Etiopia - zdjęcia z wyprawy cz. 2

Prezentujemy drugą część galerii zdjęć Michała Kochańczyka z wyprawy do Etiopii oraz tekst autora o tym kraju i technice fotografowania.
W drugiej części naszej galerii zapraszamy do obejrzenia ostatniej porcji zdjęć, a także zapraszamy do zapoznania się z tekstem autora zdjęć o Etiopii i technice fotografowania w krajach o tak różnej od naszej kulturze.

Kilka zdań o Etiopii

Etiopia, państwo położone na płaskowyżu Afryki Północno-Wschodniej, nazywanym również Tybetem Czarnego Kontynentu, od dawna budziło zainteresowanie podróżników i odkrywców.

Państwo etiopskie wykształciło w ciągu wielu wieków niepodległego bytu państwowego oryginalną i swoistą kulturę. Świadczy o tym chociażby posiadanie przez Etiopię własnego, nigdzie na świecie poza tym krajem nie używanego pisma. Dodać trzeba, że dzieje polityczne Etiopii jako niepodległego państwa liczą, według miejscowej tradycji, już trzy tysiące lat. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko źródła pisane, to dokumentują one istnienie niepodległego państwa od co najmniej siedemnastu stuleci.

Przyjęte w czwartym wieku naszej ery chrześcijaństwo w tym kraju, odcięte przez całe wieki od kontaktów z innymi państwami chrześcijańskimi, kształtując się w Etiopii samodzielnie, przybrało postać w swym rodzaju jedyną, nie mającej sobie podobnej.

Bogata i barwna przeszłość polityczna tego kraju, jego oryginalna i stara kultura oraz fakt, że potrafił on niemal najdłużej ze wszystkich państw świata utrzymać ciągłość niepodległego bytu, sprawiają, że Etiopia należy niewątpliwie do najbardziej interesujących krajów. Urozmaicona, różnorodna i wielojęzyczna jest mozaika narodowościowa. Obecnie w Etiopii żyje ponad 60 milionów ludności, można się tam doliczyć ponad stu języków i dialektów. Tak naprawdę, to nikt nie wie, ile ludzi żyje obecnie w Etiopii. Język amharski jest oficjalnym językiem w tym kraju. Powierzchnia Etiopii wynosi 1.098.000 km2, ponad trzykrotnie więcej niż terytorium Polski.

Przybysza z zewnątrz uderza odmienność wielu rzeczy. Inny w Etiopii jest sposób mierzenia czasu. Obecnie jest tam rok 1994, który zaczął się tam w się we wrześniu naszego 2001 roku. Kalendarzowy rok dzielony jest na trzynaście miesięcy (dwanaście miesięcy po trzydzieści dni i jeden miesiąc liczący pięć albo sześć dni). Odmierzanie godzin przebiega inaczej niż w pozostałych krajach świata, dzień i noc podzielone są na dwanaście godzin, a czas liczony jest od wschodu i zachodu słońca. Dla przykładu nasza godzina dziewiąta to trzecia godzina nad ranem w Etiopii.

Wielu ludzi przed wyjazdem do Etiopii straszyło nas wojną i różnymi zamieszkami. Wojny nie zastaliśmy, ostatnia z Erytreą skończyła się rok temu. Jedynie widzieliśmy na północy Etiopii na poboczach dróg rozbite czołgi i wozy bojowe piechoty, pozostałość po walkach z 1989 roku, kiedy to przegoniono komunistyczną władzę.

Etiopia przez większość ludzi kojarzona jest z wielką biedą i głodującymi dziećmi. Niewątpliwie jest to bardzo biedny kraj, który z trudem, przy dużej pomocy zagranicznej jakoś sobie radzi. Umierających z głodu ludzi nie widzieliśmy, choć niewątpliwie większość ludzi jest niedożywiona. Z żebraniem, wyciąganiem rąk spotykaliśmy się na każdym kroku.

Głównym ziemiopłodem w Etiopii jest tef (miłek abisyński - Eragrostis abyssinica), stanowi on podstawę wyżywienia ludności i spożywany jest w postaci placków o nazwie indżera. Indżera jest narodową potrawą, podaje się ją z ostrym sosem, z dodatkiem gotowanych i surowych warzyw, czasami nawet z gotowaną rybą, spożywa się ją oczywiście rękoma.

Michał Kochańczyk - podróżnik i fotograf


O podróżowaniu i fotografowaniu

Te zdjęcia powstawały podczas mojego sześciotygodniowego wyjazdu do Etiopii wiosną 2001 roku. Wędrowałem razem z Joanną Chrobak-Lipinska, Joanną Fidos, Małgorzatą Urbańczyk i Jarosławem Woźniakiem.

Polecieliśmy (26 lutego) z Berlina przez Amsterdam i Nairobi liniami KLM i Kenya Airways. Promesę wizy etiopskiej załatwiliśmy faksami w ambasadzie Etiopii w Moskwie. Wizę odebraliśmy w ciągu kilku godzin w Addis Abebie. Kosztowała 40 dolarów.

Nie zwiedzaliśmy Addis Abeby. Pojechaliśmy na południe Etiopii, po drodze zwiedzając Debre Zeyte, Arsi Negele, Jezioro Langano, Awasę, osadę Rastamanów koło Shashamenę, Arba Minch. Wokół Arba Minch spenetrowaliśmy Park Narodowy Nechisar i górską wioskę Chencha.

Następnie przez Konso, Woito, Arbore dojechaliśmy do Turmi, by dalej przez Dimekę dotrzeć do Jinki. Po wielu przygodach z Jinki udało się nam przedostać do Parku Narodowego Mago, gdzie dotarliśmy do wioski plemienia Mursi.

Dalej podróżowałem z Asią Chrobak-Lipinską. Wróciliśmy ciężarówką znów do Dimeki, skąd na piechotę powędrowaliśmy do wioski Argudi, gdzie mieszkaliśmy kilka dni z rodziną Hamerów. Następnie z zaprzyjaźnionymi kartografami z Addis Abeby pojechaliśmy z Turmi nad rzekę Omo do osady Omorate, zamieszkałej przez plemię Geleb (blisko Jeziora Rudolfa).

Z Turmi przez Key Afer, Konso wróciliśmy do Arba Minch, by dalej autobusami dotrzeć poprzez Addis Abebę do Bahar Dar nad Jeziorem Tana. Oczywiście zobaczyliśmy urokliwe wodospady Błękitnego Nilu (Tis Asat). Nie mieliśmy już dużo czasu, nad Jeziorem Tana zwiedziliśmy tylko jedną świątynię (Bete Maryam) i pojechaliśmy do Gonder, starej stolicy etiopskiej. Tam rzuciliśmy okiem na zespół zamków królewskich i pojechaliśmy stopem do Lalibeli, gdzie zwiedziliśmy wielkie świątynie chrześcijańskie wykute w skale.

Z Lalibeli przez Dessi wróciliśmy autobusami do Addis Abeby (5 kwietnia 2001 r). Powrotny bilet lotniczy do Addis Abeby kosztował 520 dolarów, na miejscu w Etiopii koszty podróży na uczestnika wyjazdu wyniosły około 450 dolarów. W podróży korzystaliśmy z bardzo dobrego przewodnika z serii Lonely Planet "Ethiopia, Eritrea & Djibouti", wydanego w języku angielskim.

Większość prezentowanych zdjęć zrobiona była na południu Etiopii, tuż nad granicą kenijską. Po prostu bardzo zainteresowali mnie ludzie z plemion Hamer, Arbore, Ari, Geleb, Mursi, Tsamej i Bana. Do tej pory żyjący w odizolowaniu od naszej cywilizacji. Plemiona te nadal żyją rytmem, wytyczonym przed tysiącami lat. Utrzymują swoją tradycję i kulturę, zajmują się zbieractwem, hodowlą bydła i prymitywnym rolnictwem. Zwracają uwagę swoją urodą, piękną budową ciała oraz kolorowymi ozdobami. Etiopia zajęła ich ziemię pod koniec dziewiętnastego wieku.

Zdjęcia robiłem manualnym aparatem małoobrazkowym Nikon FM2. Używałem dwóch obiektywów o zmiennej ogniskowej: 35-70 mm i 70-210 mm. Praktycznie miałem ze sobą tylko przeźrocza (Fuji Velvia). Podczas wyjazdu naświetliłem 23 filmy diapozytywowe i dwa negatywy. Poza filtrem UV nie stosowałem żadnych innych. Filmy przechowałem normalnie w plecaku. Wielodniowe przebywanie w wysokiej temperaturze (około 40°C w cieniu) nie miało, moim zdaniem, wpływu na jakość kliszy filmowej.

Fotografowanie ludzi było kłopotliwe. Bardzo wielu mieszkańców sobie tego nie życzyło, często też byliśmy zmuszeni do płacenia za zrobienie zdjęcia. Jeden byr (50 groszy) to była zwyczajowa opłata za jedno zdjęcie. Czasami musieliśmy wynegocjować ze starszyzną plemienną zgodę na fotografowanie. Zdarzało się, że tubylcy godzili się na zdjęcia za żyletkę lub koraliki. Tylko raz (w Omorate, u plemienia Geleb) musiałem użyć siły, by pozbyć się dużego natręta. Chciał pieniądze za zdjęcia, których nie zrobiłem. Gdy z kolei zamieszkaliśmy w wiosce plemienia Hamer i kiedy już zostaliśmy zaakceptowani przez lokalną społeczność, problem robienia zdjęć przestał istnieć.

W Afryce, w strefie międzyzwrotnikowej powinno się robić zdjęcia tylko nad ranem lub wieczorem. Praktycznie przy fotografowaniu ludzi trzeba stosować umiejętnie lampę błyskową. Ja lampę błyskową wykorzystywałem tylko we wnętrzach.

Postaram się udzielić odpowiedzi na wszelkie pytania związane z tematem wyjazdu i zdjęć.

Michał Kochańczyk
e-mail: misio@softel.gda.pl




Zobacz wszystkie zdjęcia (5)
Komentarze
Polecane artykuły
Lomography LomoChrome Metropolis - mocno kontrastowy filmy o niecodziennej kolorystyce
17 Lip 2019
LomoChrome Metropolis to najnowszy kolorowy negatyw o „dużej wyrazistości i kontraście oraz mocno stonowanej kolorystyce“. Na dodatek będzie dostępny w kilku wersjach: 35 mm i 16 mm oraz 120 i 110.
0
Sony prezentuje nowe rozwiązania dla filmowców
16 Lip 2019
Dzisiejsza premiera A7R IV nie była jedyną nowością, którą zaserwowało nam Sony. Producent zaprezentował także akcesoria, które powinny zainteresować filmowców i vlogerów - cyfrowy mikrofon ECM-B1M oraz adapter XLR-KM3.
0
Sony A7R IV - 60-megapikselowy potwór wyznacza nowy rekord w świecie pełnej klatki
16 Lip 2019
Sony wyprzedza konkurencję o dwie długości. Najnowszy bezlusterkowiec producenta oferuje największą jak do tej pory rozdzielczość wśród aparatów pełnoklatkowych, a do tego sprawdzić ma się również jako aparat do fotografowania sportu.
2
Aperture Adapter Mount Format - nowy pomysł na filtry w aparatach bezlusterkowych
16 Lip 2019
Męczy was ciągłe żonglowanie filtrami? Coś dla was ma Aurora Aperture. Niestety jest pewien haczyk.
0