Olympus Stylus Tough TG-4 – test praktyczny

Olympus Stylus Tough TG-4 – test praktyczny

Najnowsza wersja topowego twardziela to jeszcze większe możliwości i przede wszystkim możliwość zapisu zdjęć w postaci surowych plików RAW. Czy ten pancerny maluch spełni oczekiwania wymagających użytkowników?

 

Obsługa

Aparat zaprojektowano tak, by jego obsługa była wygodna zarówno pod wodą, gdzie widoczność bywa ograniczona, jak i na zaśnieżonym stoku, czyli w zimowych rękawiczkach. Niewielki grip i profil pod kciukiem na tylnej ściance sprawiają, że aparat trzymamy wystarczająco pewnie, ale warto zawsze przynajmniej owinąć wokół nadgarstka krótki pasek dołączany w zestawie.

Włącznik ma wyraźną fakturę, dźwignia zooma i pokrętło sterowania pracują z przyjemnym, lekkim oporem, a przyciski na tylnej ściance są twarde i wypukłe. Fotografując w ruchu, najwygodniej jest korzystać z ustawień automatycznych (zwłaszcza funkcji ISO Auto), ale do większości kluczowych parametrów mamy dostęp poprzez podręczne szybkie menu wyświetlane na ekranie po wciśnięciu przycisku OK. Na ekranie w trybie fotografowania wyświetlane są wszystkie kluczowe parametry. Ekran jest jasny, ale trzeba przygotować się na to, że w mocnym słońcu jego kontrast znacząco spada. Pod wodą daje jednak wyraźny i czytelny podgląd sceny.

Slot karty, baterię oraz złącza ukryto pod wodoszczelnymi klapkami. Obie wyposażono w podwójny mechanizm z blokadą, gwarantujący wodoszczelność. Warto pamiętać, że po każdej kąpieli w słonej wodzie aparat należy przepłukać wodą słodką, bo sól która wytrąca się, gdy aparat schnie, może zapiec klapkę lub co gorsza nawet ją rozszczelnić. Przekonaliśmy się o tym podczas testów. Dopiero 10-minutowa kąpiel w gorącej wodzie pozwoliła otworzyć zaślepkę karty pamięci. Zdecydowanie należy uważnie przestudiować instrukcję obsługi – Tough TG-4 to aparat do specjalnych zastosowań i wymaga też specjalnego traktowania.

Fotografowanie

Warto od razu zaopatrzyć się w pływający pasek, dzięki któremu wygodnie zamocujemy TG-4 na przedramieniu. Trzeba jednak pamiętać, że pasek jest w stanie utrzymać na powierzchni sam aparat. Po podpięciu cięższych akcesoriów, jak wyposażony w dużą soczewkę konwerter fish-eye, TG-4 od razu pójdzie na dno i warto o tym pamiętać. Najwazniejsze jest to, że parat jest na tyle mały, że nie przeszkadza w swobodnym pływaniu. Możemy trzymać go w dłoni lub schować do pokrowca naramiennego.

Dużą zaletą jest szybki i celny autofokus. Dobrze sprawdza się nawet w słabszym świetle na większych głębokościach. Atutem okazuje się też niewielki fizyczny rozmiar sensora – panowanie nad głębią ostrości w warunkach zanurzenia nie jest proste – tu niemal wszystkie plany są ostre, bez względu na wybraną wartość przysłony i ogniskową.

Aparat oferuje kilka trybów fotografowania pod wodą, dobierając ekspozycję i przede wszystkim kolorystykę do głębokości, na jakiej fotografujemy. Trzeba przyznać, że skutecznie wydobywa głęboki błękit oceanu, ale zdjęciom często towarzyszy wyzwalany automatycznie błysk – o ile podczas fotografowania rafy z bliska pozwala on wydobyć jej piękne kolory, w otwartych przestrzeniach powoduje powstawanie drobnych ale licznych refleksów światła odbitego od bąbelków powietrza wokół nas. Czyszczenie tych artefaktów w Photoshopie będzie żmudne.

Naszym zdaniem najlepiej zdać się na własne umiejętności oraz, przede wszystkim, skorzystać z dobrodziejstwa, jakim jest zapis w formacie RAW. Na etapie wywoływania zdjęcia w cyfrowej ciemni bez problemu dobierzemy właściwy balans bieli, by następnie wygodnie zastosować go do wszystkich wywoływanych zdjęć. Pliki RAW są też bardziej sterowalne i pozwolą nam bezstratnie wydobywać detale z cieni oraz gasić przepalenia. Fotografia podwodna to w końcu pod każdym względem praca w trudnych warunkach, również oświetleniowych.

Z lewej strony zdjęcia JPEG bez edycji, z prawej wyedytowane pliki RAW

Skoro jesteśmy już przy jakości zdjęć. Jasny obiektyw f/2 sprawia, że nawet na kilku metrach nadal możemy bezpiecznie korzystać z czułości z przedziału ISO 100–400. Na powiększeniach nieznaczny spadek jakości dostrzegamy przy ISO 800, gołym okiem widoczny będzie dopiero od ISO 1600. W tej klasie sprzętu to wynik jak najbardziej zadowalający i nadal lepszy niż w przypadku większości tak popularnych ostatnio action-camów, o smartfonach już nie wspominając.

Redaktor naczelny serwisu fotopolis.pl i miesięcznika Digital Camera Polska – wielki fan fotografii natychmiastowej, dokumentalnej i podróżniczego street-photo. Lubi małe dyskretne aparaty, kolekcjonuje albumy i książki fotograficzne.

Komentarze
Polecane artykuły
Capture One Pro 12 pod lupą House of Retouching
3 Maj 2019
Capture One Pro 12 pojawił się na rynku już jakiś czas temu. Czy inżynierom udało się stworzyć kolejne narzędzia, które wycisną ostatnie soki z plików RAW i czy wypracowali nowe sposoby na przyśpieszenie pracy? A może pojawiły się bardziej zaawansowane opcje retuszu?
0
Panasonic Lumix G90 - pierwszy wybór, nie tylko dla fotografa
1 Maj 2019
Najnowszy Panasonic Lumix G90 to najlepsze cechy poprzednika i jeszcze bardziej zaawansowany tryb wideo, zbliżający go do topowych filmujących modeli z serii Lumix.
0
Łukasz Bożycki: pierwsza zima z Olympusem OM-D E-M1X
6 Kwi 2019
Fotografia przyrodnicza to pasmo niepowodzeń, które od czasu do czasu przerywane jest drobnym sukcesem. W dużym stopniu zależy on od możliwości i znajomości naszego sprzętu.
2
Okiem zawodowca: Lumix S1 i S1R
28 Mar 2019
Fotografka National Geographic, kreatywny portrecista, utytułowany fotoreporter publikujący w prasie... Zobaczcie, co o nowych pełnoklatkowych korpusach Panasonic mówią profesjonalni fotografowie.
0