Sony Cyber-shot N1 - test

Kilka miesięcy temu firma Sony zaprezentowała model Cyber-shot N1. Ten 8-megowy kieszonkowy kompakt wyróżnia się przede wszystkim ogromnym 3-calowym dotykowym ekranem LCD. Jak sprawuje się w praktyce? Zapraszamy do lektury testu.
0
Łukasz Kacperczyk
11 Maj 2006
Artykuł na: 4-5 minut
Spis treści

3. Budowa i właściwości fizyczne

Po wzięciu do ręki Sony Cyber-shot N1 sprawia bardzo dobre wrażenie. Wykonana z aluminium obudowa wygląda solidnie i elegancko. Nie jest to najmniejszy aparat w swojej klasie (wymiary: 96,7 x 61,1 x 22,7 mm), ale właśnie dzięki temu dobrze leży w dłoni. Nie jest to też aparat najlżejszy, waży bowiem 185 g z akumulatorem. Jednak właśnie większe wymiary i nie najniższa waga sprawiają, że N1 da się wygodnie używać. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z aparatem, którego głównym interfejsem jest ogromny ekran dotykowy - gdyby opisywany Cyber-shot był maleństwem dorównującym wymiarami najbardziej miniaturowym cyfrówkom na rynku, praktycznie nie dałoby się nim pracować. Krótko mówiąc, pod tym względem jest w sam raz.

Monitor LCD

Zazwyczaj w tym miejscu opisujemy z grubsza wyświetlacz umieszczony na tylnej ściance - w przypadku kompaktowych cyfrówek służy on zarówno do komponowania, jak i oglądania zdjęć. Nie inaczej jest w tym przypadku. Ale ekran LCD aparatu Sony Cyber-shot N1 nie dość, że ma 3 cale przekątnej i wysoką rozdzielczość (ok. 235 tys. punktów), to jeszcze właśnie za jego pośrednictwem komunikujemy się z aparatem. Wystarczy wywołać menu ekranowe zewnętrznym przyciskiem, a resztę załatwiamy już bezpośrednio na monitorze. Po menu możemy się poruszać dotykając poszczególnych fragmentów wyświetlacza palcem lub za pomocą specjalnego rysika dołączonego do aparatu (można go przytwierdzić do paska, żeby uniknąć zgubienia). Początkowo obawialiśmy się, czy nie będzie problemów z trafianiem w odpowiednie pola czy siłą nacisku, ale okazało się, że producent dobrał wszystkie parametry "dotykowości" naprawdę znakomicie. Gdyby jednak coś się nie zgadzało (np. jeśli chodzi o precyzję rozmieszczenia pól odpowiadających różnych pozycjom menu), możliwa jest samodzielna kalibracja - wystarczy wybrać odpowiednią opcję z menu i kilka razy "kliknąć" we wskazane miejsca ekranu. W egzemplarzu, który testowaliśmy, nie było konieczności zmiany ustawień fabrycznych. Co ciekawe, (i znów wbrew naszym obawom) jeśli choć trochę dbamy o czystość dłoni, nie musimy obsługiwać N1 w rękawiczkach, żeby nie zabrudzić wyświetlacza. Powierzchnia ekranu jest nieco cofnięta w stosunku do reszty tylnej ścianki, więc monitor jest lekko schowany, co chroni go przed uszkodzeniami. Dodatkowo pokryto go odpornymi powłokami przeciwodblaskowymi, a technologia Clear Photo LCD Plus sprawia, że obraz niemal nie ciemnieje ani nie blaknie niezależnie od kąta pod jakim patrzymy - brawo!

Optyka

Niemal wszystkie Cyber-shoty są wyposażone w optykę firmowaną marką Carl Zeiss. Nie inaczej jest z N1. W tym wypadku mamy do czynienia z obiektywem Vario-Tessar o zakresie ogniskowych odpowiadającym przedziałowi 38-114 mm w małym obrazku (nominalnie: 7,9-23,7 mm) o zmiennym świetle F2.8-5.4. Jest to więc standardowy 3-krotny zoom najczęściej spotykany w tego typu aparatach. Szkoda, że zaczyna się od odpowiednika 38 mm, bo czasem jednak brakuje szerokiego kąta. Niektórzy przedstawiciele konkurencji oferują zresztą nawet ekwiwalent 28 mm.

Pamięć i zasilanie

8-megowy Cyber-shot N1 ma 26 MB pamięci wbudowanej. Można (a nawet trzeba) ją oczywiście rozszerzyć - kartami Memory Stick Duo i Memory Stick Pro Duo. Gniazdo nośników pamięci znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie komory akumulatora - chroni ją ta sama klapka, która raczej sama się nie otworzy. Za zasilanie odpowiada wydajny litowo-jonowy akumulator InfoLithium NP-BG1, który ładuje się ok. 330 minut (ładowarka w zestawie).


Łącza

Sony N1 ma tylko jedno gniazdo (niczym nie osłonięte, za to z blokadą), które odpowiada zarówno za podłączenie zewnętrznego zasilacza, jak i komunikację z komputerem za pomocą interfejsu USB (2.0, prędkość High-Speed) oraz przesył sygnału AV. W zestawie z aparatem znajdziemy wielofunkcyjny i dość komicznie wyglądający kabel z jedną wtyczką od strony kamery i wieloma końcówkami z drugiej (takie samo rozwiązanie jest stosowane w innych miniaturowych cyfrówkach marki Sony). Z jednej strony, wszystko mamy pod ręką (prawdziwe 3 w 1), ale z drugiej - jeśli taki kabel nam się zapodzieje, mamy prawdziwy kłopot, zwłaszcza ze zgrywaniem zdjęć na komputer. W ciągu kilku ostatnich lat wykształciły się dwa standardy końcówek kabli USB stosowanych w cyfrówkach i w razie potrzeby dość łatwo znaleźć zamiennik. Sony poszło swoją drogą i jeśli nie dysponujemy czytnikiem obsługującym standard Memory Stick Duo, lepiej pilnować przewodu z zestawu jak oka w głowie.

Zdjęcia aparatu











Uwaga - następna strona testu zawiera wieloklatkowe pliki GIF i może się nieco dłużej ładować. Prosimy o cierpliwość.

Komentarze
Powiązane artykuły
Więcej w kategorii: Aparaty
Sony A7R IV - pierwsze wrażenia
Sony A7R IV - pierwsze wrażenia
Czy 60 Mp to za dużo, a może jednak w sam raz? Podczas europejskiej premiery mogliśmy na gorąco sprawdzić możliwości nowego bezlusterkowca Sony A7R IV.
0
5
Sony A7R IV - zdjęcia przykładowe
Sony A7R IV - zdjęcia przykładowe
Dziś Sony pokazało najnowszą bestię ze swojej stajni. Czy 60-milionowy Sony A7R IV rzeczywiście jest w stanie zagrozić pozycji aparatów średniego formatu? Zobaczcie zdjęcia przykładowe.
24
2
Canon PowerShot G5 X Mark II - pierwsze wrażenia
Canon PowerShot G5 X Mark II - pierwsze wrażenia
G5 X Mark II przeszedł kompletną przemianę. Najnowszy model z serii Canon PowerShot w niczym nie przypomina swojego poprzednika. Otrzymujemy usprawnioną matrycę i...
15
1