca się bardzo lekko i płynnie, pomimo że jego nieduży zakres obrotu (ok. 1/8 obwodu obiektywu) przekłada się na spore, 3-centymetrowe wysunięcie przedniego członu zooma. Na jeszcze większą pochwałę zasługuje pierścień ostrości, przy którego obsłudze nic a nic nie czuć plastikowości obiektywu. Pamiętajmy jednak, że pierścień ten nie jest bezpośrednio połączony z odpowiedzialnymi za ustawianie ostrości członami optyki, a jedynie wysyła sygnały do silnika autofocusa. Mamy tu bowiem do czynienia z klasycznym focus-by-wire. To rozwiązanie ręcznego ogniskowania w żaden jednak sposób nie pogarsza jego komfortu, zmiany ustawianej odległości są płynne, nie ma mowy o przeskakiwaniu ostrości. Problemem jest za to brak odpowiedniego przełącznika na obiektywie, co w amatorskich Olympusach przy zmianach AF-MF powoduje konieczność użycia klawiszy oraz ewentualnie pokrętła. W ten sam sposób trzeba aktywować odpowiednik canonowskiego Full-Time manual, czyli funkcję ręcznej korekty ostrości ustawionej przez autofocus.

Wygody obsługi pierścieni wiele obiektywów może temu taniemu zoomowi pozazdrościć. Brakuje skali odległości, lecz w tanich, podstawowych zoomach rzadko się ją spotyka.

Obiektyw jest malutki, ale średnica mocowania filtrów (58 mm) do równie małych nie należy - w podobnych, a czasami nawet nieco jaśniejszych zoomach małoobrazkowych można napotkać średnicę 55 mm. Jednak przyznać należy, że trochę za duża średnica mocowania zapewnia większą swobodę w użyciu filtrów, gdyż nie ma konieczności korzystania z cieniutkich slimów, a i połączenie dwóch filtrów nie zawsze będzie powodowało winietowanie.

Na koniec miły drobiazg: dekielek na obiektyw ma podcięte, czyli nierównoległe do osi obiektywu wewnętrzne uchwyty, służące do zdejmowania i zakładania dekielka, gdy na obiektywie tkwi osłona przeciwsłoneczna. Dzięki temu wzrasta pewność chwytu, a co za tym idzie prawdopodobieństwo dokładnego założenia dekielka i nieuszkodzenia przedniej soczewki zooma.

Osłona przeciwsłoneczna w zasadzie nie jest głęboka. Jednak o jej skuteczności decyduje przede wszystkim głębokość względna, czyli odniesiona do wielkości przedniej soczewki. A tu Zuiko Digital 14-42 mm wypada lepiej nawet od Vario-Elmarita, którego opiszemy w trzeciej części testu.


Na drugiej stronie oceniamy jakość zdjęć wykonanych opisywanym obiektywem i podsumowujemy wyniki testu. Zapraszamy!
 
 
Komentarze
Polecane artykuły
Przetestuj aparat Fujifilm XF10 - opinia Jakuba Barańskiego
9 Lis 2018
Fujifilm XF10 - mały kompakt z dużą matrycą i jasnym obiektywem. Czy ten aparat jest w stanie zastąpić lustrzankę podczas górskich wędrówek? Zobaczcie, co na ten temat ma do powiedzenia drugi testujący, Jakub Barański.
1
Mikro Cztery Trzecie okiem zawodowców. Ambasadorzy Olympus opowiadają o swoich ulubionych szkłach
8 Lis 2018
Mikro Cztery Trzecie to nie tylko aparaty, ale przede wszystkim świetne, wyjątkowe obiektywy, które wielu fotografów skłoniły do przesiadki na mniejszy system. O zaletach swoich ulubionych szkieł, bez których nie potrafiliby już się obejść, opowiadają nam Krzysztof Śliwak, Ireneusz Walędzik i Łukasz Bożycki.
0
Zanim kupisz: kluczowe cechy monitora dla fotografa
1 Lis 2018
Na co warto zwrócić uwagę wybierając monitor do edycji zdjęć? Które parametry i funkcje są najbardziej istotne? Na przykładzie serii BenQ SW pokazujemy kluczowe cechy monitora dla fotografa.
2
Panasonic Lumix GX9 - wszędzie tam, gdzie ty
29 Paź 2018
Kompaktowy następca modelu GX8 to idealne rozwiązanie dla wszystkich, którzy szukają narzędzia do kreatywnego działania i dyskretnego partnera do codziennej fotografii.
0