Fotopolis internetowy magazyn o fotografii (wersja beta)

Obiektywy typu "rybie oko"

Paweł Baldwin 18 listopada 2008

warsztat

Piąta część naszego cyklu artykułów omawiającego wykorzystanie obiektywów w poszczególnych tematach fotograficznych będzie trochę nietypowa. Dotyczyć będzie bowiem nie kolejnej dziedziny fotografii, a konkretnego typu optyki: obiektywów "rybie oko". Nietypowa będzie też rola naszego przewodnika po temacie... Zapraszamy do lektury.

Przewodnikiem po zastosowaniach "rybiego oka" z początku będzie Mike Johnston, fotograf i dziennikarz, znany dobrze także w Polsce, między innymi ze swych felietonów "Fotografa niedzielnego" publikowanych na naszym portalu. Mike został przewodnikiem bardzo nietypowym, gdyż nieświadomym swej roli - po prostu przydzieliłem mu ją bez jego wiedzy i zgody. Ma tu spełnić co prawda bardzo istotne, ale jednocześnie skromne zadanie inicjatora, czy też zapalnika. Właściwie to rolę tę już spełnił, publikując w jednym ze swych felietonów wers dotyczący użycia "rybiego oka" brzmiący: Brak znanych zastosowań, poza ilustrowaniem "efektu rybiego oka" w podręcznikach fotograficznych. Mocno mnie takie podejście zaskoczyło i to pomimo faktu, że Mike ma sporo racji. Ogromna większość publikowanych zdjęć wykonywanych tego typu optyką rzeczywiście wygląda tak, jakby wykonano je wyłącznie w celu zaprezentowania nietypowej perspektywy. W zamiarze miały być one efektowne, a w rzeczywistości są jedynie efekciarskie. Nieczęsto pokazują coś więcej niż wspomniany przez Mike'a "efekt rybiego oka".

Skąd więc moje zaskoczenie? Po prostu stąd, że sam z przyjemnością i od dawna "rybiego oka" używam, z tym że staram się wykorzystywać je w taki sposób, by w miarę możności na zdjęciach nie widać było jakim typem szerokokątnego obiektywu je wykonano. Czyli "rybie oko bez efektu rybiego oka". Nie jest to łatwe, zwłaszcza że robię sporo zdjęć architektury, które z zasady powinny być "wyprostowane", a szalona perspektywa i zniekształcenia nie są na nich mile widziane, szczególnie gdy są to zdjęcia wykonywane do celów komercyjnych. Oczywiście czasami i mnie ponosi, stąd mniej lub więcej "rybiooczności" na takich zdjęciach widać. Ale to jeszcze nie powód by słuchając Mike'a "rybie oko" raz na zawsze wyrzucić z torby.

Dlatego właśnie chciałbym, by zdjęcia i ich opisy przejęły teraz od Mike'a funkcję przewodnika po temacie.

Zacznijmy od ujęcia, na którym śladów "rybiego oka" trudno się dopatrzyć, no może trochę na dole, zwłaszcza po lewej stronie. Powodem jest między innymi spoziomowanie obiektywu, dzięki któremu horyzont pozostał prosty.


Fot. Paweł Baldwin


Ale taki kadr wydał mi się zbyt grzeczny, więc przy drugim zdjęciu obiektyw skierowałem nieco w dół.


Fot. Paweł Baldwin

No, tu już dobrze widać jaki obiektyw wykorzystałem. Z linią horyzontu może trochę przegiąłem (dosłownie i w przenośni), ale gdy jesteśmy tak blisko nieba, jak na kopule bazyliki św. Piotra w Rzymie, to mamy prawo widzieć zaokrąglenie Ziemi. Proszę też zwrócić uwagę na dół zdjęcia z fragmentem kopuły, która na zdjęciu wykonanym obiektywem rektalinearnym wyszłaby zaokrąglona - jej krawędź po prawej i lewej stronie znalazłaby się w narożach kadru. Tu jednak silna dystorsja beczkowata "rybiego oka" wyprostowała krągłości. To właśnie zjawisko sumowania się krzywizn wynikających z kształtów fotografowanych obiektów oraz dystorsji "rybiego oka" powoduje, że obiektyw ten świetnie sprawdza się przy zdjęciach rotund, kopuł, łuków i innych pokrzywionych budowli, wcale im nie szkodząc, a wręcz przeciwnie. Widać to choćby tu, na zdjęciu jednego z mnóstwa weneckich mostków.


Fot. Paweł Baldwin

"Rybie oko" wyciągnęło dość toporny mostek dodając mu lekkości, nie zaszkodziło też zbytnio gondoli. Wyraźny problem pojawia się za to w prawym, górnym rogu, ale od czego mamy Photoshopa... :-)


Fot. Paweł Baldwin

Tak więc ten róg zdjęcia został skorygowany, choć pamiętajmy, że takie rozciąganie powoduje wyraźny spadek rozdzielczości obrazu w tych rejonach klatki. Stąd za bardzo nie liczmy na programy prostujące zdjęcia z rybiego oka, no chyba że kadr nie będzie mocno powiększany. Zwróćmy uwagę na pozostałe naroża, w których pojawiły się niepożądane elementy, których nie widziałem w celowniku aparatu. 100 % kadru w wizjerze to w przypadku fotografowania "rybim okiem" rzecz bardzo przydatna.

Kolejne zdjęcie to także wenecki motyw, wnętrze bazyliki św. Marka. W tym wypadku "efekt rybiego oka" widać w dole kadru, ale tu został on częściowo zamaskowany przez mocne cienie. Jednak z sukcesem udało mi się objąć (z zapasem) cały główny ołtarz, całe sklepienie oraz fragment tylnej ściany. Bez "rybiego oka" byłoby to chyba niewykonalne, choć być może Sigma 12-24 mm dałaby radę.


Fot. Paweł Baldwin

Wróćmy do Watykanu, tym razem do wnętrza kopuły bazyliki św. Piotra. Przypadkowo i bardzo szczęśliwie krzywizna kopuły niemal zniosła się z dystorsją obiektywu, stąd okna biegną wzdłuż górnej krawędzi kadru. Dolne partie wyglądają już niezbyt prosto, choć niewątpliwie ciekawie.


Fot. Paweł Baldwin

Przyznam, że robiąc to zdjęcie (prezentowana jest pełna klatka) miałem mnóstwo szczęścia. Fotografowałem bowiem znad głowy (galeryjkę otacza wysoka krata) i nie miałem żadnej możliwości kontroli kadru ani przed, ani tuż po jego naświetleniu, a zobaczyłem go dopiero po wywołaniu filmu. Z "cyfrą" byłoby znacznie łatwiej. Bardzo się więc ucieszyłem, gdy stwierdziłem że jedno z zaledwie dwóch wykonanych ujęć było tak celne.

Następne zdjęcie pochodzi z watykańskich muzeów, gdzie sufit jednej z sal zdecydowałem się sfotografować nie z jej środka, a spod ściany. Dzięki temu z kadru niemal zniknęły przepalone okna, a sufit przybrał ciekawą formę z jedną tylko osią symetrii. Choć "efekt rybiego oka" widać wyraźnie.


Fot. Paweł Baldwin

I jeszcze muzea watykańskie, tym razem wspaniała spiralna rampa. "Rybie oko" świetnie oddało jej formę, ale górne rogi zdjęcia sugerują niejaki brak stabilności budynku.


Fot. Paweł Baldwin

Ta sama rampa fotografowana tak szerokim kątem od dołu wygląda jeszcze efektowniej. Śladów rybiego oka można się z trudnością dopatrzyć jedynie w lewym, dolnym rogu.


Fot. Paweł Baldwin

Rzym, Piazza Navona późnym wieczorem. Prawie dokładne wypoziomowanie obiektywu bardzo ograniczyło zniekształcenia, oczywiście poza rozciągnięciem pierwszego planu. To jednak zjawisko typowe dla wszystkich obiektywów szerokokątnych. Zdjęcie to przypomina też, że "rybie oko" ma wypukłą przednią soczewkę niemal nie zabezpieczoną przed padaniem niepożądanych promieni spoza kadru.


Fot. Paweł Baldwin

I jeszcze jedno zdjęcie, tym razem nie ze słonecznej Italii, a z pewnego warszawskiego centrum handlowego. Cała, wykonywana na zlecenie średnim formatem sesja, w założeniu zawierać miała zdjęcia "grzeczne, ładne i proste".


Fot. Paweł Baldwin i Jarosław Brzeziński

Z tym że kolega, z którym wspólnie pracowałem, akurat kupił "rybie oko" do formatu 6 x 6 cm i przy okazji postanowiliśmy je wypróbować. Zdjęcia z jego użyciem tak nam się spodobały, że w zestawie zaprezentowanym dość wymagającemu klientowi miały aż 20 % udziału. Wiedzieliśmy że to za dużo jak na "poważną" fotografię architektury, ale żal było je od razu odrzucać. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że wśród ujęć wybranych przez klienta stanowiły one prawie 1/3!

Widać bywa i tak, choć nie próbujmy uważać owej sytuacji za regułę. Warto też zdawać sobie sprawę z faktu, że użycie "rybiego oka" nie uratuje nieudanej sesji, bez znaczenia czy był to reportaż, czy zdjęcia architektury. Z pewnością obiektyw ten pomaga wprowadzić do naszych zdjęć pewne urozmaicenie, stworzyć coś ciekawszego i mniej typowego. Jednak używajmy go z umiarem, tak jak oryginalnej przyprawy, której dodatek wzbogaca naszą kuchnię, ale nadmiar bardzo jej szkodzi.