Fotopolis internetowy magazyn o fotografii (wersja beta)

Canon EOS M - pierwsze wrażenia

Patryk Wiśniewski 18 września 2012

aparaty

Photokina 2012. W lipcu tego roku na rynku bezlusterkowców pojawił się ostatni wielki gracz - Canon. Nowy aparat, Canon EOS M, to pierwsza tego typu konstrukcja od japońskiego producenta. Niewielki korpus skrywa 18-megapikselową matrycę APS-C, a za obrazowanie będą odpowiedzialne obiektywy skonstruowane specjalnie pod nowy bagnet.

W czasie targów w Kolonii mieliśmy możliwość zapoznania się nie tylko z nową, pełnoklatkową lustrzanką Canon EOS 6D, ale także z bezlusterkowcem tego producenta.


Canon EOS M, bo to o nim mowa, to niewielki korpus, który został skierowany przede wszystkim do amatorów. Do tego aparatu jak najbardziej pasuje stwierdzenie "kompakt z wymienną optyką". Korpus nowej propozycji Canona został wyposażony tylko w niezbędne przyciski. Zamiast tarczy trybów na górnej ściance mamy proste pokrętło, które przełącza nas pomiędzy trybem auto, fotografowania oraz filmowania. W środku tej tarczy znajduje się spust migawki.


Na tylnej ściance oprócz nawigatora swoje miejsce znalazły także przyciski Menu, Info oraz trybu odtwarzania. Ergonomia została bardzo uproszczona, co nikogo nie powinno dziwić. Producent w tym momencie chce jak najdalej odsunąć swojego bezlusterkowca od lustrzanek.


Po obejrzeniu pierwszych zdjęć, które otrzymaliśmy od producenta obawialiśmy się o chwyt. Nie wyglądał zbyt pewnie, ale zostaliśmy mile zaskoczeni przez Canonowską M-kę. Niewielki grip naklejony z przodu korpusu, w połączeniu z podporą dla kciuka tworzy dobry zestaw nawet dla większych dłoni. Pomimo, że korzystaliśmy z białej wersji, której body jest dosyć śliskie, mogliśmy komfortowo zaczepić środkowy palec na przedniej ściance.


Z rzeczy czystko mechanicznych zdziwił nas dość duży kąt o jaki musimy przesunąć obiektyw, aby wszedł w bagnet. Ruch, tradycyjnie dla Canona, odbywa się w prawo, jeżeli patrzymy na aparat od przodu. Obiektyw zwalniamy przyciskiem umieszczonym skrajnie z prawej strony korpusu.

Mieliśmy do czynienia z wersją przedprodukcyjną, więc nie możemy się wypowiadać ostatecznie na temat prędkości działania. Jednak nawet w takiej odsłonie EOS M radził sobie przyzwoicie. Nie miał problemu z trybem odtwarzania, poruszaniem się po kolejnych trybach ekspozycji, nagrywaniem filmu etc. Pojawił się natomiast jeden, poważny problem, który mamy nadzieje zostanie poprawiony w finalnej wersji. System automatycznego ustawiania ostrości pozostawia wiele do życzenia. Do naszego korpusu był podpięty stałoogniskowy obiektyw Canon EF-M 22mm f/2 i w tym tandemie aparat wypadł naprawdę słabo. Na tle systemu Mikro Cztery Trzecie został wręcz zdeklasowany. Mamy nadzieje, że jest to wyłącznie kwestia przedprodukcyjnego modelu, i że w finalnej wersji będzie zdecydowanie lepiej.