"Listy o Ameryce" Ed Fella

MFK 2006 W Galerii Olympia prezentowane są fotografie amerykańskiego grafika i projektanta Eda Fella, ale wystawa w Krakowie pokazuje fotograficzną twórczość artysty. "Listy o Ameryce" to oryginalne polaroidy przedstawiającej liternictwo amerykańskich ulic. Drobne, często ręcznie pisane ogłoszenia rozklejane na przystankach i słupach, artysta fotografuje już od 30 lat.
fot. Ed Fella z wystawy "Listy o Ameryce"

Poniżej publikujemy tekst o pracach Eda Fella autorstwa redaktora ogólnopolskiego kwartalnika projektowego 2+3D, Jaceka Mrowczyka:

Ed Fella urodził się w 1938 roku w Detroit. Jest grafikiem, którego prace znacząco wpłynęły na współczesną typografię w Ameryce i Europie Zachodniej. Fella ukończył Cranbrook Academy of Art (CAA) w Bloomfield Hills w stanie Michigan w roku 1987. Krytycy dizajnu zaliczają go do "pokolenia McCoy". McCoy Generation to absolwenci CAA z lat 1971-1995, kiedy to Akademią kierowali Michael i Katherine McCoy. Grafika twórców z tej grupy określana bywa często jako wymagająca, nieczytelna, chaotyczna - czasami nawet brzydka. Inni krytycy oceniają ją jednak entuzjastycznie, przyznając niewątpliwe i zasłużone miejsce w historii dizajnu. Dekonstruktywistyczny, "ikonoburczy" dizajn absolwentów Cranbrook Academy szokował społeczność grafików1, lecz ostatecznie zmienił przyjęty wcześniej sposób postrzegania i rozumienia typografii. Emocjonalne łączenie obrazu, struktur i liter doprowadziło do załamania nienaruszalnych, jak się wydawało, zasad modernistycznych.

Wykorzystanie osiągnięć grafiki cyfrowej oraz nowatorskie podejście do obrazu i typografii, było odzwierciedleniem zmieniającego się świata, świata nowych technologii, mediów, filozofii, świata efemerycznego, pluralistycznego, niespójnego. Sami twórcy odwoływali się do postmodernizmu i dekonstruktywizmu, wskazując jako źródła inspiracji Heideggera, Lyotarda i Baudrillarda.
Michael i Katherine McCoy nie uczą już w Cranbrook Academy. Niemniej z ich szkoły wyszło całe pokolenie grafików, którzy odegrali niebagatelną rolę w dyskusji o znaczeniu grafiki użytkowej w kontekście zmian zachodzących w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Absolwentów CAA znaleźć można między innymi wśród nauczycieli i dyrektorów takich szkół jak: Minneapolis College of Art and Design, Institute of Design at IIT, Central Saint Martin's College w Londynie, California College of Arts and Crafts w San Francisco. Bruce N. Wright w artykule The McCoy Generation, opublikowanym w magazynie "Print", porównuje rolę, jaką odegrała Cranbrook Academy, do Bauhausu, który ukształtował całą generację projektantów i odcisnął swoje piętno na kolejnych pokoleniach2.


fot. Ed Fella z wystawy "Listy o Ameryce"

Ed Fella rozpoczął studia magisterskie w CAA w wieku 48 lat. Motywacją była - jak sam przyznaje - chęć podjęcia pracy w szkole (obecnie uczy w California Institute of the Arts). Fella, będąc już w czasie studiów doświadczonym grafikiem, miał ogromny wpływ na kolegów z uczelni a jego rolę w Cranbrook często porównuje się do tej, którą odegrało tam małżeństwo McCoy. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów Fella współpracował z Katherine McCoy przy wielu pracach graficznych. W rzeczywistości, jak się zdaje, wpływy były obustronne.

Fella jest wszechstronnie utalentowanym twórcą. Zajmuje się fotografią, kolażem, rysunkiem, ilustracją, typografią i grafiką użytkową. Zasłynął jednak tym, iż jako jeden z pierwszych rozpoczął proces dekonstrukcji w projektowaniu graficznym nie w sensie teoretycznym, lecz formalnym3. W swoich ręcznie wykonywanych kompozycjach (Fella unika pracy z komputerem) eksperymentował z typografią, uzyskując efekty, które dopiero kilka lat później były możliwe dzięki komputerowi (Fella do dziś go unika).
Jego prace łamią wszelkie zasady klasycznego projektowania. Litery są pocięte, zniszczone, rysowane ręcznie. Przestrzenie między literami są rozszerzone, szeryfy poobcinane, często brak interlinii. Światło między literami zostaje świadomie zaburzone. Tekst przeszywa ilustrację, która wydaję się być dobrana zupełnie przypadkowo. Układ tekstu i ilustracji zakomponowany jest zwykle z malarską swobodą. Bardzo często jego prace zdają się być osobistym manifestem twórcy i na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z tematami, których dotyczą. Przyjrzawszy się im jednak bliżej, odkrywamy ukrytą w nich głębszą treść, ginącą w pierwszym momencie w plątaninie liter. Na przykład w plakacie Hard Werken, obwieszczającym wykład Holendra Ricka Vermeulena, w zestawieniu sylwetki trzymającego narzędzia człowieka z literami, odczytać można kształt wiatraka, tak charakterystycznego dla pejzażu Holandii. Poprzez "rozbicie" liter autor w mistrzowski sposób ujednolica w tej pracy rysunek z liternictwem.
Od roku 1985 Fella nie przyjmuje żadnych zleceń, a prace, z których zasłynął, wykonał w większości za darmo. Bawi się funkcją swoich prac np. rozdając zaprojektowane przez siebie ulotki anonsujące własny wykład dopiero po jego zakończeniu.

Fella świadomie burzy przyjęty w dizajnie porządek, odnosząc się w swoich pracach do języka graficznego ulicy (vernacular4). Ma to związek z widocznym w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zwrotem społeczeństw zachodnich w stronę kultury materialnej. Zaczęto przywiązywać wagę do zjawisk masowych, zjawisk powtarzających się, do masowej produkcji przedmiotów zasypujących rynek. W zapomnienie poszły elitarne wydarzenia, dzieła sztuki, przedmioty luksusowe. Łączy się z tym dążenie do tego, co lokalne, rodzime, miejscowe. W Stanach Zjednoczonych zjawisko to jest szczególnie widoczne od czasów pop-artu. Wiąże się je również z poszukiwaniem korzeni, z odwołaniami do tradycji (spoza kultury kolonialnej, jak również spoza zniszczonej kultury Indian). W rezultacie w ciągu minionego stulecia cywilizacja amerykańska wytworzyła ogromną ilość zjawisk tzw. kultury niskiej (Low Culture): komiksy, kreskówki, filmy, sztukę komercyjną, grafikę komputerową itd.5
Fella poszukuje w grafice tego, co w języku mówionym określa się jako dialekt, język nieformalny, slang. Wyraźnie inspirują go drobne, często ręcznie pisane ogłoszenia rozklejane na przystankach i słupach, rysunki na ścianach, szyldy sklepików, typografia oznaczeń ulicznych stworzona przez nikomu nie znanych "twórców rodzimych". Nawet formatem i techniką druku nawiązuje do tego, co możemy wytworzyć sami, domowym sposobem (prace Felli to zwykle jednokolorowe druki, o formacie rzadko przekraczającym A3).


fot. Ed Fella z wystawy "Listy o Ameryce"

To nie jest tak, że to ja jestem zainspirowany językiem ulicy - my wszyscy jesteśmy nim zainspirowani - opowiada o swojej pracy. Język ulicy jest zdumiewająco bogaty, przepełniony znaczeniami, gestami, wibruje, ma swoją osobowość, indywidualność. To nie jest tak, że to ja z niego czerpię, ja jestem jego częścią, częścią tego samego bogactwa. Oczywiście zawodowy typograf pracuje na innym poziomie, niż malarz szyldów z małego miasteczka. W rzeczywistości jednak nie ma między nimi zasadniczej różnicy. Praca projektanta jest może bardziej świadoma, bardziej artystyczna. Inspiracja w obu przypadkach wynika z tej samej wspólnej historii. Każdy daje coś z siebie, niezależnie od poziomu, na jakim to się odbywa. Nie chodzi tu o wartościowanie, lecz o energię włożoną w prace. Jest to ten sam rodzaj energii, jaką odnajdujemy w sztuce naiwnej, prymitywnej, w folklorze. Nawet w amatorskich pracach wykonanych przy pomocy komputera interesujące jest, w jaki sposób ludzie dokonują wyboru czcionki, jak zestawiają ją z gotowymi obrazkami z clipartu.

Wartością prac Felli jest indywidualny charakter, który sytuuje je pomiędzy sztuką a dizajnem. Twórca, balansując na tej granicy, wymyka się z obszaru klasycznej komunikacji wizualnej, której nadrzędną funkcją jest czytelność. Jego prace, poszukiwane przez muzea i galerie, trafiły m.in. do zbiorów Cooper-Hewitt National Design Museum oraz MOMA w Nowym Jorku. Za szczególnie wartościowe uchodzą szkicowniki, w których kreśli w wolnych chwilach przy pomocy kolorowych długopisów i kredek. Dla EmigreFonts stworzył kolekcję 170 elementów, nazwanych Fellaparts. Znany jest również ze swojej książki Letters on America6, przedstawiającej liternictwo amerykańskie widziane jego polaroidem.

Mimo światowego sukcesu, i mimo że, jak sam twierdzi, zawsze inspirował go polski plakat, nigdy u nas nad Wisłą nie był znany. Wynika to między innymi z tego, iż w ciągu ostatnich kilkunastu lat w Polsce nie przywiązywano do dizajnu większej wagi. Nurt dekonstruktywistyczny nigdy też w polskiej grafice nie zagościł. Warto jednak przyjrzeć się uważniej pracom Eda Felli, który - choć zapewnił już sobie miejsce historii - wciąż pozostaje jednym z wiodących projektantów grafików i artystów. Świadczą o tym chociażby prestiżowa nagroda Chrysler'a w 1997 roku, tytuł doktora honoris causa przyznany w 1999 przez CCS (College for Creative Studies) w Detroit czy jego ostania dominacja do National Design Awards 2001.



Wystawę Eda Fella Letters on America można oglądać od 5 do 26 maja 2006 roku w Galerii Olympia mieszczącej się przy ulicy Józefa 18 w Krakowie.
Galeria czynna: WT-PT 11.00-17.00, SOB-ND 11.00-14.00 lub po tel. umówieniu: +48603223008.


Ekspozycja prezentowana w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie 2006


 
Komentarze
Polecane artykuły
Sony 24 mm f/1.4 GM - zdjęcia przykładowe
20 Wrz 2018
Ciekawi jak w praktyce spisuje się Sony 24 mm f/1.4 GM? Podczas światowej premiery spędziliśmy kilka chwil z najnowszym szerokokątnym reprezentantem serii G Master. Zobaczcie zdjęcia przykładowe, które wykonaliśmy we włoskiej Katanii.
1
Panasonic Lumix G X Vario 35-100 mm f/2.8 II POWER O.I.S. - zdjęcia przykładowe
19 Wrz 2018
Na warsztat wzięliśmy model Panasonic Lumix G X Vario 35-100 mm f/2.8 II POWER O.I.S. Czy zoom o ekwiwalencie 70-200 mm i stałym świetle f/2.8 to konstrukcja godna wymagającego fotografa? Przekonajcie się sami oglądając zdjęcia przykładowe!
0
Kentmere VC Select - test światłoczułego papieru fotograficznego
13 Wrz 2018
Kentmere VC Select to mniej znany na naszym rynku papier fotograficzny. Jednak czy ma szansę przekonać do siebie wymagających fotografów i dostarczy odbitki o wysokiej jakości? Sprawdźmy to!
1
Canon EOS M50 - test aparatu
11 Wrz 2018
Kompaktowy EOS M50 to tylko z pozoru korpus kierowany do początkujących. Bogata funkcjonalność, obecność złącza mikrofonowego i przystępna cena czynią go obecnie jedną z najciekawszych pozycji na rynku dla świadomych amatorów i vlogerów. Sprawdzamy, jak radzi sobie w praktyce.
0