Pięćdziesiąt wystaw, wieczorne projekcje, wykłady, debaty, dyskusje, przeglądy portfolio, prezentacje albumów, a przede wszystkim trwające dzień i noc towarzyskie spotkania i rozmowy - Tydzień Otwarcia Fotograficznych Spotkań w Arles 2007 za nami. Gorąco zapraszamy na relację z tego wydarzenia!
Luźna rozmowa z Aleksem Majoli i Vladimirem Birgusem, niespodziewane spotkanie w toalecie z Elliotem Erwittem, a wszystko to w ciągu jednego dnia - to może się przytrafić tylko podczas Les Rencontres d'Arles. Przez kilka pierwszych dni lipca niewielkie miasteczko na południu Francji zostaje wręcz opanowane przez fotografię. Rozmowy o kolejnych projektach, wyprawach, publikacjach i wystawach toczą się na każdym kroku. Na Tydzień Otwarcia zjeżdżają tu z całego świata zarówno najwięksi, jak i początkujący fotografowie, kuratorzy, redaktorzy, właściciele galerii, edytorzy, dziennikarze, adepci szkół, "zwyczajni" miłośnicy medium - po prostu wszyscy, którym bliska jest fotografia. A wszystko po to, by szukać nowych możliwości, dzielić się doświadczeniami i pomysłami, a przede wszystkim, i to tutaj najważniejsze, w miłym towarzystwie wypić kawę, chłodne wino czy miejscowy anyżkowy pastis.

Podczas tegorocznego Tygodnia Otwarcia odbyło się 50 wernisaży, zorganizowano liczne warsztaty, debaty, dyskusje, wykłady, wręczono nagrody za najlepsze projekty i publikacje. Propozycji naprawdę było wiele. Zacznijmy od przeglądu wystaw. Wiele miejsca poświęcono w tym roku fotografii z Indii.
Indie
Jedną z propozycji była ekspozycja zbiorów z prywatnej kolekcji fotografii Alkazi z Delhi. Wystawę poświęconą początkom indyjskiej fotografii zbudowano z dwóch części. Pierwsza to bogaty zestaw ręcznie barwionych, w większości oryginalnych fotografii, które powstały w latach 1840-1950. Dobrze wyeksponowane prace to przede wszystkim portrety indyjskich dostojników i ich rodzin. Dokładnie zaplanowane fotografie, zrealizowane w odpowiednio reprezentacyjnych wnętrzach, wiele mówią o wizerunku wyżej postawionych mieszkańców Indii przełomu XIX i XX wieku. Wartość barwionych prac to nie tylko dokumentalne świadectwo dawnych czasów - na uwagę zasługuje precyzja, z jaką pokolorowano odbitki, oraz paleta wykorzystanych barw.
Druga część prezentowanych zbiorów Alkazi to wybór albumów fotograficznych końca XIX wieku. Ekspozycja świetnie pokazuje, jak szybko fotografia (która trafiła do Indii w 1840 roku), stała się tam niemal powszechnym i ważnym sposobem obrazowania. Wśród zdjęć znajdziemy zbiorowe portrety wysoko postawionych rodów, prace wykonane z okazji ślubów, narodzin, religijnych ceremonii. W zbiorach znalazły się także fotografie przedstawiające zabytki architektury, nowe zabudowania, przestrzenie miejskie. Niewiele mamy okazji, by zobaczyć, jak wyglądała indyjska rzeczywistość tamtych czasów. Tym bardziej wartościowa jest opisywana wystawa. Zdecydowanie warto poświęcić tym unikatowym pracom trochę czasu.
 Habrat Sikka "Space In-Between"
Fotografii indyjskiej poświęcono też jeden z pawilonów w dawnych budynkach kolejowych. Tutaj zdecydowano się zaprezentować fotografie nowsze, w tym kilka projektów z ostatnich lat.
Możemy zobaczyć m.in. cykl kolorowych fotografii traktujący o zderzeniu tradycji z tym, co nowe i ekspansywne w rozwijających się Indiach (Habrat Sikka Space In-Between
), pokazaną w formie slide show osobistą opowieść o miłości dwóch mężczyzn (Sunil Gupta Love & Light
), cykl dynamicznych autoportretów młodej Siya Singh.
Trudno powiedzieć, na ile zestaw ośmiu prezentowanych projektów jest reprezentatywny dla tego, co w Indiach najciekawsze i najświeższe w fotografii. Z przyjemnością zobaczyłam, jakie prace powstają daleko stąd. Przyznam jednak, że żadna z propozycji nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Wielu autorom nie można odmówić pewnej wrażliwości czy pomysłu na cykl, jednak to zbyt mało, by prace stały się szczególnie interesujące. Można by pomyśleć, że problem leży w wyborze podjętych tematów. Sytuacja społeczna, problemy w kontekście kultury, miłość homoseksualna i AIDS mogą się dziś wydawać mało "atrakcyjne", przynajmniej dla europejskiego widza.
 prace Nony i Dayanity Singh
O tym, że nie temat odgrywa decydującą rolę, przekonuje jednak najciekawsza propozycja w pawilonie - wybór czarno-białych prac Nony Singh oraz jej córki Dayanity Singh. Autorka od najmłodszych lat fotografowała rodzinę, przyjaciół, ważne dla siebie miejsca i przedmioty. Pokazane zdjęcia to wybór ciepłych, kameralnych, bezpretensjonalnych a zarazem niezwykle starannie skomponowanych fotografii. Udany wybór portretów najbliższych osób, fotografii dorastających córek, gabinetów, tarasów nie odkrywa przed nami obszarów zupełnie nieznanych, nie stawia świeżych pytań. Prace stanowią przede wszystkim zapis chwil z życia rodziny. Oddanie, dokładność, spokój i wrażliwe spojrzenie autorki sprawiły jednak, że powstałe fotografie przyciągają i ogląda się je z dużym zainteresowaniem.
Warto zauważyć, że w bloku indyjskim znalazła się jeszcze jedna wystawa, o poniekąd podobnym charakterze. W budynku Espace Van Gogh prezentowana jest prywatna kolekcja fotografii Umrao Singh Sher-Gil, który przez całe życie, niemal obsesyjnie, fotografował przede wszystkim swoją rodzinę. Bardzo różnorodne portrety żony i córek oraz liczne wykoncypowane autoportrety tworzą szczegółowy obraz tej indyjsko-węgierskiej rodziny pierwszej połowy XX w.
 Niezwykle życzliwy Raghu Rai podczas spotkania z odwiedzającymi jego wystawę.
Prezentację indyjską uzupełnia retrospektywna wystawa prac Raghu Rai. Ekspozycja zajmuje cztery sale zapełnione starannie przygotowanymi, dużymi czarno-białymi powiększeniami oraz dwie sale z najnowszymi pracami zrealizowanymi w kolorze. Nie bez powodu piszę o zapełnieniu sal, bowiem o ile pojawiające się gdzieniegdzie kilkuelementowe zestawy fotografii budują pewne całości, o tyle wystawa jako taka niestety już nie bardzo. Interesujące, niektóre naprawdę godne podziwu ujęcia zestawione ze sobą w tak dużej liczbie nie budują szerszej wypowiedzi. Przekłada się to na brak spójności obrazu, z którym wychodzimy po obejrzeniu wystawy. Wystawa ma być, z założenia, przede wszystkim prezentacją dokonań artysty. I nie ulega wątpliwości, że możemy zauważyć jak dociekliwym, uważnym i wrażliwym obserwatorem jest Raghu Rai. Mimo to ekspozycja pozostawia pewien niedosyt.
Chiny
 chińska część ekspozycji w Arles
Po raz kolejny w Arles zaprezentowano fotografie z Chin. Wystawie Dashanzi Art District poświęcono duży, odrębny pawilon. Prezentowani artyści to twórcy związani z artystyczną dzielnicą, znaną też jako 798. Wybrane prace są komentarzem do gwałtownych urbanistycznych i społecznych zmian, jakie zachodzą w ostatnich latach w Pekinie. W pawilonie chińskim zestawiono ze sobą cztery projekty. Jeden z nich to pokazywany po raz pierwszy Chai-na, Memory of Beijing Rainbow
Huang Rui - 7 wielkoformatowych płócien, w różnych kolorach tęczy, łączących w sobie elementy malarstwa, fotografii i instalacji. Eksponowany temat to stosunek ekspansywnej nowoczesności wobec dziedzictwa Chin. Na wykorzystanych fotografiach znajdziemy m.in. wyburzone budynki, coraz liczniejszych robotników emigrantów, nowoczesne wieżowce sąsiadujące z resztkami starych murów.
Bardziej osobistą i kameralną opowieść, również o bezlitosnym naporze gwałtownych przemian, zaproponowali RongRong oraz Inri (tak, to nazwiska autorów). Złożona z trzech części historia opowiada o miejscu, domu RongRong, życiu, które się w nim toczyło i którego koniec wyznaczyło nadejście drapaczy chmur.
 Bracia Gao - po lewej cykl "Sense of space"
Pogoń za przyszłością i rzeczywistość zmieniających się miast pokazuje też zbiorowa ekspozycja złożona z 30 wybranych prac. Pojawiają się fotografie kolorowe i czarno białe, inscenizowane i dokumentalne, a także prezentacje video. Inwestycyjna bezwzględność, chaos i zagubienie mieszkańców to powtarzający się wątek pokazywany z wielu stron i z wykorzystaniem rozmaitych środków.
Najciekawiej zaprezentowali się w czwartej części Bracia Gao, którzy również zaangażowali się w komentowanie politycznych i społecznych wydarzeń, ale uciekają od banalnych symboli i utartych, stereotypowych skojarzeń. Na wystawie pokazano m.in. fotograficzne prezentacje różnych edycji performance'u Hug
- projektu, w którym artyści nakłaniają nieznajomych do tytułowego uścisku. Możemy zobaczyć też cykle Sense of Space, The Backdrop
i pracę The Forever Unfinished Building.
 Część chińskiej ekspozycji - czarno-białe portrety kobiet przyczepiono do niebieskiej blachy.
Chińska prezentacja pozostawia mieszane uczucia. Z pewnością pozwala dowiedzieć się czegoś o Pekinie, w tym o sytuacji artystów, którzy znaleźli się w centrum procesu wielkich przemian. Jeżeli jednak chodzi o same fotografie, to przy takiej prezentacji niewiele z nich ujawniło swoją świeżość - tylko niektóre zapadły w pamięć, zaniepokoiły czy skłoniły do zastanowienia. Niewielu autorom udało się wykroczyć poza wąską perspektywę poruszanych problemów.
Polaroidy Pannoniki de Koenigswarter
 wystawa polaroidów Pannoniki de Koenigswarter
Podczas festiwalu pierwszy raz zaprezentowano prywatną kolekcję 300 polaroidów Pannoniki de Koenigswarter, brytyjskiej entuzjastki jazzu, opiekunki i przyjaciółki wielu muzyków, często najświetniejszych gwiazd sceny. Elegancko oprawione fotografie to przede wszystkim bezpretensjonalne, wykonane w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych portrety artystów. Nica - jak mówili o autorce przyjaciele - fotografowała muzyków przede wszystkim w sytuacjach prywatnych, poza sceną, często podczas wizyt we własnym mieszkaniu, które było miejscem spotkań wielu z nich. Na kolorowych i czarno-białych fotografiach możemy zobaczyć m.in. rozradowanego Milesa Davisa, zafrapowanego a kiedy indziej śpiącego jak dziecko Theloniousa Monka, zapatrzonego w dal Sonny'ego Rollinsa. Wystawę uzupełniają nostalgiczne widoki z okien apartamentu oraz zdjęcia kotów, których w domu autorki przebywały ponoć całe dziesiątki. Na ścianach sali wystawowej oprócz zdjęć znajdziemy wypowiedzi muzyków.
Ta niezwykle starannie zaaranżowana wystawa to nie tylko dokumentalny zestaw portretów, ale przede wszystkim bardzo ciepła, kameralna opowieść o przyjaznym miejscu, jego gościach i ich nastrojach. Format polaroidów wymagający bardzo indywidualnego i uważnego przyglądania się wraz z cicho pobrzmiewającą w sali muzyką doskonale służą atmosferze.
Alberto Garcia-Alix
 Alberto Garcia-Alix
Jedną z najciekawszych propozycji tegorocznego festiwalu z pewnością pozostanie prezentacja twórczości Hiszpana Alberto Garcii-Aliksa. Zorganizowana w starych, kamiennych wnętrzach dawnego kościoła wystawa prac to ponad 100 czarno-białych barytowych odbitek, fotografii wykonanych na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat. Wśród wcześniejszych prac znajdziemy przede wszystkim portrety rodziny i przyjaciół artysty, miejsc i przedmiotów szczególnie ważnych dla autora. Późniejsze obrazy to w dużej mierze również portrety, jednak już mniej kameralne - odważniejsze, wystylizowane, naznaczone pewną uniwersalnością.
 wystawa Alberto Garcii-Aliksa w chłodnym wnętrzu dawnego kościoła
Co sprawia, że fotografie tego hiszpańskiego artysty pozostaną w pamięci? Z pewnością na uwagę zasługuje bezpośredniość i otwartość, z jaką robi zdjęcia. I nie myślę tu o bezceremonialnym podejściu do ukazywania choćby ludzkiej cielesności. Otwartość i bezpośredniość odnosi się przede wszystkim do postawy, jaką Alix zdaje się przyjmować, wychodząc na spotkanie z tym kawałkiem świata, który fotografuje. Aparat w jego rękach to nie tylko narzędzie rejestrujące, dzięki niemu wydarza się coś niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju.
60-lecie agencji Magnum
W programie festiwalu sporo miejsca poświęcono Agencji Magnum obchodzącej w tym roku swój jubileusz. Z okazji 60 urodzin w jednej z sal dawnych pawilonów kolejowych przygotowano wystawę kronikę losów agencji. W prezentacji znalazły się informacje o najważniejszych wydarzeniach, decyzjach podjętych w ramach kolektywu i fotografach, którzy przystąpili do agencji. Całość wzbogacono pojedynczymi wycinkami z prasy, niedużymi fotografiami, okładkami najważniejszych albumów oraz fragmentami wypowiedzi członków agencji. Ta część prezentacji to przede wszystkim historyczny szkic losów Magnum.
Same fotografie możemy obejrzeć w sali obok, gdzie na czterech dużych ekranach wyświetlane są wybrane prace wszystkich członków agencji.
 prezentacja historii Agencji Magnum
Jubileusze mają to do siebie, że skłaniają do wspomnień i podsumowań. To poniekąd oczywista kolej rzeczy. Mimo to po wizycie w pawilonie 17 odczuwa się pewien niedosyt. Z jednej strony można zrozumieć decyzję o przygotowaniu takiej właśnie jubileuszowej prezentacji poświęconej przede wszystkim samej organizacji. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że przyjęty scenariusz potraktował same prace trochę po macoszemu. Na ekranach wyświetlonych zostaje bardzo wiele fotografii, ale naprawdę trudno zasmakować tego, co sprawia, że niejednokrotnie z wielkim szacunkiem czy zachwytem myślimy o Magnum i jej kolejnym jubileuszu.
Odkrycia
Festiwal w Arles to również okazja na prezentację dla utalentowanych, mało jeszcze znanych, a często zasługujących na uwagę autorów. Z myślą o nich stworzono oddzielną część konkursową.
Piętnastu artystów nominowanych przez pięciu zaproszonych kuratorów prezentowało swoje wystawy, walcząc o głosy publiczności. Pomysł by nominacje pochodziły od osób z różnych krajów, z odmiennymi wizjami fotografii, zaowocował interesującym, równie zróżnicowanym zestawem projektów.
 zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Qiu, Laura Henno i Nanna Hanninen
Moim zdaniem najciekawiej zaprezentowali się autorzy nominowani przez Johana Sjöströma. Hanna Hanninen
(Finlandia) przedstawiła zestaw wielkoformatowych (kolorowych i czarno-białych) pejzaży miejskich, wykonanych z wykorzystaniem długiej ekspozycji. O ile pomysł i technika realizacji nie są wyjątkowo nowatorskie, o tyle uzyskane efekty i sposób ekspozycji wyróżniał jej prace, bliskie abstrakcyjnemu malarstwu. Qiu
(Chiny) zwrócił uwagę niezwykłą intensywnością swoich czarno-białych, nieco impresyjnych fotografii. Interesująco zaprezentował się również Joseph Mills
(USA) z zestawem czarno-białych kolaży.
Warto podkreślić, że wśród nominowanych znalazł się także projekt Crystalline Darkness
Agnieszki Brzeżanskiej. Autorka jest jedyną Polką, której prace zostały zaprezentowane w ramach oficjalnego programu tegorocznego festiwalu. Najwięcej głosów od festiwalowej publiczności otrzymał projekt Francuzki Laury Henno,
która dzięki nim odebrała nagrodę w wysokości 25 tys. euro.
 O Contemporary Book Award i Historical Book Award ubiegało się w tym roku prawie 400 książek. Wszystkie można obejrzeć przed wejściem do pawilonu 17.
Pozostałe wystawy
Z pozostałych propozycji warto wspomnieć o projekcie Beijing, Theatre of the people
- fotografie Ambroise'a Tézenasa otrzymały w zeszłym roku nagrodę Leica European Publisher. W tym samym budynku znajduje się też wystawa prac fotografów Agencji VU'. Pokazano fotografie Martina Kollara (TV anchors
), Arji Hyytiainen (Distance - Now
), Mathieu Pernota (Housing Estate
) i Virxilio Vieiteza.
Warto też wspomnieć o kolejnych dwóch wystawach zbiorowych. Pierwsza z nich prezentuje prace laureatów nagrody HSBC, druga, zdecydowanie mniejsza, skupiła autorów fotografii krajobrazu. Niestety zwłaszcza ta druga ekspozycja jest przede wszystkim okazją do zapoznania się z nazwiskami autorów, a nie z ich fotograficzną twórczością. Cykle prezentowane jedną czy dwoma pracami dają jedynie sygnały o swoim istnieniu.
 Wielkoformatowe fotografie 25-letniego JR, autora zdjęć do projektu "face2face".
Loving your picture
W ogromnym pomieszczeniu dawnego kościoła przeróżne serie fotografii wielu autorów (często właścicieli fotoblogów) pokazał Erik Kessels. Wykorzystując najrozmaitsze formy ekspozycji, holenderski twórca zaprezentował zaskakujące zestawy - mężczyźni w mundurach, króliki z przedmiotami na głowie, zwierzęta nocą w lesie, hiszpanka fotografowana przez męża podczas wakacji, taksówki, chłopiec na tle spalonych samochodów, ekskrementy w toalecie. Oglądamy prezentacje wideo, zaciemnione kąty ze ścieżką dźwiękową i projekcjami slide show, duże, oprawione powiększenia, różnoformatowe odbitki zwyczajnie przyklejone do ściany, podświetlane plastikowe lightboksy... Odrywając fotografie od ich autorów i umieszczając je w zupełnie innym kontekście, Kessels zdaje się skłaniać do refleksji nad sensem fotograficznych obrazów, ich znaczeniami i zmianami owych znaczeń. Pozostaje pytanie, na ile mu się to udaje oraz na ile projekt ten jest świeży, ciekawy i odkrywczy w swoim zamierzeniu. Niestety moim zdaniem odpowiedź brzmi: "nie bardzo", a prezentowana wystawa jest jedną z najsłabszych na festiwalu.
 Erik Kessels "Loving your picture"
Podsumowując obejrzane prezentacje, muszę przyznać, że najciekawsze okazały się te bardziej osobiste, często zrealizowane w kręgu życia prywatnego. Cykle, które starały się komentować sytuację społeczną, niuanse kulturowe, problemy ogólniejsze, zdawałoby się bardziej uniwersalne, raczej rozczarowywały niż inspirowały czy zastanawiały. Znalazło się kilka projektów naprawdę godnych uwagi, jednak niektóre z propozycji mogły zawieść.
Warto na koniec wspomnieć, że program tegorocznych wystaw, podobnie jak dwa lata temu, nie miał jednego kuratora. Przypomnijmy, że w poprzednich edycjach gośćmi honorowymi, odpowiedzialnymi za trzon programu byli m.in. Raymond Depardon i Martin Parr. Niełatwo rozstrzygnąć, czy tegoroczna decyzja o rezygnacji z kuratora była słuszna. Z pewnością zaowocowała różnorodnością propozycji, ale niestety trudno oprzeć się wrażeniu, że programowi zabrakło pewnej spójności.
Wieczorne projekcje w teatrze
 Wręczenie nagród w teatrze antycznym. Contemporary Book Award przyznano wydawcy albumu "Empty Bottles", którego autorami są Ruben Lundgren i Thijs groot Wassink (Veenman Publishers, Holandia)
Program festiwalu to nie tylko wystawy. Stałym elementem są już wieczorne imprezy i projekcje w teatrze antycznym. Zaraz po zapadnięciu zmroku na wielkim ekranie, w niezwykłej scenerii odbywają się koncerty, projekcje filmów i zdjęć. Z tegorocznych propozycji najciekawsza była prezentacja wspomnianego już Alberto Garcii-Aliksa. Projekcję połączono z nastrojowym koncertem argentyńskiego muzyka Daniela Melingo. Bardzo starannie skomponowany zestaw czarno-białych prac z towarzyszeniem muzyki stworzył szczerą i przejmującą opowieść o ludziach i ich emocjach.
Noc roku
Wszyscy, którym mało było wystaw i projekcji w ciągu dnia, mogli nasycić apetyt podczas piątkowej fotograficznej fiesty, która prawie do rana zawładnęła miastem.
 Noc roku, czyli fotograficzna fiesta do rana
Na placach, dziedzińcach, podwórkach, ulicach - razem w trzynastu punktach - rozstawiono ekrany, na których prezentowano projekty fotografów największych gazet, magazynów, kolektywów i agencji. Swoje projekcje przygotowały między innymi agencja VU', Ostkreuz, Reuters, AFP, Cosmos (tutaj polski akcent - Agencja Cosmos zaprezentowała projekt Tomasza Gudzowatego Nada Kusti
), magazyny "Telerama", "Stiletto", "Le Monde 2", "Vogue", "Geo". Propozycji było tak wiele, że obejrzenie wszystkiego, stanowiło nie lada wyzwanie. Przyznam, że mnie się nie udało dotrzeć do wszystkich punktów. O 3.30, kiedy projektor nagle zgasł, miałam za sobą wizytę dopiero w 8 miejscach.
Noc roku, bo tak nazwano imprezę, to jednak nie tylko projekcje. To również, jeżeli nie przede wszystkim, wesoła zabawa na ulicach, tańce, toasty, happeningi na tłumnie zapełnionych placach. Według szacunków organizatorów otwarte projekcje obejrzało w tym roku około 25 tysięcy widzów. Zabawa była naprawdę udana.
Otwarte wykłady
Podczas otwartych wykładów fotografowie dzielili się z publicznością licznymi anegdotami i opowieściami o zrealizowanych projektach. Swoje prezentacje przygotowali między innymi: Patrick Zachmann, Alex Majoli, Carl de Keyzer i Martin Parr. Spotkaniom towarzyszyła niezwykle miła i luźna atmosfera. Autorzy pokazywali swoje prace, życzliwie, choć czasem złośliwie, odpowiadali na pytania. W pamięci wielu pozostanie z pewnością Martin Parr, który po prezentacji cyklu autoportretów, w tym znanej fotografii kulturysty (Nowy Jork, 1999), dał się namówić do zaprezentowania swojego nagiego torsu. Nie trzeba dodawać, że ów niecodzienny pokaz wzbudził niemały entuzjazm na sali.
Szkoda tylko, że organizatorzy festiwalu dopiero pod koniec tygodnia zdecydowali się przenieść spotkania do większego pomieszczenia i nie wszystkim zainteresowanym udało się uczestniczyć we wcześniejszych wykładach.
 Podczas debat i dyskusji z fotografami nawet w największy upał brakowało miejsc na leżakach.
Przegląd portolio
Podczas festiwalu każdy fotografujący ma niepowtarzalną szansę skonfrontowania swoich osiągnięć z krytycznym okiem fotografów i przedstawicieli największych agencji, magazynów czy galerii. Przeglądy portfolio to niezwykle ważny element spotkań w Arles i chętnych było bardzo wielu. Przyznam jednak, że w żadnym z miejsc przeglądów nie spotkałam autorów z Polski. Mam jednak cichą nadzieję, że po prostu nie miałam szczęścia i wśród zainteresowanych znaleźli się także twórcy z naszego kraju.
Imprezy towarzyszące
Atrakcje dla miłośników fotografii nie kończą się wraz z oficjalnym programem. Spotkaniom w Arles towarzyszy wiele większych i mniejszych przedsięwzięć uzupełniających. Na uwagę zasługuje program "Off" (Vois OFF), który obecnie jest już całkiem dużą, trochę jakby odrębną imprezą. Wieczorne otwarte projekcje prac na dziedzińcu, przeglądy portfolio i nagroda dla najlepszego projektu przyciągnęły w tym roku naprawdę bardzo wielu zainteresowanych.
 przegląd portfolio części "Off"
Będąc w Arles podczas Tygodnia Otwarcia, z pewnością warto zajrzeć też na dziedziniec budynku Fundacji Van Gogha. Swoje stragany rozstawiają tu wówczas sprzedawcy książek. Proponują katalogi, stare i rzadkie albumy, pojedyncze egzemplarze limitowanych serii. Nawet jeżeli ceny niektórych z nich potrafią wprawić w osłupienie, warto odwiedzić to miejsce. Czasem to jedyna okazja, by spokojnie obejrzeć unikatowe już książki.
Informacje praktyczne
Wprawdzie Tydzień Otwarcia już za nami, ale wystawy wciąż czekają na zainteresowanych. Zdecydowaną większość można oglądać do 16 września
(część do 26 sierpnia). Jeżeli zatem w najbliższym czasie będziecie w okolicach Arles, gorąco zachęcam do odwiedzin. Oprócz fotograficznych propozycji czekają urokliwe uliczki, zakątki, zabytkowe kościoły, wspomnienia o Van Goghu... Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zaszkodzi też pomyśleć nad odwiedzinami podczas Tygodnia Otwarcia za rok. Naprawdę warto.
Więcej informacji praktycznych, w tym szczegółowy program i mapki, można znaleźć na stronie festiwalu:
www.rencontres-arles.com.
|