Fotograf niedzielny - Opinia publiczna i ja: Jaka powinna być dobra lustrzanka?

Fotografuję Pentaxami i właśnie miały miejsce dwa wydarzenia, które potwierdzają opinię, że moje gusta są zupełnie odmienne od tego, czego chce opinia publiczna.
Od 1988 roku zawodowo zajmuję się testowaniem aparatów - głównie lustrzanek, czasem droższych dalmierzowców i wszelkiego rodzaju kamer średnioformatowych. Nigdy nie próbowałem sporządzić listy wszystkich aparatów, z którymi mam jakieś doświadczenie (mam tu na myśli co najmniej trzy tygodnie świadomego fotografowania), ale było ich pewnie ze 40, może 50. Mówię o aparatach produkowanych od lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku aż po dzień dzisiejszy. Nie liczę tych, które miałem dzień lub dwa - to by było oszustwo. Zawsze uważałem, że, aby móc powiedzieć o aparacie coś mądrego, trzeba go używać kilka tygodni. W innym wypadku mamy do czynienia z opinią a nie poważnym testem.

Ciągle ktoś mi dokucza z powodu mojego sentymentu do "metalowych, mechanicznych i manualnych" lustrzanek. Tak naprawdę jednak nie mam nic przeciwko tworzywom poliwęglanowym, motorom przesuwu filmu, bateriom i autofokusowi. Muszę przyznać, że całkiem mi się podobają Canon EOS 500N, Pentax MZ-5n i Nikon F80. Technologia mi nie przeszkadza - mam co najwyżej obiekcje co do sposobu jej wykorzystania.

Łatwo o analogię z rynkiem samochodowym, ale nie należy zapominać, jak się sprzedaje samochody. Zaczyna się od założenia, kto ma je kupić i dlaczego (czasem są to dość trafne założenia). Ja lubię małe samochody sportowe. (Jeśli tylko ubezpieczalnia nie zakwalifikuje ich właśnie jako "sportowe".) I nie mogę narzekać na wybór, jaki jest na rynku kompaktowych wozów z klasy ekonomicznej - koszty nowoczesnych technologii (tak jak w aparatach) są dziś niesamowicie niskie.

Tyle że ja chcę mieć dobry silnik i normalną skrzynię biegów.

Nie bardzo wiem, jak to dokładnie wygląda dzisiaj, bo jestem całkiem zadowolony z mojego aktualnego samochodu. Wiem za to, że kiedyś miewałem kłopoty z kupnem odpowiedniego wozu. Po pierwsze wiele "dobrych" samochodów nie jest dostępnych w wersji z tradycyjną skrzynią biegów. Odpada. Po drugie żeby zdobyć "dobry" silnik, trzeba często kupić wersję "deluxe", która oznacza, że płacimy za szyber-dach, darmowy "zakłócacz spokoju" (zwany też alarmem), szpanerskie opony, idiotyczny spoiler przyklejony do drzwi bagażnika i wszystko inne, co skretyniali festyniarze od marketingu uznają za "luksus". Co gorsza w niektórych przypadkach, żeby mieć najlepszy silnik trzeba kupić model z automatyczną skrzynią biegów! Istny paragraf 22.

Ta analogia nie jest jednak do końca trafna, ponieważ miłośnicy samochodów mają naprawdę duży wybór. O ile się nie mylę na światowym rynku jest obecnie 455 modeli. Aparatów jest znacznie mniej. Z grubsza rzecz biorąc albo kupujemy małe i lekkie, ale tanie (czytaj - tandetne) albo dobre i o dużych możliwościach lecz niezwykle ciężkie. Nie ma nic małego, lekkiego i jednocześnie dobrego.

Moje dwa oblicza

Jako dziennikarz fotograficzny i fotograf mam dwa oblicza - niektóre rzeczy podobają mi się jako dziennikarzowi (w imieniu czytelników, których gusta i oczekiwania poznałem), a inne tylko i wyłącznie jako fotografowi-osobie prywatnej. Badania rynku wskazują, że moje oczekiwania wobec lustrzanek są zupełnie inne niż tzw. "opinii publicznej". Rozróżniam też kryteria obiektywne i subiektywne. Pewne rzeczy są naprawdę podstawowe i pokazują różnicę między dobrymi a złymi rozwiązaniami. Z drugiej strony są też kryteria subiektywne czyli krótko mówiąc mój gust.

Opinia publiczna chce, żeby lustrzanka była:

  • tania
  • wyposażona w mnóstwo funkcji, ale jednocześnie ma posiadać programy dla głupków, żeby nie musieli się uczyć, jak ją obsługiwać
  • poręczna (mówiłem już, że ma być tania?).


Ja cenię sobie:

  • wizjer, który pozwala dobrze widzieć to, co fotografujemy
  • natychmiastowość, czyli to, że aparat szybko robi, co mu karzemy
  • logicznie rozmieszczone elementy sterujące.


To były kryteria obiektywne. Czas na sprawy gustu. Oto preferencje większości konsumentów:

  • wielkie, okropne, tanie, tandetne i cholernie ciemne zoomy
  • wbudowane lampy błyskowe, żeby nie trzeba było pamiętać o wzięciu flasha
  • całkowicie zautomatyzowany pomiar światła, żeby nie musieli zupełnie nic wiedzieć o parametrach ekspozycji
  • koniecznie wielopunktowy autofokus, żeby nie trzeba było podejmować decyzji, na co ustawić ostrość.


A teraz moje wymagania:

  • cicha praca (lubię pozostawać niezauważony, kiedy fotografuję)
  • jasne szkła stałoogniskowe (prawie nigdy nie używam flasha)
  • światłomierz, który mówi mi, co mu chodzi po głowie - do tego blokada ekspozycji, żebym mógł mu przerwać, kiedy uznam, że właśnie o to chodzi
  • możliwość wygodnego ostrzenia ręcznego
  • solidność wykonania i wytrzymałość.


Nowy Pentax oczyw-*ist-cie.


Fotografuję Pentaxami i właśnie miały miejsce dwa wydarzenia, które potwierdzają opinię, że moje gusta są zupełnie odmienne od tego, czego chce opinia publiczna. Po pierwsze Pentax na dniach zaprezentuje fantastyczny aparacik o nazwie *ist. Będzie to najmniejsza i najlżejsza lustrzanka autofokus na rynku wyposażona iście po królewsku. To trochę dziwaczna nazwa - wymawia się ją po prostu "ist". Oto co Pentax ma do powiedzenia na jej temat:

"Nazwa najnowszej lustrzanki autofokus firmy Pentax składa się z gwiazdki, uniwersalnego znaku w świecie komputerów i angielskiego przyrostka "-ist" oznaczającego osoby, które w coś wierzą. Znak "*" można zastąpić różnymi słowami, które mogą utworzyć angielskie wyrazy: artist, idealist, naturalist, humanist, itp. (odpowiednio: artysta, idealista, naturalista, humanista, przyp. tłum.). Nazwa "*ist" powstała w hołdzie wszystkim, którzy mają twórczy umysł i wiodą aktywne życie." (Materiały udostępnił Ken Takashita za co serdecznie mu dziękuję.)

A co ja robię? Kupuję sobie LX'a.

Dla tych, którzy nie są w temacie: LX to ostatnia w pełni profesjonalna lustrzanka małoobrazkowa Pentaxa. Wprowadzono go na rynek w 1980 roku i miał konkurować z Nikonem F3. Niestety jego późniejsze, ulepszone wersje nigdy nie powstały.

I co ja wtedy zrobiłem? Trudno to nawet nazwać "rozbieżnością"...


Mam nadzieję, że mi się spodoba, ale musze przyznać, że to prawdopodobnie moja ostatnia inwestycja w Pentaxa. Jeśli się nie sprawdzi, albo nie uda mi się do niego przyzwyczaić, nie zamierzam się zmuszać do zostawienia sobie moich fajnych, małych obiektywów z serii M. Zatrzymam ESII i trzy szkła na gwint jako pamiątki i nie będę się oglądał.

Pentax "PJ"

Moje oczekiwania w stosunku do aparatów naprawdę nie są wygórowane. Tak sądzę. Potrzebuję prostego aparatu ze świetnym wizjerem, szybko reagującego na zmiany ustawień i zwolnienie migawki, dość cichego, wyposażonego w tryb preselekcji przysłony, tryb manualny i blokadę ekspozycji (tego ostatniego LX nie ma, ale zobaczymy, jak sobie poradzę używając korekty ekspozycji).

Podobają mi się Nikony FM3a i F80. Co prawda Contax Aria pewnie w końcu przestanie być produkowany, a firma ta nie oferuje obiektywów na jakich mi zależy, ale i tak nie narzekałbym, gdybym go miał. Nie kupię sobie Leiki M7, bo jest za droga, ale chętnie żyłbym długo i szczęśliwie z Konicą Hexar RF. Nie wydaje mi się, żeby podobały mi się jakieś nowe Canony.

Co prawda najbardziej lubię mały obrazek, ale pewnie mógłbym się przesiąść na Bronicę RF645, o której pisałem tydzień temu.

Dałem Pentaxom kilka szans. Używałem paru Spotmatików, K2, ME Super i MZ-5n. Pożyczyłem nawet MZ-S od niezwykle miłego znajomego i co prawda nie zamierzam się spierać z wielbicielami tego aparatu, wiem że to nie dla mnie. Ale na pewno szybko nie zrezygnuję z LX'a.

Mój problem polega na tym, że nie wydaje mi się, żeby Pentax zamierzał wypuszczać w przyszłości na rynek produkty przeznaczone dla mnie. Gdzie jest moja nisza? Myślę, że można tak powiedzieć o reportażu z życia codziennego z artystycznymi zapędami. Mój dobry znajomy pracujący w Pentaxie śmieje się z mojego zamiłowania do metalowych aparatów (po przyjacielsku oczywiście - to świetny facet), ale ja nie liczę na taką kamerę. Wiem, że nie są już w naszych czasach opłacalne i kiepsko się sprzedają. Aparat, który chciałbym zobaczyć - nazwijmy go "PJ" od "photojournalist" (fotoreporter, przyp. tłum.) - mógłby być plastikowy, automatycznie ustawiać ostrość i sam przewijać film. Musiałby jednak mieć wizjer tak dobry jak Contax Aria i niskie opóźnienie zwolnienia migawki. Do tego powinien być cichy. Musi też mieć jeszcze trzy rzeczy - tryb preselekcji przysłony, tryb manualny i blokadę ekspozycji. Wielkość i ciężar? Nie za mały, nie za duży a w sam raz. Wielkość i ciężar LX'a byłyby w porządku.

Interesuje mnie reportaż z życia codziennego z artystycznymi zapędami.


Całkiem mi się podoba ten *ist. Wygląda na fajną puszkę i jak na taki mały i niedrogi aparacik jest świetnie wyposażony. Jako dziennikarz muszę stwierdzić, że ludzie pewnie go polubią i będzie bardzo popularny. Jednak jako fotograf uważam, że aparat dla mnie to niemal zupełne przeciwieństwo *ista. Coś bez wodotrysków, ale solidnie wykonane. Prawdziwe narzędzie. Plastikowy Spotmatic autofokus! Nie aż tak okrojony, ale wiecie, o co mi chodzi.

Aparat bez wbudowanej lampy ale z gorącą stopką. Nie tworzony z myślą o używaniu flasha. Trzy punkty autofokusa wystarczą - dla mnie może być nawet jeden. Cicha migawka zamiast szybkiej i mocnej o krótkim czasie synchronizacji z lampą. Pomiar centralnie-ważony i może punktowy, ale niekoniecznie. Byleby bez wbudowanego komputera, który sam decyduje o parametrach ekspozycji... zwłaszcza takiego, który nie mówi mi, co robi! (Jedną z największych zalet Arii jest to, że w wizjerze znajdziemy informację o tym, jak bardzo wskazanie pomiaru matrycowego odbiega od centralnie-ważonego.)

Zamiast ładować całą kasę w milion funkcji i programów, zainwestujcie w solidność wykonania, w dobry, szklany wizjer, mocny i wytrzymały transport filmu, naprawdę dobry światłomierz i jak najwyższą wydajność baterii.

Sami wiecie... Zupełnie jakby przede wszystkim zależało mi na robieniu zdjęć.

---
Mike Johnston


W latach 1994-2000 Mike Johnston był redaktorem naczelnym magazynu "PHOTO Techniques". Od 1988 do 1994 roku był redaktorem bardzo cenionego periodyku "Camera & Darkroom". Choćby z tego powodu stał się jednym z najbardziej wpływowych dziennikarzy amerykańskiego rynku fotograficznego ostatniej dekady.
Co niedziela Mike pisze swój felieton zatytułowany "Fotograf niedzielny", w którym daje wyraz swoim kontrowersyjnym poglądom na temat przeróżnych zjawisk, jakie mają miejsce w świecie fotografii.


Mike Johnston


Mike Johnston pisze i publikuje niezależny kwartalnik The 37tth Frame, który adresowany jest do maniaków fotografii. Jego książka zatytułowana "The Empirical Photographer" ukaże się w 2003 roku.

Autor udzielił nam pozwolenia na przetłumaczenie i opublikowanie jego felietonów w wyrazie wdzięczności dla swoich krewnych - państwa Nojszewskich mieszkających w Oak Park w stanie Illinois.
Komentarze
Polecane artykuły
Aparaty Fujifilm X-T3 i X-T30 do wygrania w konkursie Grand Press Photo
22 Mar 2019
Fujifilm zostało mecenasem największego w Polsce konkursu fotografii prasowej. Z tej okazji na zwycięzców poszczególnych kategorii czekają najnowsze aparaty producenta.
0
Art Bibuła - festiwal zinów i photobooków już pod koniec marca w Katowicach
22 Mar 2019
Ponad dwudziestu artystów, osiem spotkań, dwa warsztaty i jedna debata, a do tego setki niezależnych publikacji, których nie zobaczymy w komercyjnym obiegu. Tak zapowiada się pierwszy śląski festiwal zinów, photobooków i małych wydawnictw, który odbędzie się w katowickim Rondzie Sztuki w ostatni weekend marca.
0
Grand Press Photo 2019 czeka na zgłoszenia
22 Mar 2019
Jeszcze tylko przez dwa tygodnie można zgłaszać zdjęcia, reportaże, projekty dokumentalne i książki fotograficzne do Grand Press Photo 2019. Termin składania prac upływa 3 kwietnia o północy.
0
Wesprzyj dodruk książki „Przedmiot rzeczywisty i jego obraz” Witolda Dederki
21 Mar 2019
Podręczniki Witolda Dederki uznawane są za najlepsze polskie książki podejmujące temat sztuki fotograficznej. Niestety nakład niektórych tytułów od dawna jest już wyczerpany. Wydawca właśnie ruszył z kampanią której celem jest dodruk pierwszej części trylogii.
0